Bogaty hochsztapler, kłamca i oszust. Tyle w temacie jego wiarygodności (żeby nie grzebać głębiej).
Szantaż obyczajowy. Klasyczne działania służb specjalnych wszystkich krajów
Zorro nie złapany, rzórek kobiety na pasach straszy to trzeba czymś gawiedź zainteresować. Jakie to platformerskie.
No dużo tego Trumpa... Że się nie lubią.
Że nie lubił pedofila. No straszne!
Lewactwi ścisk zada ma, że prezydent z za oceanu nie lubi dzieci w ten sam sposób co oni.
Afera Epsteina nie spadła z nieba. To nie „jeden zboczeniec”, tylko objaw głębokiej choroby Zachodu. Choroby świata, który zgubił sens, granice i zwykłe ludzkie poczucie moralności.
Kiedy życie sprowadza się do żarcia, używania, kariery i nieustannego „spełniania siebie”, to po czasie zwykłe przyjemności przestają wystarczać. Trzeba coraz mocniejszych bodźców. Coraz większego przekraczania granic. Władza, pieniądze i sława nie służą już niczemu wyższemu – służą wyłącznie dogadzaniu sobie, bez hamulców i bez wstydu.
W takim świecie wszystko się rozmywa. Rodzina przestaje być fundamentem. Wspólnota zamienia się w układ interesów. Duchowość zastępuje bełkot terapeutyczny i ideologiczne przedstawienia pod publikę. Świat Epsteina – prywatne wyspy, kupowane ciała, "elity" chroniące siebie nawzajem – nie jest żadnym wyjątkiem. To logiczny finał cywilizacji, która wierzy już tylko w przyjemność i siłę.
Na samym szczycie, tam gdzie jest pełnia władzy i zero odpowiedzialności, zostają już tylko chore podniety.
Polska jest inna – nie dlatego, że jesteśmy aniołami, ale dlatego, że jeszcze nie wszystko się tu rozsypało. Rodzina to wciąż coś realnego, a nie mem albo hasło z reklamy. Boże Narodzenie to nie tylko galerie handlowe, lecz stół, opłatek, pamięć o tych, którzy byli przed nami. Tradycja nadal coś znaczy. Pamięć nadal trzyma ludzi razem. Bliskość ma sens, bo wiąże się z odpowiedzialnością, a nie z „róbta co chceta”.
To nie znaczy, że w Polsce nie ma zła. Jest – jak wszędzie. Ale nie ma tu warunków dla wielkiej, systemowo krytej deprawacji. Gdy rodziny są mocne, trudniej latami ukrywać świństwa. Gdy ludzie się znają, łatwiej zauważyć patologie. Gdy życie ma sens, nawet władza ma swoje granice.
Z jednej strony: puste, bezcelowe życie.
Z drugiej: głębokie, rodzinne, duchowe więzi.
Dlatego przyszłość nie należy automatycznie do tych, którzy są najgłośniejsi, najbogatsi i najbardziej „nowocześni”. Należy do tych, którzy pamiętają, kim są, skąd przyszli i po co w ogóle żyją.
Zachód się sypie, bo o tym zapomniał.
Polska jeszcze stoi, bo jeszcze pamięta.
I z każdym rokiem ta różnica będzie coraz bardziej widoczna i znacząca.
No i doczekaliśmy się – rząd odkrył, że najlepszym lekarstwem na aferę Epsteina jest… stworzenie kolejnego zespołu analitycznego. Genialne w swojej prostocie. Amerykanie grzebią w milionach dokumentów, pół świata wstrzymuje oddech, a u nas recepta jak zawsze: powołać gremium, nadać mu dumną nazwę i otoczyć mgłą „niejawności dla dobra państwa”.
