Biskup Fulton Sheen - kilka minut, ale nie straconych.
Ciemniak 12,potwierdzasz i propagujesz to,co kiedyś wymyślili kapłani na jednym z soborów ,zdaje się w 330 roku.Więc przez trzysta lat nie było trójcy czy też było co innego?Bóg może istnieje,może nie.Tego nikt nie wie i nikt nie udowodnił istnienia czy nieistnienia boga.Słabi ludzie ,nie radzący sobie z zyciem,potrzebują czegoś co bedą czcili,szanowali,bali się tego,do tego się modlili,oddawali hołdy.Tak było wiele wieków przed Jezusem.Mity Greków,Rzymian.Jakże wspaniałe są to opowieści o różnych bogach,półbogach,herosach.Zeus,ten szef bogów też zstępował na ziemię i zapładniał kobiety.Wydaje mi sie,że chrześcijanie ściągnęli opowieśc o narodzeniu Jezusa właśnie z tych mitologii.Tak czy inaczej.Żadna wiara nie hańbi,żadna wiara nie każe czynić zła.Bardzo złe jest natomiast to,że pewna grupa osób w Polsce uważa,że ma wyłączność na doskonałość i zarządzanie ciemnym ludem,ponieważ są wysłannikami samego Boga.Do tego dochodzi jeszcze nieograniczona pazerność i wtrącanie się w najbardziej intymne sprawy ludzi.Czy prawdziwy Bóg,pozwoliłby na takie zachowania swoich wybrańców?
Pozytywna zmiana, że zacząłeś słowo "Bóg" pisać z wielkiej litery :)
Na wszystkie twoje wątpliwości odpowiem tak:
Apostołowie po ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa już wiedzieli jaka jest kara za to co robił i mówił. A mimo to, gdy po jego zatrzymaniu rozpierzchli się ze strachu w obawie o swoje życie, nagle niedługo później, z odwagą w sercu ruszyli w świat, głosząc chwałę Pana. Dlaczego? Co się takiego stało, że wszyscy oni, z ludzi zalęknionych, zmienili się w prawdzie "lwy"? Co ich tak odmieniło?
Chrześcijanie wierzą, że zmartwychwstała postać Pana naszego Jezusa Chrystusa, który udowodnił im, że jego nauki nie były tylko bajaniem, ale Prawdą. Kiedy widzisz, że jest ktoś, kto pokonał śmierć i obiecuje ci wieczne życie przy swoim boku - czego jeszcze masz się wtedy lękać?
Tak też stało się wtedy z apostołami.
Na niebie są czasami piękne a czasami burzowe chmury i to wszystko. O jakim strachu mówisz? Ja nie odczuwam strachu. Potrafię mysleć samodzielnie.
Dla Sobków nie wynika nic. Rodzina jednak to wspólnota- ta pierwsza w życiu każdego człowieka. W tej wspólnocie - wyznywając się egoizmu - uczymy się miłości, odpowiedzialności, wyrozumiałości, to ona daje nam poczycie bezpieczeństwa oraz przynależności do szerszej zbiorowości, do której my wnosimy nową jakość, bo każdy człowiek jest inny. Gdy te więzy są zachwiane/zerwane, każdy musi mieć świadomość złego wpływu na kształtowanie się tych wartości, na których opiera się nasze życie.
Tym samym Marsz dla Życia i Rodziny był pochodem wspólnoty wspólnot, w którym te pozytywne wartości jw. były mocno wyczuwalne. Warto jest się dzielić tym z innymi, co buduje nas jako szczęśliwych ludzi, a nie niszczy jako człowieka i wspólnotę rozpatrywaną na każdym jej szczeblu.
Nie, bardzo mądra kobieta - w przeciwieństwie do Ciebie gościu 15:11. Szkoda, że takich jak Felice jest coraz mniej.
