Nie pisałam o stenogramach tylko o tych pierdołach które napisałeś dalej. Prezes z kotem itd...
A co do po. Czytałam stronkę pana markd. Napracował się sporo. Wiele linków prowadzi donikąd a te niektore afery to takie aferki. Zresztą skoro pan Marek ma poglądy prawicowe i to dosyć skrajnie to cóż się dziwić że wysmarował taką a nie inną stronę.
Ja coś pisałem o prezesie z kotem? Schizofrenię masz? To przecież ty piszesz tego typu głupoty i sprowadzasz to do rangi politycznej...
i to ma być twój cały "komentarz" do tekstu Niesiołowskiego ?.
Zadziwiające doprawdy, produkujesz tyle postów na pisowców, tyle energii wkładasz w wyszukiwanie, komentowanie poczynań PISu, a tu tylko jedno zdanie....w dodatku "od czapy".
Słabiutko towarzyszko, słabiutko. Musicie się bardziej starać bo wypadacie doprawdy mało wiarygodnie, Postarajcie się... może jakiś argument ? Chociaż JEDEN
Krąży legenda, że po i jej wyborcy maja jakiś jeden tajny argument... Pewnie czekają z nim na ostatnią chwilę, gdy już wszystkie metody propagady zawiodą. :P
No i widzisz... Nie chodzi o fakt postawienia zarzutów, bo to akurat jest farsa. Masz tam jednak pełne stenogramy. To są fakty, co ci ludzie wygadywali, ale dla ciebie jak nie ma zarzutów postawionych politykom po to jest brednia...
Dobra, was i tak nie przekonam bo swoje wiecie.
Dziś zaczynam epopeję o projekcie konstytucji PIS. Nie znajdziecie jej na stronie, bo dziwnym trafem w ostatnich dniach zniknęła ze strony pisu. Tzn link jeszcze jest, ale prowadzi donikąd.
Zaczynamy od prezydenta.
Prezydent
Dziś kandydata na prezydenta zgłasza co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Praktycznie bez większego kłopotu można tyle podpisy zebrać. PiS chce to utrudnić, proponuje wiec, by kandydatura na urząd Prezydenta
Rzeczypospolitej wymagała poparcia przez:
co najmniej 300 osób pełniących funkcję publiczną pochodzacą z wyborów bezpośrednich oraz co najmniej 100 tysięcy obywateli polskich posiadających prawo wybierania lub co najmniej 300 tysięcy obywateli polskich posiadających prawo wybierania.
Według projektu PiS: “W sprawach o szczególnym znaczeniu dla pañstwa Prezydent Rzeczypospolitej może zwołać posiedzenie Rady Ministrów… Prezydent Rzeczypospolitej zwołuje posiedzenie Rady Ministrów w celu rozpatrzenia projektu strategicznych kierunków polityki państwa.”
Wprawdzie podczas takiego posiedzenia RM prezydent nie bierze udziału w glosowaniu, ale jednak jego rola jest znacznie większa, niż daje mu uczestnictwo w dzisiejszej Radzie Gabinetowej [obecnie]: “W sprawach szczególnej wagi Prezydent Rzeczypospolitej może zwołać Radę Gabinetową. Radę Gabinetową tworzy Rada Ministrów obradująca pod przewodnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej... Radzie Gabinetowej nie przysługują kompetencje Rady Ministrów.
”
Dostało się obecnemu rządowi od opozycji, mediów i nieżyjącego prezydenta za próbę wyegzekwowania przez premiera Tuska jego roli w prowadzeniu polityki zagranicznej. Pamiętacie tzw. wojnę o krzesła, która skończyła się rozstrzygnięciem Trybunału Konstytucyjnego? Projekt PiS załatwia to krótko:
Prezydent Rzeczypospolitej może, według swojego uznania, osobiście reprezentować Rzeczpospolitą Polską w rokowaniach z przedstawicielami innych państw oraz w w organizacjach międzynarodowych zgodnie z prawem i zwyczajami
międzynarodowymi.
W takich przypadkach Prezydent Rzeczypospolitej zwraca się do Prezesa Rady Ministrów o sformułowanie przez Radê Ministrów stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej w sprawach, które mają być przedmiotem rokowań oraz o wyznaczenie członka lub członków Rady Ministrów uczestniczących w rokowaniach.
Pierwsza część tego artykułu wyraźnie oddaje prezydentowi prawo prowadzenia własnej polityki zagranicznej. Rząd ma mu tylko w tym pomóc.
