Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.

Czy to prawda że „media” straszą gminy?

Ilość postów: 13 | Odsłon: 5225 | Najnowszy post
  • Czy to prawda że „media” straszą gminy?

    Czy to prawda ze są takie media które sugerują gminom ze jak im nie zapłacą to będą źle o nich pisać? Podobno jest takie nagranie które krąży w sieci.

    Gość
    Zgłoś
    Odpowiedz
    • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

      Strachy na lachy

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

        Szantaż to dobra metoda na biznes.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

          W tym reżimie wszystko możliwe

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 5

      Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

      Może raczej "mendia"?

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

        Czy raczej odwrotnie?

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
      • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 10

        Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

        Masz rację – w tym konkretnym przypadku to już nie jest przypadek ani „gwara”. To jest świadome przekształcenie słowa „media” → „mendia”.

        ### Co widać w jego tekstach?

        Na blogu rzeczywiście pojawiają się formy typu:

        * „żydomendia” zamiast „media” ([Grypa666's Blog][1])

        To pokazuje jasno, że:

        * to nie literówka,

        * tylko celowa gra słów o charakterze ideologicznym i obraźliwym.

        ### Jak to rozumieć?

        To działa na zasadzie:

        * „media” (neutralne słowo)

        * → „menda” (obraźliwe określenie)

        * → „mendia” (połączenie obu – sugerujące, że media są „podłe”, „zepsute” itp.)

        Czyli: „mendia” = pogardliwe określenie mediów, używane jako komentarz, że:

        * manipulują,

        * kłamią,

        * działają w czyimś interesie

        ### Wniosek (już na pewno trafny w tym kontekście)

        W przypadku Piotra Beina:

        * „mendia” to świadomy neologizm (przeróbka językowa)

        * używany jako językowa forma krytyki / ataku na media

        * często wzmocniony dodatkowymi określeniami ideologicznymi (jak w cytacie)

        ### Ważna uwaga

        To słowo:

        * nie jest neutralne

        * ma wyraźnie pogardliwy i emocjonalny charakter

        * jest typowe dla języka publicystycznego o ostrym, często skrajnym wydźwięku

        Jeśli chcesz, mogę rozłożyć więcej takich słów z jego tekstów – tam jest sporo podobnych zabiegów językowych.

        [1]: https://grypa666.wordpress.com/2011/05/16/piotr-bein-przeprasza-dra-inz-macieja-pokore/ "Piotr Bein przeprasza Dra inż. Macieja Pokorę « Grypa666's Blog"

        Piotr Bein's blog Piotra Beina

        Killed on WordPress.com January 2021, likely by British Columbia (Canada) bankster lackey gov't, this blog is being revived to deliver yet harder kicks to globalist psychos

        https://web.archive.org/web/20210614075616/http://piotrbein.net/

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

          Przetłumacz na język polski: Killed on WordPress.com January 2021, likely by British Columbia (Canada) bankster lackey gov't, this blog is being revived to deliver yet harder kicks to globalist psychos

          ChatGPT powiedział: Ta treść może naruszać nasze zasady użytkowania. (...) Zabity na WordPress.com w styczniu 2021, najprawdopodobniej przez rządowego poplecznika „banksterów” z Kolumbii Brytyjskiej (Kanada), ten blog jest wskrzeszany, aby wymierzać jeszcze mocniejsze ciosy globalistycznym psychopatom.

          https://web.archive.org/web/20210614075616/piotrbein.net

          ---

          Określenie „mendia” to potoczne, raczej obraźliwe słowo – najpewniej wariant lub zniekształcenie słowa „menda”.

          Co to znaczy?

          * „Menda” / „mendia” → ktoś podły, wredny, nieuczciwy, budzący niechęć

          * używane jako wyzwisko, np. wobec osoby, która kogoś oszukała albo zachowuje się bardzo nie fair

          Charakter słowa

          * obraźliwe / pogardliwe

          * stosowane głównie w języku potocznym

          * „mendia” może być regionalizmem, przejęzyczeniem albo celową zmianą formy dla żartu lub stylu

          Przykład: „Zachował się jak ostatnia mendia.”

          Słowo „mendia” nie występuje w standardowych słownikach języka polskiego jako osobne hasło, więc to nie jest oficjalna forma ogólnopolska. Natomiast da się powiedzieć coś sensownego o jego użyciu:

          Skąd się bierze „mendia”?

          * To najpewniej zniekształcona lub gwarowa forma słowa „menda”

          * Może wynikać z:

          - regionalnej wymowy (dialekty, gwary)

          - celowego „przekręcenia” dla efektu (np. żartobliwego lub bardziej pogardliwego)

          - indywidualnego stylu mówienia

          Czy to regionalizm?