Bo przecież nie chodzi o to, żeby coś naprawdę wyjaśnić. Chodzi o to, żeby mieć kontrolę nad tym, co wolno powiedzieć ludziom. Wyciekną jakieś nazwiska? Spokojnie – najpierw przejdą przez polski filtr wrażliwości politycznej. A filtr, jak wiadomo, działa cuda: z bomby robi kapiszon, z konkretów – „brak podstaw do dalszych działań”.
Najpiękniejsze jest uzasadnienie. Podobno trzeba sprawdzić „polskie wątki”. Czyli rozumiem, że bez specjalnego zespołu nasze służby nie potrafiłyby przeczytać maila po angielsku? Potrzebny jest sztab ekspertów, delegacje, analizy, pieczątki i konferencje prasowe, na których usłyszymy, że „sprawa jest skomplikowana”. A na końcu – jak przy każdej wielkiej komisji – raport grubości cegły, którego nikt nie przeczyta.
Oczywiście cały ten cyrk nie jest za darmo. Znowu pieniądze pójdą w błoto – na etaty, ekspertyzy, posiedzenia i diety ludzi, którzy będą miesiącami udawać, że robią coś przełomowego. Podatnik zapłaci, politycy zrobią kilka poważnych min do kamer, a efekt będzie dokładnie taki jak zwykle: wielkie NIC opakowane w urzędowy bełkot.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że władza bardziej boi się nie tego, co zrobił Epstein, tylko tego, co może wypłynąć przy okazji. Bo a nuż okaże się, że jacyś „szanowani obywatele”, bywający na salonach i w telewizjach śniadaniowych, pojawiają się w dziwnych notatkach? Lepiej więc stworzyć bezpieczny bufor: najpierw zespół, potem analiza, potem „brak jednoznacznych dowodów”.
Historia uczy, że im większa afera, tym więcej powstaje w Polsce ciał do jej „badania”. Efekt zawsze ten sam: kasa znika, odpowiedzialność się rozmywa, a prawda tonie w klauzulach tajności. I tylko jedno pytanie pozostaje aktualne – czy ten zespół ma znaleźć prawdę, czy raczej elegancki sposób, żeby jej przypadkiem nie znaleźć?
Ujawnienie Akt Epsteina pogrąży zarówno Demokratów jak i cały lewacki świat! To tylko kwestia czasu.
Większość wrzutek typu ta Giertycha w Polsce, który zamieścił zdjęcie Trumpa ze swoją córką Ivanką, sugerując, że to dowód na pedofilie to typowe paszkwile. To tzw. złodziej krzyczy łapać złodzieja. W USA lewacy powielają każdą bzdurę, tworzą teorie, próbują w szybkim czasie wbić do głów największe kłamstwa. Ale to się zatrzyma już niebawem. Media typu CNN już powoli zaczynają się cofać, bo wiedzą, że wdepnęli w prawdziwe G.
Bo kiedy wpiszemy chociażby Clinton na stronach Justice to ukazuje się wysyp tak obrzydliwych sytuacji, że sodoma i gomora to jest pikuś. Przekonają się o tym wszyscy, nawet Ci, którzy jeszcze nie słyszeli o sprawie. Tu znajdą się największe "gwiazdy polityki lewackiej" z całego świata. Celebryci z Hollywood nie na darmo stali murem za Bidenem. Wiedzieli, że Trump to dla nich potworne zagrożenie. I to zagrożenie nadeszło i będą siedzieć za swoje zwyrodnialstwo.
Wszystkie 1803 wzmianki o Trumpie w dokumentach Epstaina to zemsta lewaków. Kolega też potwierdza.
A Ty i twoja kolega skąd to wiecie.Dla was zawsze prawda jest kłamstwem i na odwrót . Wszystkiego winni inni tylko nie wy...
Żurek wezwie Trumpa na przesłuchanie, albo komisja pojedzie do białego domu.
Żurek Trampowi nic nie zrobi. Tramp jeździ opancerzoną maszyną do sprzątania i nie przechodzi przez pasy.