Ale te dawne obozy harcerskie to była jazda... Przyjeżdżałam tak brudna jak święta ziemia, to mycie w misce... Albo w strumieniu... I warty w nocy :) W Beskidach wyły wilki:) W Przebrnie menażki myte piachem z robalami... Karczowanie lasu w Bieszczadach i te marsze czy patrole, jak to zwał, kiedy lazło się z mapą cały dzień nie wiadomo po co samemu. I dyżury w kuchni...kotły kartofli ... ale czasy.. Dzisiejsze dzieciaki by tego nie przeżyły, a rodzice by zrobili taaaaaką awanturę. Pamiętam, w tych Beskidach szliśmy 10 km w jedną stronę do wsi na pocztę wysłać listy od całego obozu. Zadzwoniłam wtedy do domu, żeby powiedzieć, że żyję, matka mało zawału nie dostała, bo myślała, że coś się stało, bo dzwonię. To mógł być rok 1985. A teraz komórki - zjadłaś? w co się ubrałaś? Co robisz? o której wstałaś? Chore czasy.
odmieniec bzdury pleciesz!
do gościa z 7:24 - nie znam dokladnie sytuacji, ale wydaje mi sie ze to dziecko bardziej skrzywdzisz niz pomozesz, powinno sie uczyc samodzielnosci. A co jak ciebie zabraknie? obudzi sie z reka w nocniku z postawą roszczeniową. Moim zdaniem kazde dziecko "powinno się poburdzić" i powinno samemu doswiadczyc pewnych spraw. Nie zrobisz tego za niego
Latac jak malpa bo buszu doobre!!!! masz salon kosmetyczny i czas zeby pisac na forum?