Większość handlarzy warzywami jeździ na giełdę do Radomia i tam nabywa np cytrusy które w chwili zakupu są już droższe od tych z marketu to jakim cudem mogą je sprzedawać taniej?.Sprzedawcy/właściciele w małych sklepach sami sobie wyrobili opinie tak u klientów jak i u pracowników więc do kogo mają żale?.
wszyscy powinniśmy kupować u Polaka a nie wspierać obcokrajowców
Prawie ok tylko ci polscy sprzedawcy kupują najczęściej w Ostrowcu u Portugalczyka w Euroceshu,najpierw muszą mieć chęci zawiązania się w grupę w celu obniżenia kosztów bo nawet te wyjazdy do Radomia organizują każdy sobie a co dopiero zaopatrzenie do sklepu.Nie zawiążą grupy zaopatrzeniowej bo się boją,że jeden drugiego wydyma i kółko się zamyka.Co do w właścicieli to znajoma chciała się przyjąć do małego sklepiku w Ostrowcu w jednym miała za darmo pracować przez tydzień w drugim miała mieć rewizje osobistą po zakończonej pracy czy czasem nie kradnie,obciążona miała być za wszelkie ubytki :P oczywiście za min.
Najgorszą opinie Biedronka miała u pracowników jak właścicielem był Polak i tak się dzieje w wielu firmach zagranicznych od momentu zatrudnienia polskich menago.W mojej firmie swego czasu zatrudnili jednego gluta,który na dzień dobry forsował bezpłatne wolne i obcięcie nadgodzin,na szczęście krótko zabawił.
Właścicielem biedronki nigdy nie był Polak...
17.06 wszyscy to powinni kupować tam gdzie chcą ale nie oszukujmy sie największy komfort zakupów jest w Tesco i nikt mi nie powie ,że tak nie jest. Wózeczek bierzemy ze środka, suchy, przestronne alejki a nie jak w Kauflandzie, labirynt i kasy wygodne z długą taśmą, obsługa profesjonalna, o co byś nie zapytał wszystko wiedzą i jeszcze Cię do danego produktu zaprowadzą, czysto, widno, sucho i ciepło.
Przy takim toku myślenia to za kilka lat będziemy jeździć wózeczkami po śmietnikach, sami doprowadzamy do upadku lokalnych firm i stajemy się niewolnikami marketów. Mam wielu znajomych co prowadzą własne biznesy, zawsze inwestowali w lokalny rynek dawali w swoich firmach kilku osobą prace i to nie za najniższe krajowe, jakiś czas temu musieli wprowadzić redukcję etatów i wysokość płaconych pensji. Od kilku lat ludzie wolą robić zakupy w molochach i narzekają że u lokalnych sklepach nic nie ma, tylko zwróćmy uwagę kto opłaca podatki w mieście i dzięki komu miasto się może rozwijać bo na pewno nie przyczyniają się do tego markety.
Co do sklepów spożywczych, to kupuję i w takich i w takich. Jeśli chodzi o ubrania, to z kolei wybieram sieciówki z bardzo prostego powodu. Ceny są porównywalne lub niższe niż te na bazarze czy w prywatnych 'butikach'. Na polskiego producenta i tu i tu nie ma co liczyć, przy czym w sieciówkach trafimy częściej na rzeczy fajnej jakości. Ale jeśli cokolwiek się popsuje i pójdę złożyć reklamację, to na targu czy w prywatnym butiku w 90% przypadków nic nie uzyskam - dowiem się, że źle prałam, źle nosiłam, źle dobrałam etc. W sieciówkach - sytuacja odwrotna - 90% reklamacji jest przyjmowanych, choćby takich pt. uprałam 2 razy i się zmechaciło.
Nie robią zakupów w sklepach lokalnych przedsiębiorców, bo takie sklepy to jednostki. Cała ich masa poupadała z powodu otwarcia się kilkunastu marketów na terenie całego miasta. Chcieliśmy być tacy światowi, zachodni, europejski, więc wpuściliśmy do naszego kraju i miasta sklepy wielkopowierzchniowe, które w sporym stopniu skutecznie wycięły lokalny handel. A potem ludzie płaczą że pracy nie ma, że miasto upada, ze ludzie biednieją. W ogóle ponad 80% handlu w kraju jest w rękach zachodnich firm, a nie polskich i to jest prawdziwy problem.