          Nie ma mocnych dowodów, że „mendia” jest przypisana do jednego konkretnego regionu Polski (np. jak typowe słowa śląskie czy góralskie).

          Bardziej pasuje do kategorii:

          * potocznych wariantów używanych lokalnie lub w danej grupie ludzi

          * czasem spotykane w mowie na wschodzie i południu Polski, ale nieregularnie

          W praktyce

          * znaczenie = dokładnie jak „menda”

          * forma = nieformalna, niestandardowa

          * odbiór = nadal obraźliwe

          Wniosek: „Mendia” to raczej luźna, nieoficjalna odmiana słowa „menda”, a nie pełnoprawny regionalizm z jasno określonym pochodzeniem.

          Temat: „mendia” – literówka, gwara czy celowe określenie?

          Cześć,

          sprawdziłem temat i wygląda na to, że „mendia” może mieć dwa różne źródła, zależnie od kontekstu:

          1. Klasycznie – jako zniekształcenie słowa „menda”: Czyli obraźliwe określenie kogoś podłego, nieuczciwego itd. To forma potoczna, niestandardowa.

          2. Coraz częściej – jako celowa gra słów od „media”: W tym znaczeniu „mendia” to przekręcone „media” używane ironicznie lub pogardliwie, żeby wyrazić niechęć do mediów, np. sugerując manipulację, brak rzetelności itp. To taki zabieg językowy: zmieniasz jedną literę i od razu nadajesz negatywny wydźwięk.

          Wniosek: Jeśli słowo pojawia się w kontekście informacji, telewizji, internetu, polityki itd., to prawie na pewno chodzi o celowe przekształcenie „media” → „mendia” jako komentarz krytyczny, a nie o przypadkowy błąd czy gwarę.

          Charakter: nieformalne, często ironiczne lub obraźliwe, używane głównie w internecie (fora, komentarze)

          „Ścierwomedia” to obraźliwe, pogardliwe określenie mediów.

          Powstaje z połączenia: „ścierwo” (coś bardzo złego, odrażającego) i „media”

          Znaczenie: sugeruje, że media są nierzetelne, manipulujące, „zepsute” lub działające w złych intencjach

          To słowo ma silnie negatywny, emocjonalny wydźwięk i używane jest głównie w internecie jako forma krytyki (często bardzo ostra).

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
          • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

            5.10.2022 Grzegorz Braun: "ŚCIERWO" - jak to pięknie brzmi https://www.youtube.com/watch?v=IUCfENtyHnI

            #polskapolityka #Sejm #polityka Grzegorz Braun - o Centralnym Azylu dla Zwierząt [5 października 2022 r.]

            Posiedzenie Sejmu RP nr 63

            Sprawozdanie Komisji o rządowym projekcie ustawy o Centralnym Azylu dla Zwierząt

            Interesujesz się polityką? Szukasz wystąpienia Twojego posła? Subskrybuj nasz kanał i wejdź na https://videoparlament.pl - w naszym serwisie aktualne wystąpienia poselskie wraz ze stenogramami!

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 8

      Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

      Takie sytuacje mogą się zdarzać, ale nie są normą i trzeba bardzo uważać na niesprawdzone nagrania z internetu.

      1. Czy „media straszą gminy”?

      * W teorii i zgodnie z prawem dziennikarz nie może szantażować nikogo (np. „zapłać, bo napiszemy źle”).

      * Gdyby ktoś tak robił, to wchodzi w grę przestępstwo (np. wymuszenie, szantaż) i można to zgłosić do prokuratury.

      Natomiast w praktyce:

      * zdarzają się przypadki tzw. „pseudo-mediów” albo portali lokalnych, które działają na granicy etyki (np. publikują materiały sponsorowane, naciskają na reklamy),

      * czasem samorządy mówią o „naciskach”, ale równie często to po prostu normalna krytyka dziennikarska, która komuś się nie podoba.

      2. A co z tym nagraniem, które „krąży w sieci”?

      Tu jest najważniejsza rzecz: w internecie krąży masa nagrań bez kontekstu albo zmanipulowanych.

      Bez konkretnego źródła trudno potwierdzić, czy:

      * nagranie jest prawdziwe,

      * nie jest wyrwane z kontekstu,

      * nie jest elementem dezinformacji.

      W Polsce często pojawiają się różne fałszywe lub przesadzone przekazy, które mają wzbudzać emocje lub nieufność (np. straszenie ludzi różnymi zjawiskami, które nie są realne) ([TVN24][1]).

