Przecież zarząd nie narobił tych długów . To ludzie co kierowali tą firmą to zrobili.
Zarząd nie jest odpowiedzialny za te długi. To wszyscy w koło czynili zło a nie zarząd.
Oby syndyk wziął to pod uwagę jak się zagłębi kto jest za co odpowiedzialny . Szkoda mi tej firmy bardzo . Pracowałem od samego początku jak Prezes to zakładał. Aż żal mi to czytac . Co niektórzy chyba naprawdę nie wiedzą jak to funkcjonowało.
w "zarządzie" widzę że jest dwóch Panów. Ten starszy też nic nie wiedział i nie rządził ????
dziwna ta firma była !!!!!
Forum jako mechanizm władzy, nie wspólnota
Nazwijmy rzeczy po imieniu: forum zarządzane centralnie nie jest wspólnotą w sensie politycznym, lecz prywatnym systemem kontroli komunikacji. Administrator posiada władzę absolutną nad widocznością treści. A władza nad widocznością to władza nad rzeczywistością symboliczną.
To on decyduje:
- które głosy istnieją,
- które znikają,
- które są marginalizowane przez zamknięcie wątku lub usunięcie komentarza.
Użytkownicy tworzą treść, lecz nie mają kontroli nad jej trwaniem. To klasyczna asymetria: produkcja oddolna, kontrola odgórna.
Gdy moderacja jest selektywna lub nieprzejrzysta, pojawia się zjawisko, które w socjologii komunikacji nazwalibyśmy zarządzaniem narracją. Wówczas forum przestaje być przestrzenią debaty, a staje się narzędziem filtrowania opinii.
Wspólnota bez realnego wpływu na reguły nie jest wspólnotą – jest publicznością.
A administrator w takim układzie nie jest „opiekunem dyskusji”, lecz strażnikiem dostępu do widzialności.
Absolutnie zarząd nie jest odpowiedzialny. Zarząd nie uczestniczył w zarządzaniu firmą więc nie jest temu winien .
Syndyk to będzie miał to w dupie, zrobi wycenę tej ruiny, sprzętu nadającego się do muzeum techniki i rzuci na tace z myślą że ktoś wyłoży na to pieniądze :D
Pewn wypszedaj i przenosze prywatne majątki . I dobrze bo to będzie jako dowod do prokuratury żeś to celowe dialanie.
Forum jako mechanizm władzy, nie wspólnota
Nazwijmy rzeczy po imieniu: forum zarządzane centralnie nie jest wspólnotą w sensie politycznym, lecz prywatnym systemem kontroli komunikacji. Administrator posiada władzę absolutną nad widocznością treści. A władza nad widocznością to władza nad rzeczywistością symboliczną.
To on decyduje:
- które głosy istnieją,
- które znikają,
- które są marginalizowane przez zamknięcie wątku lub usunięcie komentarza.
Użytkownicy tworzą treść, lecz nie mają kontroli nad jej trwaniem. To klasyczna asymetria: produkcja oddolna, kontrola odgórna.
Gdy moderacja jest selektywna lub nieprzejrzysta, pojawia się zjawisko, które w socjologii komunikacji nazwalibyśmy zarządzaniem narracją. Wówczas forum przestaje być przestrzenią debaty, a staje się narzędziem filtrowania opinii.
Wspólnota bez realnego wpływu na reguły nie jest wspólnotą – jest publicznością.
A administrator w takim układzie nie jest „opiekunem dyskusji”, lecz strażnikiem dostępu do widzialności.
Typie z 00.39 nie pij po nocach i weź się w garść . Najpierw musi się upadłość skończyć. Do puki trwa syndyk będzie wyprzedawał majątek w postaci samochodów budynków itp . A na długi nie staczy napewno . Same koszty syndyka to są setki tysięcy złoty pewnie . Do tego nasze wynagrodzenia zaległe z funduszu świadczeń. Nowe firmy działają . Interes się kręci. Nikt za nic nie będzie odpowiadał
Zarząd złożył wniosek o ogłoszenie upadłości . Sąd z wniosku zarządu ogłosił upadłość . W 2016 zakończył się układ wierzycielski który zakończył się sukcesem . Obecne działania syndyka zmierzają do likwidacji majątku firmy grant. Tej firmy już nie ma i nie bedzie działać. To nie są żadne działania naprawcze jak w 2016 roku które mają spowodować że ta firma kiedy kolwiek będzie działać. To zaprzestanie działaności i likwidacja majątku na rzecz powstałych długów w toku przeszłego prowadzenia działalności . Taką decyzję podjął zarząd składając wniosek o ogloszenie upadłości. Tu nie ma co pisać . To koniec 25 letniej historii która przerwała jedna osoba z zarządu. Ta firma spokojnie poradziła by sobie z tymi długami . Historia pokazała że nie raz wychodzili z gorszych problemów. Ale zawsze wszyscy szli razem w trudnych sytuacjach i ciągnęli to do przodu. Tam nie było żadnej jedności i spójności w tej firmie. Dlatego to upadło .
To już nie jest kryzys. To koniec.
Tej firmy już nie ma. Zarząd złożył wniosek o upadłość, sąd go uwzględnił i ogłosił upadłość zmierzającą do likwidacji majątku. To nie jest postępowanie naprawcze, jak w 2016 roku. To nie jest kolejny trudny moment, z którego można się podnieść. To decyzja, która zamyka wszystko – bez odwrotu.
Likwidacja oznacza jedno: sprzedaż. Budynki, maszyny, samochody – wszystko pójdzie pod młotek, żeby choć częściowo zaspokoić wierzycieli. Tak kończy się 25 lat pracy. 25 lat historii przerwane jedną decyzją.
A przecież ta firma wychodziła z dużo większych problemów. Przetrwaliśmy rzeczy, które wydawały się niemożliwe do przetrwania. Bo była jedność. Bo patrzyliśmy w jednym kierunku. Bo wierzyliśmy sobie nawzajem i wiedzieliśmy, że razem damy radę.
Dziś tej jedności już nie ma.
Została cisza po czymś, co kiedyś było żywym organizmem. Zostały wspomnienia ludzi, którzy potrafili pracować w soboty i niedziele, nie dlatego że musieli – tylko dlatego, że chcieli. Bo był wspólny cel. Bo była drużyna.
Dziś został tylko syndyk, liczby i wyceny.
Zakład był wart dużo – kiedy żył. Kiedy tworzyli go ludzie, doświadczenie, relacje. Dziś jego wartość sprowadza się do ceny likwidacyjnej. Do wartości złomu. Do wyprzedaży tego, czego nie da się już odbudować.
Najbardziej boli to, że te zobowiązania – według wielu – były do udźwignięcia. Że to nie musiał być koniec.
Ale stał się.
25 lat wspólnej drogi, zaufania i ciężkiej pracy zamknięte jednym ruchem. Tego się już nie cofnie. Tego się nie odbuduje w tej samej formie.
To nie był zwykły zakład. To byli ludzie w odpowiednim miejscu i czasie. Coś, czego nie da się skopiować, odtworzyć ani zastąpić.
I dlatego to boli najbardziej.
To koniec historii ostrowieckiego zakładu.
I zostaje tylko żal.
Piękna laurka :) czy ty sobie nie zdajesz sprawy że ludzie pracujący tam pracowali w ekstremalnych warunkach