Od wczoraj nie daje mi spokoju myśl czy Władysław Bartoszewski zmarł, jak podają media, naturalną śmiercią, czy też ktoś mu w zejściu z tego świata "dopomógł". Biorę pod uwagę następujące fakty/okoliczności:
- media nie informowały o żadnej poważnej chorobie prof. Bartoszewskiego;
- prof. Bartoszewski jeszcze dzień przed zgonem był aktywny publicznie i w bardzo dobrej formie;
- prof. Bartoszewski był człowiekiem w starszym wieku, ale nie aż tak bardzo zaawansowanym, żeby mówić o śmierci ze starości;
- do dziś media nie podały oficjalnej przyczyny zgonu - być może w grę wchodzi sekcja zwłok;
- śmierć Bartoszewskiego nastąpiła zaledwie kilka dni po jego ostrej w tonie wypowiedzi na temat antypolskiego wystąpienia szefa FBI;
- prof. Bartoszewski był postacią znaną publicznie, poważaną za granicą, jego zdanie nie pozbawione było wagi międzynarodowej, a był człowiekiem mówiącym "prosto z mostu". Może coś jeszcze chciał przekazać;
Oczywiście nie można niczego przesądzać, ale jak dla mnie za dużo jest w tej sprawie niewiadomych, żeby wykluczać morderstwo na tle politycznym.
Prof. Bartoszewski nigdy nie był Profesorem. Miał bardzo wiele lat i raczej normalnie zmarł ze starości.
Mnie też zastanawiają dziwne okoliczności tej śmierci. Człowiek był za młody, by zejść ze świata śmiercią naturalną.
Dobrze byłoby dla jakości tego forum aby zlikwidować ten wątek. Urąga on przede wszystkim pojęciu o ludzkiej inteligencji i rozumie.