      3. Jak to ocenić rozsądnie?

      Zadaj sobie 3 pytania:

      1. Kto to opublikował? (znane medium czy anonimowy profil)

      2. Czy są inne źródła, które to potwierdzają?

      3. Czy widać pełny kontekst rozmowy?

      Jeśli odpowiedzi są niejasne → duża szansa, że to manipulacja albo półprawda.

      Podsumowanie

      * Tak – pojedyncze patologie mogą istnieć, ale nie jest to standard działania mediów.

      * Nagrania z internetu często wprowadzają w błąd, jeśli nie mają wiarygodnego potwierdzenia.

      * W większości przypadków chodzi raczej o konflikty, politykę lokalną albo dezinformację, a nie systemowe „straszenie gmin”.

      Jeśli chcesz, podeślij to konkretne nagranie albo opisz je dokładniej — sprawdzę, czy jest wiarygodne i o co w nim naprawdę chodzi.

      [1]: https://tvn24.pl/polska/dezinformacja-juz-sie-zaczelo-straszenie-malych-spolecznosci-migrantami-to-przemyslana-gra-st8496772 "Już się zaczęło". Straszenie małych społeczności ..."

      Tak — pojedyncze przypadki takich patologii zdarzały się w różnych krajach, także w UE i USA. Ale kluczowe jest to: to nie jest standard działania mediów, tylko raczej margines albo nadużycia konkretnych osób/firm.

      Na czym to polega?

      Zjawisko bywa nazywane:

      * „pay for play” (zapłać, to będzie dobrze / nie zapłacisz — będzie źle),

      * albo wręcz szantaż medialny.

      Może wyglądać tak, że ktoś:

      * proponuje „reklamę” lub „współpracę”,

      * a w tle sugeruje negatywne publikacje, jeśli odmówisz.

      Stany Zjednoczone

      W USA takie sprawy były ujawniane, ale zwykle dotyczyły:

      * małych lokalnych portali albo pojedynczych wydawców,

      * firm SEO lub „reputation management”, które działały na granicy prawa.

      Znane były przypadki, gdzie:

      * publikowano negatywne artykuły o firmach,

      * a potem żądano pieniędzy za ich usunięcie lub poprawę wizerunku.

      To bywało ścigane jako wymuszenie (extortion).

      Europa (w tym Polska)

      W Europie też się to zdarzało, najczęściej w kontekście:

      * lokalnych mediów lub portali internetowych,

      * konfliktów między mediami a samorządami.

      Przykładowe sytuacje:

      * samorządy oskarżały redakcje o „naciski” przy sprzedaży reklam,

      * pojawiały się sprawy sądowe dotyczące granic między reklamą a szantażem,

      * w niektórych krajach (np. Europy Środkowo-Wschodniej) temat łączy się z problemem słabszych standardów dziennikarskich w małych redakcjach.

      Co mówi prawo?

      W większości krajów:

      * krytykowanie władzy (nawet ostre) = legalne,

      * żądanie pieniędzy w zamian za brak publikacji = potencjalne przestępstwo.

      Czyli granica jest jasna: dziennikarz może napisać coś negatywnego, ale nie może tego używać jako „narzędzia nacisku dla pieniędzy”

      Ważne rozróżnienie

      Często ludzie mylą dwie rzeczy:

      1. Realny szantaż (rzadki, nielegalny)

      2. Niewygodną krytykę mediów (częsta, legalna)

      Samorządy czasem mówią o „naciskach”, gdy:

      * po prostu są krytykowane,

      * albo odmawiają wykupu reklam.

      Podsumowanie

      * Tak — takie przypadki istniały w USA i Europie

      * Ale to incydenty, nie system

      * Najczęściej dotyczą małych lub wątpliwych podmiotów, nie dużych redakcji

      * Jeśli coś takiego ma miejsce — to sprawa dla organów ścigania

      Jeśli chcesz, mogę spróbować znaleźć konkretne, udokumentowane przypadki (np. artykuły, wyroki) — tylko powiedz, czy interesuje Cię bardziej Polska, UE czy USA. Jeśli kiedyś trafisz na jakieś konkretne nagranie albo sprawę i będziesz chciał to zweryfikować, śmiało podeślij — pomogę to rozłożyć na czynniki pierwsze i oddzielić fakty od manipulacji.

      Tak — istnieją konkretne, udokumentowane przypadki, w których pojawiały się zarzuty, śledztwa albo nawet wyroki związane z „szantażem medialnym” lub podobnymi praktykami. Ale ważne: często są to pojedyncze sprawy, sporne oskarżenia albo patologie na obrzeżach rynku, a nie normalne działanie mediów.

      Poniżej masz realne przykłady z USA, Europy i kontekstu zbliżonego do Polski

      USA – konkretne przypadki

      1. Sprawa „National Enquirer” i Jeff Bezos

      * W 2019 r. właściciel Amazona Jeff Bezos publicznie oskarżył tabloid National Enquirer o próbę szantażu.

