Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.

Dobra zmiana. („A pan to czasem nie od Petru?”)

Ilość postów: 4 | Odsłon: 538 | Najnowszy post
  • Dobra zmiana. („A pan to czasem nie od Petru?”)

    Słoneczny styczniowy dzień. Na plac przed warsztatem wjechał samochód. Z pojazdu wysiadł Dzikowy.

    - Halo, jest tu ktoś?

    Powtórzył zawołanie kilka razy. W końcu z budynku wyszedł mężczyzna w średnim wieku, wycierając dłonie o spodnie.

    - Niech będzie pochwalony. Do mnie?

    - Pochwalony? - Zdziwił się Dzikowy.

    - Taki prikaz, a nigdy nie wiadomo, kiedy kontrol wpadnie – spokojnie wyjaśnił mechanik.

    - Chyba do pana, to pana warsztat? – Klient wrócił do tematu.

    - Nie, to państwowe, ale ja tu jestem szefem. Co trzeba?

    - Sprzęgło się kończy. Szarpie przy puszczaniu i biegi nie chcą wchodzić.

    - Zobaczymy - odpowiedział mężczyzna i zaczął pakować się do środka.

    - Ale pan ręce właśnie wytarł o pośladki. Tapicerka – zwracał uwagę Dzikowy.

    - Co? A, że brudne. Się pan nie martwi, siostra pierze tapicerki.

    - Gratis?

    - Nie. Po prostu klienci narzekali, to musiałem ją zatrudnić. Właściciel się zgodził i dołożył trochę złotych na jej etat. Jakoś żyć trzeba. No, to zobaczmy.

    - Tam jest kluczyk – Dzikowy, zniecierpliwiony dezorientacją mężczyzny, zaczął go instruować. – Przekręcić od siebie. Nie, najpierw pan wciśnie sprzęgło, lewy pedał. Nie, teraz już zgasł, znowu kluczy… Eh, może ja pokażę? – Zaproponował zaniepokojony.

    - Zabalowaliśmy wczoraj – mężczyzna spróbował zrzucić winę na kaca. – Normalnie to przyjeżdżają z takim jednym wichajstrem i dwiema pedałami.

    - Dwoma. Automaty pan robi?

    - Ja tam nic nie robię. Jestem szefem.

    - To kto robi? Może go zawołać? – Zaproponował zirytowany Dzikowy.

    - Szwagier robi, ale go teraz nie ma, bo ma drugą fuchę.

    - A jest tu jakiś MECHANIK?

    - Teraz nie. Poprzedni szef był mechanik, ale go wywalili, bo niejoj… niejolalny, i dali robotę mi. Nosiłem teczkę za takim jednym, to powiedział, że się nadam.

    - A gdzie jest tamten poprzedni? – spytał Dzikowy, licząc na adres.

    - Robi u prywaciarza. Tutaj nie chciał, choć proponowalim niemało. Wiesz pan, kasy to tu nie brakuje. Jak coś się nie spina, to właściciel zaraz dorzuci i znów się kręci.

    - Świetny układ – zażartował klient, ale rozmówca chyba nie załapał ironii.

    - Ano świetny, tyle że czasem ktoś przyjeżdża, jak pan, i chce, żeby mu zrobić. A jak robić, jak nie umim? Teczkę ponosić to i by się dało, nawet cały dzień, a tak? Jak nie sprzęgło, to hamulec. Jak nie hamulec, to chłodnica. Koszmar, co to się teraz w tych samochodach wyrabia.

    - A pan ma samochód?

    - Jeszcze nie, ale coś się wyklepie. – Wskazał stojące pod płotem rozbite wraki. – Te to jeszcze z czasów, gdy chciałem coś robić sam, znaczy wykazać się. Ale nawet jak który wyjechał, to wracał na lawecie, bo coś na trasie odpadło lub się popsuło.

    - A co z ich właścicielami? – spytał Dzikowy.

    - A dostawali nówki-sztuki na koszt właściciela warsztatu, żeby gęby nie darli i do Europy nie latali. Taka to teraz, panie, hołota, że człowiek się stara, a jak coś tylko nie wyjdzie, to ci od razu z mordą do Brukseli. Srają we własne gniazdo.

    - To może coś nie tak z tym mianowaniem? Skoro poprzedni był mechanik, to może trzeba go było w tym warsztacie zostawić?

    - A skąd. Teraz to po prostu przejściowe trudności tylko. Jak z tymi tapicerkami. Był problem, to się siostrę zatrudniło, znaczy szef ze mnie niezły. Jak się pojawiły popsute samochody, to i szwagier doszedł. Jak gazeta źle pisała, to zaraz i córeczka dostała marketing. Tej gazetki to już nie ma, bo zamknęli za te paszkwile. No, ale potem to były i problemy z zamawianiem części, z przeglądami, elektryką, więc teraz to tu nawet dwadzieścia ludzi pracuje. A wiesz pan, jak z pracą trudno.

    - Trudno. Jeszcze trudniej o fachowców – wbił szpilę Dzikowy.

    Szef zmrużył oczy. Wyraz jego twarzy zrobił się nieprzyjemny.

    - A pan to czasem nie od Petru?

    - Nie, nie od Petru – z rozbawieniem odpowiedział klient.

    - Ale tak coś głupio gada. Pewnie od Platformy? Wynocha z mojego placu z tym swoim rzęchem! – wydarł się nagle i wskazał palcem bramę. – Człowiek mu to z dobrego serca pomoc oferuje, a ten tylko by jątrzył, dziury w całym szukał. Spieprzaj, facet, zanim w pysk oberwiesz, zarazo ty lewacka!

    Dzikowy wsiadł do samochodu, wcisnął sprzęgło, przekręcił kluczyk, wrzucił wsteczny i wyjechał powoli na drogę. Postanowił skorzystać z warsztatu prywatnego.

    Problem w tym, że nie wszystko da się załatwić prywatnie.

    Gość
    Zgłoś
    Odpowiedz
    • Odp.: Dobra zmiana. („A pan to czasem nie od Petru?”)

      Zbyt skomplikowana aluzja. O co gównie chodzi?

      SCZ
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Dobra zmiana. („A pan to czasem nie od Petru?”)

        SUPER- to pewnie książkę o Dzikowym piszesz?

        Gość_zibi
        Zgłoś
        Odpowiedz
      • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 4

        Odp.: Dobra zmiana. („A pan to czasem nie od Petru?”)

        ja tez nic z tego nie rozumiem.

        pewnie sam Petru pisal tak aby nikt nie zrozumial.

        zaraz zalozyciel bedzie sie szczycil, ze w ostrowcu debile mieszkaja. i zalozy komitet obrony wolnosci slowa w ostrowcu!

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Losowa firma:Dodaj firmę