Prezydent i strategia
Wyrazem niezadowolenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego ze stanu rzeczy po wyborach 2007 r. było utrzymywanie groteskowego składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, do której nie powołał nikogo z rządu Donalda Tuska, nie mówiąc o przedstawicielach klubów parlamentarnych. W RBN pozostała Anna Fotyga, Jaros-
ław Kaczyński i inni politycy PiS.
Według obecnej Konstytucji “Organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa jest Rada Bezpieczeństwa
Narodowego.” PiS w swoim projekcie załatwia to inaczej: “Organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w sprawach strategicznych kierunków polityki państwa jest Rada Strategii Państwowej”. Nie wyjaśnia przy tym, co to są owe “strategiczne kierunki polityki państwa”. Czy należą do nich rozwiązania tyczące się sił zbrojnych,
czy także przynależności do paktów i organizacji międzynarodowych, czy może kierunki polityki prywatyzacyjnej, czy oświata i system sądów powszechnych też należy do obszarów objętych zainteresowaniem ROR? Oto pytania bez odpowiedzi, za to z możliwością dowolnej interpretacji - i rozstrzygania. Jakże to przypomina nieokreślone zadania niegdysiejszego Komitetu Obrony Kraju...
cdn
ależ PO boi się utraty władzy i rozliczenia ośmiorniczek.
cz 2
Prezydent, wojsko i wojna
Cywilna kontrola nad siłami zbrojnymi jest jednym z większych osiągnięć demokratycznego państwa. Widzimy niejednokrotnie, jak irytuje to przedstawicieli armii, gdy politycy - cywile! - mówią im, co i jak mają robić. Cywile w liczbie mnogiej:parlamentarzyści, ministrowie, prezydent.Według obecnej Konstytucji “W czasie pokoju Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej. […] mianuje Szefa Sztabu Generalnego i dowódców rodzajów Sił
Zbrojnych na czas określony.
Czas trwania kadencji […] Na czas wojny Prezydent
Rzeczypospolitej, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych. W tym samym trybie może on Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych odwołać.”
A w projekcie PIS? “Prezydent Rzeczypospolitej powołuje i odwołuje Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Generalny Inspektor Sił Zbrojnych jest w czasie wojny Naczelnym Wodzem Sił Zbrojnych.” To pierwsze tak wyraźne odwołanie do przedwojennych rozwiązań konstytucyjnych, które musiały zapewnić specjalną pozycję Józefowi Pi³sudskiemu. Czyżby ktoś dzisiaj chciał podjąć misję marszałka?
Trzeba koniecznie przyjrzeć się, co PiS chce zrobić w
sytuacji zagrożenia państwa, w szczególności gdy źródłem są niepokoje społeczne.
Maska spada:
Decyzję o użyciu Sił Zbrojnych w stosunkach wewnętrznych może podjąć tylko Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów i tylko w przypadku:
1) działań zbrojnych grożących obalenia przemocą porządku konstytucyjnego
lub
2) poważnych zamieszek zagrażających bezpieczeństwu państwa lub porządkowi publicznemu, lub
3) stanu wojennego albo stanu wyjątkowego, jeżeli nie wystarcza użycie sił porządkowych.
W Konstytucji z 1997 roku nie ma mowy o użyciu armii dla tłumienia “poważnych zamieszek”. Tu sformułowanie jest klarowne: “W razie zagrożenia konstytucyjnego
ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić, na czas oznaczony,
nie dłuższy niż 90 dni, stan wyjątkowy na części albo na całym terytorium państwa. Przedłużenie stanu wyjątkowego może nastąpić tylko raz, za zgodą Sejmu i na czas nie dłuższy niż 60 dni.” “Stan wojenny” może być wprowadzony,
ale tylko “[w] razie zewnętrznego zagrożenia państwa, zbrojnej napaści na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej lub gdy z umowy międzynarodowej wynika zobowiązanie do wspólnej obrony przeciwko agresji, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić stan wojenny na części albo na całym terytorium państwa”.
Bo prezydent według dzisiejszych zapisów nie może mieć pewności, czy jego decyzja będzie skuteczna,gdyż “Rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wojennego lub wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej przedstawia Sejmowi w ciągu 48 godzin od podpisania rozporządzenia. Sejm niezwłocznie rozpatruje rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej. Sejm może je uchylić bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej polowy ustawowej liczby posłów.”
