Nic dziwnego, z taką wiedzą szerokaśną cóż więcej mógłbyś wydumać.
Nie masz żadnych szans jak na ciemniaka przystało. Czarno widzę Twoją przyszłość.
Miłość bliźniego zobowiązuje do pomocy upadłym i bładzącym w mrokach ciemności.
Ej, zejdź gościu z ciemniaka albo chociaż się zaloguj.
Masz rację, że ostatnio prognozy ekonomiczne przypominają grę w totolotka. I przyznaję się bez bicia, że nie doczytałem. Pamiętaj jednak, że "Kryzys" to taki szkodnik siedzący bardziej w głowach niż w portfelach - moim zdaniem wystarczyłoby ogłosić jego koniec i obserwować spokojnie samospełniającą się przepowiednię w działaniu...
Wolę 2,5% stabilnego wzrostu niż chwilowy skok i chociaż martwi mnie duże zadłużenie, kreatywna księgowość Rostowskiego (tu spłaci jeden kredyt, zaciągnie następny by słupki dobrze wyglądały itp.) i eksodus młodych za granicę (nie wiem dlaczego politycy dwoją się i troją, by im emeryci nie pomarli z głodu, kombinując przy Zusie, a masowe migracje służą wyłącznie jako bat na przeciwników politycznych - nie robi się NIC, by ich zatrzymać), to jednak wierzę, że będzie lepiej. W Ostrowcu i wszędzie indziej ludzie zgrzytają zębami, ale paradoksalnie żyje im się coraz lepiej a nie coraz gorzej.
Skąd wniosek, ze ludziom żyje się coraz lepiej? Jak patrzę po sobie i moich znajomych to jest wręcz odwrotnie. Jeszcze 2-3 lata temu może troszkę dawniej co weekend stać nas było by wyskoczyć do knajpy na parę piw pizzę a teraz jak weekend przychodzi to lądujemy u kogoś w domu bo zawsze to taniej.
2-3 lata temu każdy mieszkał w bloku, dziś co chwilę ktoś kupuje dom. Jak wiadomo, zakup/remont/utrzymanie domu wymaga sporych zasobów finansowych. Więc albo wszystkich pogrzało od tego upału i biorą na kredyt (ale wtedy i oni i bank muszą uznać, że ich stać na spłatę), albo mają kasę na to. Co krok masz markety budowlane - nie są to podstawowe artykuły do życia, a ktoś w nich kupuje. Widać każdy teraz woli inwestować w cegły niż w browary...
Jeszcze drobna uwaga - czym ryzykuje bank dający mi kredyt hipoteczny?
Przecież w razie niespłacenia przeze mnie części kredytu on przejmuje nieruchomość, sprzedaje ją, a w razie sprzedania nieruchomości za cenę mniejszą niż niespłacona część kredytu różnica dalej obciąża kredytobiorcę.
Więc gdzie ryzyko dla banku?
Chyba, że niespłacone kredyty sięgałyby w jednym czasie wskaźnik kilkudziesięciu procent - wtedy bank rzeczywiście mógłby mieć problem z płynnością finansową.
Dziś "na razie" odsetek zagrożonych kredytów według mojej wiedzy nie przekracza 5%.
Ale to w cale nie znaczy, że sytuacja nie może się pogorszyć.
Bank ryzykuje tym, że takie mieszkanie ciężko później sprzedać, tym bardziej że ceny raczej spadają niż rosną, no i trzeba czekać. Znam ludzi, którzy 2 lata próbują sprzedać mieszkanie i nie mogą znaleźć chętnych. Sądzisz, że bankowi będzie łatwiej? Kredyt mieszkaniowy jest uważany przez bank za produkt wysokiego ryzyka, stąd wysokie ceny.
Z wiekiem docenia się wygody i luz, którego żaden lokal nie zapewnia. To nie kwestia taniej tylko wygodniej.