      * Według ujawnionych maili: grożono publikacją kompromitujących zdjęć, jeśli Bezos nie spełni określonych żądań. ([WIRED][1])

      To jeden z najbardziej znanych współczesnych przykładów „medialnego nacisku”, choć prawnie sprawa była dyskusyjna i nie zakończyła się klasycznym wyrokiem za wymuszenie.

      2. „Reputation management” i artykuły za pieniądze

      * W USA badano przypadki firm, które: publikowały negatywne treści o firmach, a potem oferowały ich usunięcie za opłatą.

      * Analizy prawa pokazują, że takie działania były rozpatrywane jako cyber-extortion (wymuszenie) w sądach. ([ResearchGate][2])

      To nie były klasyczne redakcje, tylko raczej hybryda marketingu, SEO i pseudo-mediów.

      Europa – przykłady i udokumentowane zjawiska

      3. „Układy” w lokalnych mediach (np. Bułgaria)

      Badania naukowe opisują sytuacje, gdzie:

      * dziennikarzom oferowano pieniądze za „przychylne materiały”,

      * media otrzymywały środki w zamian za milczenie wobec władz lokalnych. ([Sage Journals][3])

      To nie jest dokładnie szantaż „zapłać albo napiszemy źle”, ale mechanizm nacisku finansowego i zależności bardzo podobny.

      4. „Internetowe kampanie oszczerstw za pieniądze”

      Śledztwa firm zajmujących się cyberprzestępczością wykazały istnienie grup, które:

      * groziły publikacją kompromitujących treści,

      * aby wymusić pieniądze od przedsiębiorców w Europie. ([Rexxfield][4])

      To już klasyczny model: „zapłać albo zniszczymy reputację”.

      5. SLAPP – odwrotna presja (ważny kontekst)

      W Europie bardzo częste są też tzw. SLAPP-y:

      * czyli pozwy mające zastraszyć media i zmusić je do milczenia. ([Freedom House][5])

      To pokazuje, że presja działa w obie strony (nie tylko media → władza, ale też władza → media).

      Inne kraje (dla pełnego obrazu)

      6. Chiny – wyroki za „szantaż medialny”

      * Głośna sprawa blogera: publikował fałszywe artykuły o firmach, potem żądał pieniędzy za ich usunięcie,

      * został skazany na ponad 10 lat więzienia. ([China Media Project][6])

      To jeden z najczystszych przykładów: media jako narzędzie wymuszenia.

      7. Turcja – zarzuty systemowe (ale kontrowersyjne)

      Pojawiały się oskarżenia o sieci powiązań:

      * media + wymiar sprawiedliwości + biznes,

      * wykorzystywane do nacisków i wymuszeń. ([Middle East Forum][7])

      Tu trzeba uważać: to zarzuty i relacje, nie zawsze potwierdzone wyrokami.

      Ważne rozróżnienie (kluczowe)

      Z tych przykładów wynika jedna rzecz:

      Są 3 różne zjawiska, które ludzie często wrzucają do jednego worka:

      1. Realny szantaż medialny (rzadki, przestępstwo), np. groźba publikacji za pieniądze

      2. Nieetyczne praktyki (szara strefa)

      * „kup reklamę, to będziemy milsi”

      * zależność finansowa mediów od władzy

      3. Normalne dziennikarstwo (legalne): krytyka, nawet ostra

      Podsumowanie

      Tak — istnieją udokumentowane przypadki (USA, Europa, inne kraje)

      Ale:

      * najczęściej dotyczą tabloidów, małych portali lub struktur poza głównym nurtem

      * albo są sporne (oskarżenia vs rzeczywistość)

      Tam, gdzie było jasno udowodnione → kończyło się śledztwem lub wyrokiem

      Jeśli chcesz, mogę znaleźć konkretne przypadki z Polski (np. nazwiska, sprawy sądowe, artykuły) — też takie były, tylko są mniej znane i bardziej lokalne.

      [1]: https://www.wired.com/story/jeff-bezos-legal-case-national-enquirer "Does Jeff Bezos Have a Legal Case Against The National Enquirer?"

