miało być wiek do 25 lat, 35 lat to już jest dla nich za stary
Bszym, wyluzuj. Co chwilę ktoś oskarża żydów o skwaśniałe mleko w lodówce, a arabów o niszczenie kebabami talii polskich dziewcząt, stąd moja alergiczna reakcji. Z drugiej strony, jak pracodawca może przebierać w chętnych jak w ulęgałkach, to będzie przebierał i nikt mu tego nie zabroni (patrz wymogi mgr i języków w ogłoszeniach dla sprzątaczek) - nie podoba mi się ta sytuacja, Tobie pewnie też nie, ale takie są realia rynku.
Przyucz filologa do trzymania kielni, powodzenia.
Nie, nie jestem antysemitą jest dużo żydów którzy dobrze robią dla naszego kraju. To takie porównanie do niesamowitych wymogów naszych byzmesmenów, równie dobrze mogłem napisać mandaryński. Zepsucie sytuacją na rynku pracy? Sory kryzys jest dopiero od roku, możesz rozwinąć tę myśl?
Przez 'zepsucie pracodawców sytuacją na rynku pracy' mam na myśli zaburzenia popytu i podaży (tak, praca to taki sam towar jak każdy inny). Weźmy na to, masz jeden punkt skupu mandarynek (tak mi się z mandaryńskim skojarzyło) i mnóstwo sadów mandarynek dookoła. Możesz wówczas dowolnie ustalać ceny i warunki, przyjmować tylko sadowników z nazwiskiem na M (jak mandarynki), płacić im tylko w sobotę, wybierać tylko najpiękniejsze sztuki a resztę oblewać moczem, kazać pieczętować każdą transakcję pocałowaniem w rękę itp. Dlaczego jesteś takim sk*? Bo możesz.
Podejrzewam, że ta sytuacja się odwróci, gdy hodowcy się wkurzą i zaczną wozić te mandarynki gdzie indziej lub zaczną hodować kiwi, czy też doprowadzeni do ostateczności oklepią prywaciarzowi maskę. Kryzys jest w odwrocie, więc trzymam w kciuki za powrót rynku pracy, na którym pracodawca i pracownik są partnerami, a nie wrogami.
Tam gdzie potrzebni są fachowcy zawsze tak było i jest.
A co, filolog nie ma dwóch rąk, by nie móc trzymać kielni? Sorry, znam wykładowcę historii z uniwerku, który dla własnego rozwoju w wieku 50 lat nauczył się hydrauliki. I większość tzw. fachowców mogłaby mu co najwyżej narzędzia podawać.
Posiadanie rąk nie jest równoznaczne z chęcią do ich ubrudzenia.
MOPSy i inne żródełka (choćby mamusia) zadbają nie tylko o buzię ale i o bak.
Dzwnie to tłumaczysz trochę zbyt filozoficznie, rozmawiając ze znajomymi to co drugi siefo u nas w województwie (podejrzewam że pewnie i w kraju) nie płaci w terminie ludziom lub płaci za mało, uwala diety za wyjazdy służbowe listę z dietami natomiast musisz podpisać, nadgodziny również, udają że kasy nie mają ale willa się rozrasta a auto co pół roku nowe.Też byś to tłumaczył 'zepsucie pracodawców sytuacją na rynku pracy'? No i niewiem czy pracowałes kiedyś kielnią więc może niewiesz to ci powiem JEJ NIE WYSTARCZY TRZYMAĆ. Nią trzeba umieć machać do tego trzeba myśleć by czegoś nie spartolić i znać się na planach a TEGO MUSI KTOŚ NAUCZYĆ i szkoła tutaj też nie wystarczy. Jak widać po wpisach sam jesteś siefem więc ta dyskusja do niczego i tak nie doprowadzi.
Stary, dobrze wiem co to ciężka praca fizyczna za marne pieniądze, a pracowałem jeszcze w szkole średniej. Owszem, spartaczyłem sporo wówczas na budowach (jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz), nieraz musiałem pożegnać się z wypłatą, ale z czasem coś tam się nauczyłem. To naprawdę żadna filozofia, by móc poprawnie wykonać proste prace remontowe, 'nie święci garnki lepią'. Owszem, jak w każdym zawodzie, i tu są artyści, prości wyrobnicy i partacze kompletni. Ale nie ma mowy, by przeciętny zjadacz chleba nie mógł osiągnąć poziomu zręczności przeciętnego budowlańca.
Dokładnie tego samego zdania jestem, proste prace oraz jak ktoś chce to i się murarki nauczy. Jednak jest to zbyt odpowiedzialne zajęcie i w nie doświadczonych rękach to potem mogą być albo koszty bardzo duże albo sie chałupa zawali na łeb, także nie wystarczy tylk otrzymać kielnie o to mi chodziło..
Nie twierdzę, że byle filolog od razu chałupę postawi, ale gruz nosić może, garaż pomalować itp. Z czasem się nauczy bardziej zaawansowanego karate. Na ostrowieckim rynku NIEPIJĄCY malarz już jest skarbem, którego się nosi na rękach, bez względu na umiejętności.
Sam sobie jestem siefem. I pracuję tyle na ile mam ochotę.