PiS nie potrzebuje tak pilnego zatwierdzenia przez parlament: “Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej wydane w sprawie [wprowadzenia stanu wojennego] wymaga zatwierdzenia przez Sejm i Senat bez zbędnej zwłoki, jednak nie później niż w ciągu 30 dni od dnia wejścia w życie.” Dziś - 48 godzin, a jutro - miesiąc…
„W razie przeszkód w działaniu Sejmu w czasie stanu wojennego lub stanu wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej może wydawać, w zakresie niezbędnym do funkcjonowania państwa, rozporządzenia z mocą ustawy z pominięciem wymagań
określonych w art. 62 ust. 1 i 2. W razie konieczności rozporządzenie z mocą ustawy może także zawierać zgodę na ratyfikację lub wypowiedzenie umowy międzynarodowej oraz ustalać prowizorium bud¿etowe” – piszą autorzy z
Prawa i Sprawiedliwości, nie bacząc na ewentualne konsekwencje takich, autorytarnych już, decyzji.
Czy chcemy demokracji czy ustroju prezydenckiego, a może- nie bójmy się tego słowa - DYKTATURY?
cdn
Dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski opublikował na łamach portalu weszlo.com list, w którym bardzo ostro krytykuje Tomasza Lisa.
Przepraszam, nie o piłce. Ale sami wiecie, że czasami nie potrafię wytrzymać. Za to zawsze ostrzegam: nie chcesz, nie czytaj. Nie będzie tu wyników dwunastej kolejki ekstraklasy.
Na wstępie muszę się przyznać do pewnego faktu. Nie wiem, czy wstydliwego, tak tego nie postrzegam. Otóż lata temu ktoś puścił plotkę, iż prezydentem RP mógłby zostać Tomasz Lis. Publikowano nawet sondaże, w których cieszył się sporym poparciem. Pomyślałem wówczas, że kto wie: może i to nie taki głupi pomysł. Bo obyty, bo z prezencją, bo inteligentny. Na funkcję reprezentacyjną – jak znalazł. Tak właśnie wtedy sądziłem i nie wiem, czy tłumaczyć to młodym wiekiem, czy może tym, iż tamten Lis nie był Lisem dzisiejszym.
Niestety, panie Tomaszu – teraz będę się zwracał osobiście do redaktora, a tekst przybierze formę listu – minęło kilka lat, a pan wywołuje u mnie obrzydzenie. Rzadko kiedy coś takiego w moim życiu miało miejsce, taka zmiana postrzegania jednej osoby, ale w pańskim wypadku tak właśnie jest. Obrzydzenie.
Udzielił pan wywiadu „Gazecie Wyborczej”, w której spłakał się pan, że odbierają panu kraj. Myślę, że to istota demokracji – raz wygrywa partia, którą się popiera, raz przegrywa. Nikt nie odbiera panu czegokolwiek siłą, nikt nie wyrzuca pańskich rzeczy przez okno, nikt nie nachodzi w nocy i nie straszy pistoletem. Po prostu ludzie – a chyba wypada ich szanować, bo czemu mieliby być gorsi – nie podzielają pańskich poglądów. Przyjmuje pan to histerycznie. W zasadzie gdyby się zastanowić, kumuluje pan wszystkie wady, których posiadanie przypisuje pan drugiej stronie. Uważa pan, że Polska jest pańska, że ją pan zawłaszczył na dobre i już nie puści. Głosi pan, że kto myśli inaczej, jest człowiekiem gorszym, w zasadzie podczłowiekiem. To groteska, że pan – niezdolny do normalnego dialogu – promuje akcję #hejtstop. Często nawiązuje pan do tego, iż PiS to w zasadzie pełzający faszyzm. Ja dostrzegam ten faszyzm raczej u pana. To pan głosi jedynie słuszne poglądy, dla innych nie mając do zaoferowania niczego więcej niż tylko pogardy. To pan używa języka nienawiści i to na skalę, jakiej nigdy wcześniej u popularnych dziennikarzy nie widziałem. Mówiąc szczerze, uważam pana aktualnie za osobę opętaną. Nawet się zastanawiałem, z czego się to wzięło – mam prywatną teorię, że nie wytrzymał pan ataków na siebie i postanowił iść na wojnę. Tylko że pan się w tej wojnie totalnie zatracił. Inni się wycofali, a pan dalej w okopach. Stał się pan aparatczykiem, zdolnym dopuścić się manipulacji, kłamstw czy zwykłej podłości, byle tylko dopiec drugiej stronie. Szkoda. To zawsze szkoda, gdy normalny człowiek traci rozum.