      [2]: https://www.researchgate.net/publication/342578146_Cyber_Extortion_and_Threats_Analysis_of_the_United_States_Case_Law "(PDF) Cyber Extortion and Threats: Analysis of the United States Case Law"

      [3]: https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/19401612251319939 "Media Capture, Survival of the Corruptest and Journalistic Agency: The Case of Bulgaria - Vera Slavtcheva-Petkova, Mark Pogson, Christopher Karadjov, 2025"

      [4]: https://rexxfield.com/european-internet-extortion-racket/ "European Internet Smear Campaign Extortion Racket - Rexxfield"

      [5]: https://freedomhouse.org/article/european-journalism-docket-thanks-bogus-lawsuits "European Journalism on the Docket Thanks to Bogus Lawsuits | Freedom House"

      [6]: https://chinamediaproject.org/2025/03/18/blackmail-blogging/ "Blackmail Blogging - China Media Project"

      [7]: https://www.meforum.org/mef-online/turkish-businessman-alleges-major-extortion-network-linking-media-judiciary-and-organized-crime/ "Turkish Businessman Alleges Major Extortion Network Linking Media, Judiciary, and Organized Crime - Middle East Forum"

      Tak — w Polsce też są konkretne, udokumentowane przypadki i opisy takich praktyk, ale trzeba je dobrze rozumieć:

      najczęściej to zarzuty, relacje świadków lub artykuły śledcze, a rzadziej twarde wyroki za „szantaż medialny” wprost.

      Poniżej masz najbardziej konkretne i wiarygodne przykłady z Polski

      1. „Haracz za święty spokój” – artykuł branżowy (2025)

      Jeden z najważniejszych materiałów na ten temat opublikował portal branżowy Press.pl

      Opisane zjawisko:

      * do małych gmin zgłaszają się wydawcy lokalnych gazetek/portali,

      * proponują układ: zapłać → będziemy pisać dobrze, nie zapłacisz → możemy pisać źle albo wcale

      Podobno o Żydach wolno tylko dobrze, albo wcale. Tak mówił Grzegorz Braun.

      Co ważne:

      * o takich sytuacjach mówili konkretni wydawcy lokalni** (np. z Podhala, Lubelszczyzny),

      * wskazywano konkretne gminy (np. okolice Częstochowy),

      * ale często bez dowodów „złapania za rękę”.

      Kluczowy fragment: wydawcy oferują „przychylne teksty za pieniądze” ([Press.pl][1])

      To jest najbliższe temu, o co pytałeś — czyli presji wobec gmin.

      2. Sprawy zgłaszane do prokuratury (np. gmina Manowo)

      Były też konkretne przypadki, gdzie sprawa trafiała do organów ścigania: wójt gminy Manowo zgłosił:

      * próbę szantażu i wyłudzenia pieniędzy,

      * sprawą zajęła się policja i prokuratura ([Portal i.pl][2])

      Tu ważne:

      * to konkretna sprawa,

      * ale publicznie nie zawsze kończy się jasnym wyrokiem lub pełnym ujawnieniem szczegółów.

      3. Ukryte reklamy i „kupione treści” (postępowania UOKiK)

      Nie jest to klasyczny szantaż, ale pokazuje mechanizm finansowy: UOKiK postawił zarzuty dużym portalom za publikowanie treści reklamowych udających artykuły ([Rzeczpospolita][3])

      Dlaczego to ważne? Pokazuje, że:

      * pieniądze mogą wpływać na treść,

      * granica między dziennikarstwem a reklamą bywa rozmyta.

      4. „Słyszałem, ale nie złapałem” – realny problem z dowodami

      W wielu wypowiedziach (np. w artykule Press): wydawcy mówią:

      * „słyszałem o takich przypadkach”

      * „coś się dzieje za miedzą” ([Press.pl][1])

      To pokazuje ważną rzecz:

      * problem może istnieć,

      * ale jest trudny do udowodnienia, bo: rozmowy są nieoficjalne, brak nagrań lub świadków.

      Co z wyrokami w Polsce? Tu jest kluczowa różnica:

      * są sprawy o szantaż / wymuszenie (różne przypadki)

      * ale bardzo rzadko są one jasno opisane jako „media szantażowały gminę” i zapadł wyrok

      Najczęściej sprawa kończy się jako:

      * próba wyłudzenia,

      * oszustwo,

      * konflikt lokalny,

      albo rozpływa się bez twardych dowodów.

      Najważniejsze wnioski

      1. Zjawisko istnieje (potwierdzone)

      * są relacje, artykuły, zgłoszenia do policji

      * szczególnie w małych lokalnych mediach

      2. Ale:

      * często to pogłoski lub trudne do udowodnienia sytuacje

      * mało jest „twardych” wyroków medialnych

      3. Nie dotyczy to głównych mediów, a raczej:

      * małe portale,

      * darmowe gazetki,

      * „pseudo-media”

      Podsumowanie

      * Tak — w Polsce są udokumentowane przypadki i opisy takich praktyk

      * Najbardziej konkretne: artykuły branżowe (np. Press), zgłoszenia do prokuratury

      * Ale: to nie jest powszechny system, tylko raczej lokalne patologie + trudne do udowodnienia sytuacje

      Jeśli chcesz, mogę:

      - znaleźć konkretną sprawę sądową (z nazwiskami i wyrokiem)

      - albo sprawdzić to konkretne nagranie, o którym wspomniałeś wcześniej

      — bo możliwe, że ono właśnie pochodzi z jednego z takich przypadków.

