Święta racja Ogry.
Nie do końca. Moja pani doktor na NFZ nie przyjmuje. A ci co na NFZ przyjmują mi nie odpowiadają z różnych względów. Więc co ma piernik do wiatraka.
Prywatnie też może cie lekarz olać, jak jeden z tych co przyjmuje na NFZ.
Ogry, jak uważasz że każda ciężarna o niczym innym nie marzy, niż siedzenie na zwolnieniu od początku ciąży, to grubo się mylisz.
Ja pracować chciałam - strugałam bohaterkę i do pracy chodziłam ( praca umysłowa, ale w fatalnej atmosferze i ciągłym stresie ). No i się doigrałam - straciłam dziecko pod koniec trzeciego miesiąca. Jeśli zajdę znów w ciążę, więcej tego błędu nie popełnię i jeśli będę widziała, że nie daję już rady, to na zwolnienie pójdę ( i pewnie zaraz jakiś mądrala internetowy mi zarzuci, że leniwiec jestem ).
Co do porównania ginekologa prywatnie i na nfz w moim odczuciu
- nfz - pacjentka traktowana masowo, w stylu "bierz kobieto receptę i nie wymyślaj"
- prywatnie - można dopytać, poradzić się, lekarz wyjaśni szczegółowo co i jak, nie traktuje pacjentki tak przedmiotowo; i nie, nie wierzę w nieomylność żadnego lekarza
Co do terminów:
Mój były już ginekolog na nfz nie miał jakiś długich terminów oczekiwania, ale przyjmował bodajże dwa razy w tygodniu w godzinach kiedy pracuję; żeby głupią receptę wypisać czy cytologię zrobić musiałam dzień urlopu tracić.
Aktualny ginekolog prywatny - dogodne godziny przyjęć, jeszcze szybsze terminy; jak trafiła mi się nagła sytuacja, nie robił problemu, by przyjąć mnie w sylwestrowe popołudnie.
Ot i powód wyboru prywatnego gina.
Dokładnie wizyty u specjalistów na NFZ to olewanie pacjenta. Pójdziesz do okulisty to skieruje cię na jakieś badanie np. sprawdzające czy przypadkiem nie grozi ci jaskra, oczywiście badanie prywatnie (do koleżanki). Pójdziesz do ginekologa to cię skieruje na jakieś tam USG do zaprzyjaźnionego prywatnego gabinetu, bo tam jest nowe urządzenie, lepsze niż na NFZ. Trzeba klienta na wzajem sobie naganiać. Taką mamy etykę lekarza.
Mam nadzieję że obecny rząd zmieni nieco przyzwyczajenia służby zdrowia i ustawi we właściwej kolejności priorytety - najpierw pacjent a potem pieniądze, a nie odwrotnie.
Zawód zawsze można zmienić jeśli komuś przysięga, którą składał mocno uwiera.
Na szczęście nie dotyczy to wszystkich lekarzy, ale oceniam, że ci z powołania są w mniejszości.