Markety to centra rozrywki w naszym mieście :-D
Dziś byłam rano w małym sklepiku osiedlowym. Cytryny po 9zł, w markecie po 7 i niezgniłe a tam niestety leżały nadgniłe. Pomidory w 70% zgniłe... Cóż, pojechałam do marketu i nie dość, że zaoszczędziłam to jeszcze sama wybrałam sobie towar, a na tym świetnym zieleniaku zdarza się, że pisze "towar podaje sprzedawca" i wciśnie każdemu po jednej sztuce zgniłej, żeby nie być stratnym.
nie piszcie, że ludzie nie mają gdzie pracować, bo są markety, są a i oczywiście ale nie pomyślałeś jeden z drugim, że w markecie pracuje bardzo duża iloś osób, a u pywaciarza tyrasz na śmieciówce i cały miesiąc , no może masz ze dwie niedziele wolne a w markecie wolne, dobra jak na Ostrowiec wypłata, nieodpowiedzialność majątkowa, 8 godzin i ani minuty dlużej, przerwę pól godziny tylko dla siebie, premie, prezenty finansowe na Święta i jeszcze nikt z szefostwa się na Tobie nie wyżywa- pracuję i to dużo, dużo laat to wiem
Popieram 10.41. Można tez kupić czekolady z białym nalotem i wiekowe cukierki czekoladowe, na których można zęby połamać. I pomarańcze pokryte białym nalotem pleśni. Przynajmniej w markecie wszystko świeże. Kupuję w małych sklepach, ale tylko produkty codzienne - pieczywo, wędliny, mięso. Reszta w markecie.Niech drobni sklepikarze dbają o klienta, to będziemy u nich kupować więcej . Nikt przecież nie kupi starego towaru i to o 25 prc. droższego, żeby wesprzeć sklepikarza.
Ale macie słaby tok myślenia. Jak byście kupowali u lokalnych sklepikarzy napewno, mieli by lepsze ceny, większy wybór towarów i zawsze świeże. Ja zawsze kupuję w sklepach przedewszystkim Polskich i za wszelką cenę Polskich producentów, choć wiadomo cytrusy i nie które produkty są pochodzenia zagranicznego. Co do zarobków w sklepach i umów o pracę to stanowczo uważam że grosze warunki pracy ludzie mają w marketach gdzie są niewolnikami zachodnich koncernów a zarobki wcale nie większe.
Kupujecie dalej w marketach a sytuacja w mieście napewno się polepszy, miesięcznie kilka milionów PLN wyjeżdża poza miasto, dzięki czemu miasto uborzeje i my jako społeczeństwo,
Ale wiele osób z naszego miasta ma ograniczone myślenie i nigdy nie zrozumie o co chodzi.
Kiedyś Marketów nie było i dało się żyć tyle ludzi z miasta nie wyjeżdżaliśmy, wszystko się kręciło.
Pewnie, niech kupuje w wielkim molochu, bo jest taniej, a potem płacze że gospodarka nam pada, bezrobocie rośnie. Janusze ekonomii w akcji. Globalizacji i bycia światowym się zachciało, ale oczywiście nikt nie pomyśli jak to rujnuje nasz rodzimy handel, grunt że tanio jest. Robimy z siebie kolonię zachodu na własne życzenie, a potem płaczemy czemu w kraju się źle dzieje i że to wina rządzących.
w moim osiedlowym sklepiku już się wstydzę zaglądać na termin przydatności do spożycia na każdym produkcie. nieraz myślę że nie ma tam rzeczy nieprzeterminowanych.
Tylko sieciówki, albo jesteś zaradny albo przepłacasz w sklepiku. Po pierwsze jest tanio, po drugie świeże po trzecie nie ma mowy o machlojkach. Piszę tutaj tylko o znanych i dużych sieciówkach a nie o sklepikach osiedlowych/wiejskich pod znanymi szyldami. Nikt mnie nie przekona że jest inaczej.