      [1]: https://www.press.pl/tresc/88041,haracz-za-swiety-spokoj_-wydawcy-oferuja-samorzadom-przychylne-teksty-za-pieniadze "Haracz za święty spokój. Wydawcy oferują samorządom przychylne teksty za pieniądze - Press.pl - najnowsze informacje z branży medialnej, marketingowej, reklamowej i public relations"

      [2]: https://i.pl/tag/szantaz "Szantaż - artykuły | Portal i.pl"

      [3]: https://www.rp.pl/konsumenci/art37649431-wydawcy-dwoch-najwiekszych-polskich-portali-z-zarzutami-za-ukryte-reklamy "Ringier Axel Springer Polska i Wirtualna Polska Media z zarzutami za ukryte reklamy - rp.pl"

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

        Ten wywód to bzdura. Przedewszytkim są to firmy medialne nie dziennikarze. Więc tak, mogą tak powiedzieć.

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 14

      Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

      Tak, to prawda — takie praktyki istnieją w Polsce, szczególnie wśród niektórych mediów lokalnych (darmowych gazetek, portali czy małych wydawnictw). Nie chodzi o wszystkie „media” ogólnie, ale o konkretne przypadki, gdzie redakcje lub wydawcy sugerują samorządom (gminom, wójtom, burmistrzom), że za regularne płatności (reklama, ogłoszenia, prenumerata biuletynów gminnych) będą pisać przychylnie lub „nie będą drążyć” niewygodnych tematów. Odwrotnie: bez płatności grożą publikacjami sensacyjnymi, negatywnymi artykułami lub ciągłym „kontrolowaniem” władzy. https://www.press.pl/tresc/88041,haracz-za-swiety-spokoj_-wydawcy-oferuja-samorzadom-przychylne-teksty-za-pieniadze

      ### Co dokładnie się dzieje?

      - Wydawcy małych, często bezpłatnych gazetek lub słabych portali oferują „haracz za święty spokój” — za kilka tysięcy złotych miesięcznie „zaczynają pisać same superlatywy” o gminie i jej władzach.

      - Jeśli wójt/burmistrz odmawia, gazetka/portal „atakuje” sensacyjnymi materiałami (nawet jeśli tematy są naciągane).

      - To klasyczny model: media żyją z ogłoszeń samorządowych (gminy są często największym „reklamodawcą” na swoim terenie), więc presja działa w obie strony — zarówno media mogą szantażować brakiem „dobrego pisania”, jak i samorządy mogą wycofywać pieniądze z niepokornych redakcji. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/media-lokalne-protestuja-wtlaczaja-ludziom-do-glowy-propagande/sj67clx

      Takie sytuacje opisywano publicznie m.in. w serwisie ŻyciePoczesnej.pl (wójt Poczesnej otrzymał propozycję: płacisz — same pochwały, nie płacisz — same sensacje). Podobne sygnały płyną z różnych regionów Polski — od Pomorza Zachodniego po inne powiaty. Nie jest to masowe zjawisko na skalę ogólnopolskich mediów, ale w małych gminach, gdzie prasa lokalna jest słaba i zależna finansowo, zdarza się regularnie.

      ### Czy krąży nagranie w sieci?

      Nie znalazłem jednego viralowego nagrania dokładnie pasującego do opisu (dziennikarz dzwoni do wójta i wprost mówi „zapłać, bo będziemy pisać źle”). Krążą za to różne materiały z relacji między mediami a samorządami, w tym ukryte kamery czy rozmowy w innych kontekstach (np. z Doda i wójtem w sprawie schroniska w Sobolewie — ale to nie o płatności za milczenie). Możliwe, że chodzi o prywatne nagranie z konkretnej gminy, które ktoś puścił w lokalnych grupach na Facebooku lub WhatsAppie — takie rzeczy szybko się rozchodzą w małych społecznościach, ale niekoniecznie stają się ogólnopolskim hitem.

      ### Szerszy kontekst

      To nie jest wyłącznie wina „mediów”. Część samorządów sama próbuje kontrolować lokalną prasę przez dotacje, zlecanie drukowania biuletynów gminnych czy wycofywanie reklam z krytycznych tytułów. Z drugiej strony — słabe, niskonakładowe media naprawdę potrafią stosować ten mechanizm, bo dla nich kilka tysięcy złotych od gminy to często znacząca część budżetu.