Wolność, o której tu pisze jeden z forumowiczów oznacza nic innego jak unurzanie się w grzechu. Wolnym od wiary, zniewolonym od zła. Człowiek "wolny" od godności, od uczciwości, wartości, miłości, sprawiedliwości. W zamian uniżony kark przed tym kto ma więcej, chwytającym "okazję" wyrwania co się tylko da drugiemu człowiekowi, gotowości sprzedania wszystkiego i wszystkich (a nawet siebie) za garść srebrników, traktujący drugiego człowieka jako środek do zaspokojenia potrzeb własnego "ja", wyznający wiarę, że sprawiedliwe jest tylko to co służy mnie, a wszystko inne jest tylko przeszkodą do uzyskania celu, którym jest ... właśnie - którym jest co? I tak właśnie wygląda ta wasza "wolność".
Ciemniak 12,napisz proszę jak wygląda Twoja wolność?Ale tak dokładnie, z jednym warunkiem.Nie używaj słowa bóg,ani nie stosuj żadnych cytatów z wiadomej książki.Bądź sam sobie panem.
Za dużo od niego wymagasz. Zdecydowanie.
Moja wolność to życie w zgodzie z zasadami, które przekazał nam Bóg. Ten z wielkiej litery, ponieważ tego twojego z małej nie znam. Zasady te nie są żadną niewolą. Tak samo jak niewolą nie są zasady, które w domu wprowadzają rodzice, kiedy wychowują własne dziecko. Tak samo jak niewolą nie jest prawo zakazujące zabijać, rabować, gwałcić czy napadać. Oczywiście są tacy, którzy powiedzą, że to jest niewola - ale takich wówczas nazywamy bandytami i kryminalistami. Skoro więc mam prawo tak ich nazywać, to takie same prawo przysługuje mi w nazywaniu grzesznikami tych, którzy w łamaniu przykazań i praw Bożych widzą objaw wolności.
Czyli wg Twojego rozumowania,dopóki się nie pojawiło 10 przykazań,świat był pogrążony w chaosie i ludzie ówcześni błądzili jak goryle we mgle?A co z dawnymi mocarstwami,społeczeństwami stojącymi na wysokim poziomie cywilizacji?Przecież te społeczeństwa istniały bez dziesięciu przykazań i były szczęśliwe.Paradoksem jest,że głoszenie miłości do Boga i całą tą religię rozpoczęli na dobre Rzymianie-mordercy syna bożego.
Rzymianie - a w szczególności św. Paweł. Jak to możliwe? Zwyczajnie - palec Boży :)
Jak ludzie wcześniej radzili sobie bez 10 przykazań? Temat ten już od czasów starożytnych poruszali filozofowie zastanawiając się, czy Idea i dobro wypływające z człowieka są wynikiem jego "ego", a więc czegoś z czym człowiek się rodzi, czy też jak nazwał to Freud "Superego" - czyli czegoś co człowiek uczy się dopiero podczas procesu socjalizacji. Jeżeli przyjmiemy, że ludzie rodzą się z duszą, to ogólny "azymut" postępowania mają "wszczepiony" od urodzenia. Zatem "10 przykazań" było niczym innym jak potwierdzeniem zasad - wsparciem "ego" przez "superego" - nawiązując do Freuda.
Tym celem, który ma być osiągnięty, o którym piszesz bracie moim zdaniem jest obrona swojego ja- byle nie poczuć dyskomfortu z powodu czegokolwiek czy kogokolwiek co dotyczy tak samo teraźniejszości, jak i bolesnej przeszłości, która wraca oraz niepewnej przyszłości. W takiej sytuacji ciągłego napięcia, wszystko musi być pod kontrolą centrum dowodzenia, które stanowi taki niewolnik własnych namiętności/żądz/rozumu/wyobrażeń. Choćby miał trupem paść albo tylko nosem przy ziemi ryć i wyć z bólu istnienia nie zaufa Bogu, który wie lepiej od nas, co dla nas jest dobre, a co zaprowadzi nas do zguby; Bogu, który wie lepiej od nas, kiedy - o ile w ogóle - w naszym życiu mamy doświadczyć tego, o co tak zabiegamy dobierając sami środki słuszne tylko w naszym mniemaniu do osiągnięcia celu, bez oglądania się przy tym na innych ; Bogu, który mówi, by oddać mu grzechy przeszłości i ufać, że to on pokaże nam najlepszą drogę do przyszłości. Jeden warunek- teraz słuchaj człowieku, co do nas - konkretnie do każdego człowieka z osobna- ten Bóg mówi.
Można by pisać jeszcze długo, ale na razie skończę :))