Windziarz - przejdźmy do kilku wskaźników z Ostrowcem związanych.
Powiedzmy sprzed 10 lat.
Według GUS liczba mieszkańców sięgała 80 tyś - z tego bezrobotnych w powiecie było 13 tyś zarejestrowanych.
Obecnie GUS na zeszły rok podaje liczbę 73 tysięcy mieszkańców, ale UM alarmuje po ostatnich "deklaracjach śmieciowych", że ilość deklaracji nie przekroczyła 60 tyś. Powiedzmy, że kilka tysięcy się "zawieruszyło".
Jednak nie liczyłbym na to, że faktyczna liczba mieszkańców to więcej jak 70 tyś w chwili obecnej.
Bezrobocia mamy w powiecie około 9 tysięcy.
Czyli na przestrzeni lat:
1. Liczba mieszkańców zmniejszyła się o 10 tysięcy
2. Liczba bezrobotnych o 4 tysiące.
Jaki z tego wniosek?
Wniosek pierwszy - że tak naprawdę ludzi bezrobotnych w Ostrowcu procentowo jest podobnie.
Wniosek drugi - miasto wymiera (liczba osób w wieku emerytalnym przewyższyła w I kwartale tego roku liczbę młodzieży uczącej się).
Wniosek trzeci - daleko mi do poglądów Pana Kałamagi szczególnie kiedy podczas zebrania Rady Osiedla oświadczył, że to wina dziadków i rodziców, że młodzi opuszczają miasto. Ale w jednym miał rację - specyfika położenia Ostrowca, oddalenie od głównych linii komunikacyjnych jest głównym problemem aby ściągnąć tu poważnych inwestorów.
Bez tego miasto umrze lub skurczy się do 20-30 tysięcy, gdyż na potrzeby samej huty i kilku kooperujących zakładów więcej nie trzeba.
Wniosek czwarty - jeśli przyrost PKB w Polsce w ostatnich latach był na poziomie 4%, a wzrost konsumpcji na poziomie 14% to z czego wynikała ta różnica?
Z "dobrobytu" kupowanego za pożyczone pieniądze.
Jeśli więc miarą bogactwa będzie wzrost pięknych willi wybudowanych w Ostrowcu i wokół niego, a jednocześnie pamiętać będziemy, że większość z nich zbudowana zostało w ostatnim czasie za kredyty to trudno określić kogoś bogaczem i dowodzić, że polepszyła mu się stopa życiowa jeśli osiągnął to za pomocą debety na koncie sięgającym kilkaset tysięcy złotych.
Co do emigracji - uważam, że jest to tragedia narodowa a nie powód do chwały.
Kto wypracowywać będzie nasze PKB jak młodzi wyjadą?
Dwa lub trzy lata temu czytałem informację, że Anglicy wyliczyli, iż Polacy tam mieszkający wypracowali kilka procent z ich wzrostu rocznego PKB. Te ich kilka procent do przodu to nasze kilka procent do tyłu.
Niestety, koń jaki jest każdy widzi.
Problem z kredytami jest według mnie taki - gdyby miały one iść na poprawienie innowacyjności polskiej gospodarki oraz na szeroko rozumiane inwestycje - zgoda.
Ale jeśli idą one w znacznej mierze na poprawę sytuacji materialnej kolejnych setek tysięcy urzędników - to jest to tylko kamień u szyi, który kiedyś pociągnie nas na samo dno.
Jakby Anglicy urzędników nie mieli, dnem jest wiekopomna miłość do huty. Kto jej nie kocha wyjeżdża.
Ciemniak tu się z Tobą zgadzam. Fakt, że powstało kilka willi na obrzeżach miasta nie świadczy o ogólnym dobrobycie. Gdyby ludziom, żyło się coraz lepiej to powstawały by całe osiedla. Windziarz co do twojego przytyku o browarach to wiesz nie będę w weekend siedział w domu i oglądał tv.