Pańskie skamlenie, ile to pan straci w nowych czasach jest żałosne. W zasadzie to zdaje mi się, że pan bardzo chce to wszystko stracić – że cynicznie gra pan na to, by stać się męczennikiem nowych czasów. Proszę o jedno – niech pan sam odejdzie z TVP i oszczędzi Polakom tej szopki pt. „umieram za prawdę, jestem taki niewygodny i niepokorny”. Zniżył pan się – moim zdaniem celowo – do tak niskiego poziomu, że po prostu standardy odjechały. Pański największy problem polega na tym, że męczenników się żałuje, a pana chyba niewiele osób będzie żałować. Ja – chociaż nigdy w życiu na PiS nie głosowałem i w tych wyborach też nie zagłosuję – uważam, że nie ma miejsca dla dziennikarstwa na tym poziomie w publicznych mediach. Uważam, że powinien pan zostać zwolnionym. Nie szepcze mi o tym do ucha ani Kaczyński, ani Macierewicz. To mój własny rozum podpowiada, że media publiczne powinny trzymać jakiś poziom. Pan straszy, że teraz to dopiero PiS przejmie antenę, ale dla mnie: co to za różnica? Cóż za różnica, czy ogłupiać mnie próbował będzie aparatczyk PO, czy aparatczyk PiS? Nie jest pan w niczym lepszy niż ci, których pan wytyka palcami i przed którymi straszy. Jest pan po prostu ich lustrzanym odbiciem, tyle że z innymi poglądami. Tak samo chce pan narzucać swój punkt widzenia – korzystając w tym celu ze wszelkich żałosnych sztuczek – jak i oni. Ha, zaryzykuję nawet, że oni w tym wszystkim aktualnie mają więcej klasy. Ale to akurat zrzucam na obecną sytuację. Panu puszczają nerwy, oni teraz trzymają je na wodzy.
Może to błąd, ale wydawał mi się pan kiedyś dobrym dziennikarzem. Aż przypomniała mi się ta historia z książki George’a Besta. Pokój hotelowy, łóżko, na nim dziesiątki tysięcy funtów, pod którymi skrywa się miss świata. Kelner przyniósł szampana, spojrzał na banknoty, na miss, na Besta… Po chwili spytał: – Kiedy to się wszystko spierdoliło, panie Best?
I to samo pytanie mam do pana. Wiedzie się panu bardzo dobrze, ma pan piękną żonę i pewnie fajną rodzinę. A jednak nie mogę się nie zapytać: – Kiedy to się wszystko spierdoliło, panie Lis?
Obiektywizm to trudna kwestia. Nikt z nas nie jest obiektywny. Sam napisałem tysiąc bzdur, których już bym nie napisał. Jednak pan przekracza dopuszczalne granice. I dzisiaj – chociaż pewnie pan w to nie wierzy – jest pan wyborczą lokomotywą PiS-u. Gdybym jakimś cudem miał zagłosować na tę partię, to właśnie dzięki panu. Żeby panu – i panu podobnym, uważającym się za lepszych – zagrać na nosie. I nie tylko ja tak mam. Narracja, którą się pan posługuje – wraz z mniej rozgarniętymi kumplami, typu Kuźniar – jest moim zdaniem nieakceptowalna dla osób zdrowych psychicznie.
Proszę to przemyśleć. Naprawdę.
To pan i pana mniej rozgarnięci koledzy wygraliście prezydenturę dla Andrzeja Dudy. To pan wraz z przybocznymi głupkami wygrywa wybory parlamentarne dla PiS. Jeśli może mieć pan do kogokolwiek pretensje, to tylko do siebie. Lamentuje pan w wywiadzie – oddaliśmy Twittera! Nie, nikt nie oddał. Obserwuje pana blisko 300 tysięcy osób, co jest na Polskę wynikiem fenomenalnym. Ale to, że ludzie z pana tam drwią, że się z panem nie zgadzają, że z pana szydzą, zamiast słuchać – to tylko prawda o panu i obecnych nastrojach społecznych. Może pan chciałby jakiejś cenzury, ale tam cenzury nie ma. Gdyby potrafił pan pisać z klasą, z rozwagą, nie wzbudzałby pan takich reakcji. Ale niestety – jest akcja i jest reakcja. Napisałbym nawet, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, ale moim zdaniem jest odwrotnie: pan sieje burzę, a odpowiada panu lekki wiaterek. Żaden z PiS-owczyków, którymi mnie pan straszy, tak bardzo nie zagalopował się w swoich nienawistnych wpisach.
