Pokolenie PRL-u tłumaczy się tym, że kiedyś w sklepach nie było nic. Młodsi, tym, że trzeba nadążać za modą. Ekonomiści zacierają ręce, a socjolodzy są przerażeni. Liczba dóbr, których rzekomo potrzebujemy do szczęścia rośnie w zastraszającym tempie, a iluzja wolnego wyboru sprawia, że stopniowo tracimy kontrolę nad rzeczywistością. Dowodem na to chociażby zaczynający się już szał przedświątecznych zakupów.
Dzieci urodzone kilka lat temu od najmłodszych lat rosną w przekonaniu, że żeby być trzeba mieć. Na początku dużo zabawek, potem modne ubrania w szkole, gadżety, iPhony, iPady. Malec, który ich nie ma, po prostu nie liczy się w środowisku.