      Etyka dziennikarska jasno tego zabrania (to forma korupcji lub szantażu), ale w praktyce trudno to udowodnić i ścigać — rzadko kończy się prokuraturą, częściej wzajemnymi oskarżeniami i wojnami na teksty.

      Podsumowując: tak, takie przypadki się zdarzają i nie są wymysłem. To jeden z problemów polskiej prasy lokalnej — uzależnienie finansowe od samorządu prowadzi do patologii z obu stron. Jeśli masz link do konkretnego nagrania, które krąży, podaj — sprawdzę dokładniej.

      Tak, praktyki podobne do tych w Polsce (presja na samorządy lokalne poprzez groźbę negatywnego pisania w zamian za płatności reklamowe lub „wsparcie”) występują też za granicą, ale w różnej formie i skali. Nie jest to zjawisko masowe w dużych, profesjonalnych mediach, lecz raczej patologia małych/redakcji lokalnych lub słabych rynków medialnych. Najczęściej nazywa się to „pay-for-play”, „cash for coverage”, „advertorial pressure” lub „sponsored content deals” — czyli mieszanie reklam z treściami redakcyjnymi lub groźba negatywnego materiału, jeśli nie ma płatności.

      ### USA

      W Stanach Zjednoczonych problem jest dobrze udokumentowany, szczególnie na poziomie lokalnym (small-town newspapers, lokalne stacje TV i radio).

      - Lokalne media często żyją z reklam od firm, szpitali, deweloperów i... samorządów (ogłoszenia publiczne, kampanie informacyjne). W raporcie FCC (Federal Communications Commission) z 2011 r. opisano przypadki „pay-for-play”: stacje TV emitowały materiały sponsorowane przez szpitale jako „newsy” w zamian za duże kontrakty reklamowe (nawet po 100 tys. USD). Były też sytuacje, gdzie redakcje oferowały „gościnne sloty” za opłatą lub groziły brakiem pozytywnego pokrycia.

      - Klasyczny przykład: lokalne gazety lub TV grożą publikacją sensacyjnych materiałów o urzędnikach, jeśli nie dostaną reklamy gminnej. To efekt kryzysu lokalnego dziennikarstwa — od 2005 r. USA straciły ponad 1/3 lokalnych gazet, co stworzyło „news deserts” (pustynie informacyjne). W takich miejscach korupcja lokalna rośnie, bo brak „watchdogów”, ale paradoksalnie w pozostałych słabych mediach presja finansowa na samorządy jest większa.

      - Etyka dziennikarska (Society of Professional Journalists) surowo zabrania takiego szantażu, ale w małych redakcjach z niskimi pensjami i spadkiem przychodów z reklam to się zdarza. Nie ma jednak viralowych nagrań typu „zapłać bo napiszemy źle” na skalę ogólnokrajową — częściej to ciche umowy lub „native advertising” (płatne treści udające redakcyjne).

      W dużych mediach (NYT, Washington Post, CNN) tego typu bezpośredni szantaż jest rzadki — tam dominuje wpływ korporacyjny lub polityczny przez reklamodawców, nie bezpośrednie groźby wobec gmin.

      ### Kraje UE i Europa

      W Europie Zachodniej (Niemcy, Francja, UK, Skandynawia) jest znacznie rzadziej w formie jawnego szantażu, dzięki silniejszym regulacjom, etyce i publicznym mediom (BBC, ARD, France Télévisions), które są mniej zależne od lokalnych reklam.

      - UK: Lokalne gazety też cierpią na spadek nakładów i zależność od ogłoszeń samorządowych. Były skandale z „cash for coverage” w małych tytułach, ale bardziej znane są afery jak phone hacking (News of the World). Presja na rady gminne istnieje, ale częściej przez wycofywanie reklam z krytycznych mediów (odwrotna strona medalu).

      - Niemcy i Skandynawia: Silna tradycja publicznej służby medialnej i wysokie standardy etyczne. Lokalne media są często subsydiowane lub mają stabilniejsze finanse. Przypadki „haraczu za spokój” są marginalne, choć zdarzają się w bardzo małych gminach.

      - Europa Południowa i Wschodnia (Włochy, Hiszpania, Grecja, Węgry, Rumunia): Tu jest bliżej do polskiego modelu. W krajach z „media capture” (przejmowanie mediów przez polityków lub oligarchów) lokalne media są mocno uzależnione od dotacji publicznych lub reklam od władz. Węgry to klasyczny przykład: rząd Orbána kontroluje rynek reklam, co sprawia, że krytyczne media mają problemy, a lojalne dostają pieniądze. Włochy — historycznie silny wpływ reklamodawców i polityki na lokalną prasę. W Grecji i Rumunii zdarzają się doniesienia o „facilitation payments” dziennikarzom lub redakcjom za pozytywne teksty o gminach.