Mówi pan: dzisiaj na Legii dostałbym w mordę, a pięć lat temu przybijaliby sobie ze mną piątki! Nie wiem, może by pan dostał. Moim zdaniem ani pięć lat temu nikt piątek by sobie z panem nie przybijał, ani dzisiaj nikt by pana nie pobił. Ale to wygodne, żeby tworzyć wirtualną rzeczywistość na własne potrzeby. Gdybyśmy jednak zakładali, że to prawda – że dostałby pan po mordzie – to proszę się zastanowić, co się przez te pięć lat zmieniło? Kaczyński zatruł ludzkie umysły, czy może pan przekroczył rubikon żałości? Pan – człowiek-hejt, notoryczny medialny napadzior – chciałby rozkosznie przybijać z innymi piątki. Ale dlaczego ludzie mieliby traktować pana z sympatią? Przecież pan nie jest sympatyczny dla ludzi. Pan szczuje, gardzi i pluje.
Nie liczę, że się pan opamięta. Na to chyba za późno. Refleksja może kiedyś przyjdzie – za trzydzieści lat? – a może nie. Może na zawsze będzie pan medialnym nienawistnikiem. W każdym razie jeśli jest pan w swojej branży taki dobry, na pewno pan sobie poradzi. Nikt nie zabroni pana zatrudniać, PiS nie zamknie żadnych telewizji czy gazet, nie zamknie też pańskiego portalu (którego poziom uważam za skandaliczny). Może tu i tam zmniejszy liczbę dotacji – czyli rządowych reklam lub też reklam spółek skarbu państwa. Ale takie jest już życie. Nachapaliście się do syta, niewykluczone, że nachapie się kto inny. Liczba mord przy korycie pozostanie ta sama.
Broniąc demokracji przed Kaczyńskim, proszę szanować wyroki owej demokracji. Postawił pan na złego konia. Ale i tak ujechał pan całkiem daleko i bieda raczej pana nie dogoni. Za tydzień partia, którą faktycznie pan wspierał, wygra wybory. Mam na myśli PiS, bo każdy widzi, że dla PO wyświadcza pan tylko niedźwiedzie przysługi. Proszę żyć z tą świadomością.
KRZYSZTOF STANOWSKI
A wielbiciele pisu niech wiedzą, ze stosowanie gróźb typu " niech Lis uważa na swoje córki" jest karalne.
wasz czas sie konczy juz wypadliscie z mainstreamu, to co piszecie wspierani przez medialnych idoli jest smieszne. nie rozumiecie czemu stare metody nie dzialaja? czemu juz nikogo nie smiesza dowcipy ponizej pasa o kaczorze? my rozumiemy
Takie ostrzeżenie nie jest groźbą.
Nie ma tutaj najmniejszych znamion gróźb karalnych...
12:05 zadam ci pytanie. Co mamy dzisiaj w POLSCE? Może znajdziesz jakieś ładne określenie?
cz 3
Rada Ministrów
Jeżeli ktoś w Polsce ma pamięć dłuższą niż pamięć złotej rybki, to przypomina
sobie z pewnością awanturę z powołaniem Radosława Sikorskiego na ministra spraw zagranicznych. Lech Kaczyñski szeptał na ucho Donaldowi Tuskowi, że są
dowody niewłaściwej postawy Sikorskiego. W powietrzu wisiała sugestia zdrady stanu. A chodziło o znajomość kandydata z pewnym amerykańskim politykiem –Ronem Asmusem. Niestety (dla prezesa PiS, a przed czterema laty dla prezydenta),
obecna Konstytucja nie daje prezydentowi żadnej możliwości odmowy desygnowania członka rządu zaproponowanego przez premiera.
Nauczone przykrym dooewiadczeniem PiS w swoim projekcie konstytucji zapisało, ze „Prezydent Rzeczypospolitej może odmówić powołania Prezesa Rady Ministrów
lub innego członka Rady Ministrów, je¿eli istnieje uzasadnione podejrzenie,że nie będzie on przestrzegać prawa albo jeżeli przeciwko powołaniu przemawiają ważne względy bezpieczeństwa państwa […] Prezydent Rzeczypospolitej powołuje albo odmawia powołania Prezesa Rady Ministrów lub innego członka Rady Ministrów po rozważeniu przedstawionych mu opinii.” Kto ma te opinie przedstawić i w
jakim trybie? Interpretacja jest dowolna.
Dla większej pewności panowania nad administracją publiczną z projektu PiS znika zapis o zwierzchnictwie rządu (premiera) nad korpusem służby cywilnej. Taka służba, w pewnym sensie niezależna od władzy, nie gwarantuje realizacji pomysłów aktualnego rządu.
cdn
Kasandra66 to ze tobie ktos z PO mozg wypral to nie znaczy, ze i ty wypierzesz innym.
glosuje na PiS i basta!
I dobrze, lepsze PIS niż PO. Nic by z Polski nie zostało, gdyby jeszcze na 4lata wpuścić PO do sejmu. Na szczęście możemy być już pewni, że odpadają na 100%.