Dokładnie. Co innego jest chciec a nie móc a zupełnie co innego móc a nie chciec. Moim zdaniem jeśli ktoś nie chce miec dzieci to nie powinien ich miec, po co unieszczęśliwiac siebie a nie daj Bóg jeszcze dziecko. Inna sprawa, że wiele młodych osób mówi, że nie chce ale z biegiem lat się to zmieni. Sama tak miałam. Urodziłam dopiero w wieku 29 lat i chciałabym miec za jakiś czas jeszcze jedno dziecko.
13:08... wygrywasz tą dyskusję :D Nie rodzić dzieci bo to potencjalni mordercy :D Hit dnia!
Też znam taką osobę która twardo mówi że z własnej nieprzymuszonej woli nie ma dzieci ale gdy tylko się spotkamy i są też moje dzieci to widzę jej spojrzenia i nikt mi nic nie potrzebuje więcej tłumaczyć że jest inaczej. Uważam że to jest jej postawa dla ludzi a prawda jest inna...
A ja myślę, że każdemu wolno nie chcieć mieć dzieci.
Przyznam szczerze , ze z biegiem czasu lepiej było by miec dzieci w wieku przykładowo 22 lata , pozniej juz czlowiek odkłada i odkłada az jest za pozno , a tak to juz by było odchowane i w ogole , kiedys chciałam stworzyć rodzine , a teraz juz sama nie wiem czy nadawała bym sie na matkę , tez nie czuje instynktu mkecierzynskiego ale i tez nie jestem za tym by w ogole nie miec potomstwa , nie wiem moze w trakcie ciazy nabiera się tych matczynych odczuć ? Znajome w koło juz dawno maja po dwoje czy jednym dziecku , inne w ciazy , nie wiem moze ze mna jest cos nie tak .
mam dziecko 15 letnie, to planowane i wtedy chciane, ale teraz mam wątpliwości. dzisiaj bym się nie zdecydowała, wolałabym życie singielki.
Ja też się nad tym zastanawiałam. Mam 26 lat, skończyłam dobre studia, mam dobrą pracę, która mnie nie stresuje i wspaniałego partnera u boku, z którym mogłabym mieć nawet gromadkę dzieci. Parę osób mi już mówiło, że jestem w idealnym wieku, aby urodzić pierwsze dziecko i powinnam nad tym pomyśleć. Nie odczuwam takiej potrzeby i nie wiem czy to się zmieni za parę lat. Pojawienie się dziecka wiążę się z rezygnacją z wielu rzeczy. Widzę to po moich koleżankach. W ferworze czynności związanych z opieką nad dzieckiem nie mają nawet czasu odpisać na smsa itd. Poza tym dzieci są mi obojętne, a nawet czasami mnie denerwują. Widocznie albo nie nadaję się na matkę albo nie jest to jeszcze czas na takie decyzje. Na pewno nie byłabym nieszczęśliwa z powodu nieposiadania potomstwa.
Pozdrawiam.
Dodam jeszcze, że 500+ mnie nie przekonuje do prokreacji ;)
A ja mam jedno dziecko.Maz naciska na drugie a ja powiedziałam nie i koniec.Klotnie codziennie ale co mam zrobic zmusic sie???Kocham swoja coreczke ponad zycie zycie za nia bym oddala ale drugiego nie chce i nikt mnie nie będzie zmuszal.Jak ktos nie chce miec dzieci to nie powinno soe zmuszac naciskac bo wiem po soboe ze jak tak dalej pojdzie to chyba nasze drogi sie rozejda bo nie chce tkwic w miejscu gdzie wszyscy naciskaja.To ja jestem najgorsza.
Jak miałam 26 lat też myślałam. że absolutnie ja się na matkę nie nadaję. Obecnie jestem po 30-tce, wydoroślałam-dojrzałam, zrozumiałam że zamiast pisać sms z koleżankami wolałabym jednak biegać z wózkiem ale co z tego że "wolałabym" to za mało. Życie spłatało mi wielką zadrę i wiem że nie będzie mi dane swoje własne wyczekane dzieciątko urodzić. A czuje się to wtedy najbardziej gdy widzę jak partner reaguje na dzieci i wiem że jeszcze i by chciał mieć. Wiecie jeszcze że denerwują mnie rodzice z dziećmi- absolutnie nie chodzi mi o jakieś pierdoły że krzyczą itp ale chodzi o to że ja im tak cholernie zazdroszczę, rodzicom że mają swoje dzieciątka. To bardzo wszystko boli. Nie dano mi wybrać czy do końca chce mieć dzieci czy nie, los zadecydował za mnie. Niestety. Dlatego za przeproszeniem "nie pieprzcie" i twórzcie rodziny kiedy jest na to czas bo zaraz się okaże że coś staciliście bezpowrotnie i koniec....
To jest każdego wybór i indywidualna sprawa więc niepotrzebne są te "agitacje".
Starość bez dzieci jest smutna - wierz mi, że z dziećmi czasem też. Radość życia nie zależy od stanu posiadania dzieci.
Ja mam dorosłą córkę, mieszkającą ponad 2 tys km stąd. Bardzo ją kocham i lubię jako człowieka, ale nie mogę się pogodzić z tym, że jej nie ma - nie pijemy razem kawy, nie mówimy codziennie w co się ubrać, co ugotować na drugie, jakie kupiłyśmy skarpetki, jak się uczesać, jaki lakier do pazura i tysiąc innych bzdur. Syndrom pustego gniazda. Nie mieszka z nami od 8 lat, studia itd., ale w Pl było inaczej , a jej wyjazd za granicę był czymś najgorszym, co mnie spotkało w moim rodzicielstwie.