      - Ogólny trend w UE: Komisja Europejska i organizacje jak Reporters Without Borders monitorują „media capture” i zależność od państwowych pieniędzy. Publiczne media są często krytykowane za brak niezależności (np. w Polsce za PiS, ale też w innych krajach), co pośrednio wpływa na lokalny poziom.

      ### Inne państwa

      - Rosja i kraje postradzieckie: Tam to norma — lokalne media często „ochronne” wobec władz za pieniądze lub w zamian za brak represji. „Cash for coverage” jest powszechny na poziomie regionalnym.

      - Kraje rozwijające się (Azja, Afryka, Ameryka Łacińska): Raport Center for International Media Assistance (CIMA, 2010) pokazuje, że „brown envelope journalism” (koperty z pieniędzmi za artykuł) jest bardzo częsty w mediach lokalnych i regionalnych. Dziennikarze z niskimi pensjami biorą płatności od firm, NGO i władz lokalnych za pozytywne teksty lub milczenie. Przykłady z Kambodży, Albanii, Ukrainy, Indii — dokładnie ten sam mechanizm: „płać za reklamę, bo inaczej napiszemy sensację”.

      - W Indiach popularne hasztagi typu „#presstitutes” — oskarżenia o sprzedajność mediów za „pay-for-play”.

      ### Podsumowanie porównawcze

      - Wspólny mianownik: Najgorzej jest tam, gdzie media lokalne są słabe finansowo, zależne od jednego dużego „reklamodawcy” (samorząd/firma) i mają niskie standardy etyczne. Kryzys modelu biznesowego prasy (spadek reklam, internet) pogłębia problem wszędzie.

      - Różnice: W USA i UK bardziej „subtelne” formy (sponsorowane treści udające newsy). W Polsce i Europie Wschodniej — czasem bardziej bezpośrednie groźby. W bogatych krajach Zachodu lepiej chroni to etyka + prawo (choć nie idealnie). W krajach autorytarnych lub słabych instytucjonalnie — to systemowe.

      - Skutek: Wszędzie brak silnego lokalnego dziennikarstwa prowadzi do większej korupcji w gminach i mniejszej accountability władz.

      To nie jest „spisek mediów”, lecz efekt ekonomiczny: słabe media = większa pokusa nadużyć. W wielu krajach organizacje dziennikarskie walczą z tym przez kodeksy etyczne, szkolenia i promowanie transparentności (np. jawne oznaczanie treści sponsorowanych). Jeśli chcesz szczegóły z konkretnego kraju lub przykłady spraw sądowych, daj znać — mogę pogłębić.

      Walka z korupcją medialną

      Osiągnięto limit wiadomości. Zarejestruj się za darmo, aby kontynuować korzystanie z Groka.

      https://grok.com/share/c2hhcmQtMg_28e420f6-a952-46ca-ae9d-f13bed546f70

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Czy to prawda że „media” straszą gminy?

        - W Indiach popularne hasztagi typu „#presstitutes” — oskarżenia o sprzedajność mediów za „pay-for-play”.

        Pod Patronatem (do melodii Niemena)

        Refren:

        Pod patronatem,

        Starosta i prezydent Ostrowca,

        Pod patronatem,

        Wieczór Indyjski zaczyna się dziś!

        Zwrotka 1:

        Tańczymy razem, krok w prawo, krok w lewo,

        Są samosy – małe pierożki z nadzieniem,

        Kolorowe stroje, muzyka gra,

        Śmiech i zabawa tu się nigdy nie kończą!

        Refren:

        Pod patronatem,

        Agneska i Artur patrzą na nas,

        Pod patronatem,

        Każdy się dziś bawi i śmieje!

        Zwrotka 2:

        Lampki migoczą, rytm w sercu gra,

        Każdy tańczy, kto tylko ma ochotę,

        Wieczór Indyjski – radość jest w nas,

        Pod patronatem bawimy się wszyscy razem!

        Refren:

        Pod patronatem,

        Starosta i prezydent Ostrowca,

        Pod patronatem,

        Wieczór Indyjski zaczyna się dziś!

        Pod Patronatem – wersja krótka i śmieszna

        Pod patronatem, hej, bawimy się,

        Starosta i prezydent patrzą na nas!

        Są samosy – małe pierożki z nadzieniem,

        Kolorowe stroje i tańce bez końca!

        Gość
        Zgłoś
        Odpowiedz
2 posty w tym wątku zostały wyłączone z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Losowa firma:Dodaj firmę