Fasolka ze śmietaną i cukrem albo pierogi z grzybami po chińsku w pięciu smakach.
Bo może maja taki kaprys? Albo wydaje im się ze wydają nawet na ciastka swoje prywatne pieniądze? Tak nie jest
Tusk nie pozwalał wchodzic dziennikarzom TV Republika na konferencje prasowe, (sąd uznał takie działania niezgodne z prawem), a lokalnie każą płacić dziennikarzom za informację, która jest publiczna.
20:34 a za to głowa państwa podnosi głos i palec na dziennikarza ,tak można.Kazdy dziennikarz ma prawo do zadawania pytań i później przekazywania rzetelnych informacji w mediach.ale co nie którzy tego nie robią.
Pani Starosto proszę pokazać mieszkańcom ile wydajecie na ciasteczka. Czego się Pani obawia?
07.06.2019 Małgorzata Stanioch nie jest już dyrektorem PUP
Małgorzata Stanioch nie jest już dyrektorem Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach. Jak poinformował starosta kielecki, szefowa PUP-u została odwołana ze stanowiska, na własną prośbę. Pełniącym obowiązki dyrektora instytucji został Grzegorz Piwko.
31.03.2021 Była dyrektorka PUP w Kielcach skazana już prawomocnie /Angelina Kosiek/
Małgorzata S. została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 16 tys. zł grzywny, a także pięcioletni zakaz obejmowania stanowisk kierowniczych w jednostkach samorządu terytorialnego. To już prawomocny wyrok.
Nieprawomocny wyrok w sprawie Małgorzaty S. zapadł 23 grudnia 2019 r. przed Sądem Rejonowym w Kielcach. Wymierzono jej wówczas karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz grzywny w wysokości 16 tys. zł. Ma także pięcioletni zakaz obejmowania stanowisk kierowniczych w jednostkach samorządu terytorialnego.
Sprawa związana jest z kampanią wyborczą w 2015 r. S. startowała wówczas na senatora, była kandydatką Polskiego Stronnictwa Ludowego. Została zatrzymana przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, jak przyjmowała w swoim gabinecie 3,5 tys. zł od dwóch przedsiębiorców z gminy Nowa Słupia. Zdaniem śledczych za te pieniądze miała pomóc im załatwić staże dla pracowników.
Uzasadniając wyrok w grudniu 2019 r., sędzia Kamil Czyżewski stwierdził, że bezsprzecznie S. przyjęła pieniądze w swoim gabinecie. Zwrócił jednak uwagę, że ówczesna dyrektorka nigdy nie żądała od przedsiębiorców tych pieniędzy i nie uzależniała od tego swoich decyzji w urzędzie.
Małgorzata S. na emeryturę odeszła w maju 2020 r.
W środę 31 marca wyrok sądu pierwszej instancji utrzymał w mocy Sąd Okręgowy w Kielcach. Utajnił jednak uzasadnienie "ze względu na ważny interes państwa".
P.S. Pani Angelina Kosiek jest obecnie rzecznikiem prasowym wojewody świętokrzyskiego Józefa Bryka z Platformy Obywatelskiej. Ciekawe czy p. wojewoda lubi sobie ciasteczko zakąsić?
Dziennikarze często ATAKUJĄ polityków w sposób bezkompromisowy, ale wystarczy podnieść jeden malutki paluszek, by zaakcentować swoją wypowiedź, i już z dziennikarza robi się...
Pamiętacie jak ABW (dowodzone przez kogo?) weszło siłą do redakcji Wprost i siłą chciało odebrać laptop redaktorowi Sylwestrowi Latkowskiemu? Wtedy Monika Olejnik powiedziała, że całe polskie Środowisko dziennikarskie jest przeciwko premierowi D. Tuskowi. I co D. Tusk odpowiedział, jak wybrnął z tej sytuacji?
Reportaż Ryszarda Szołtysika o sytuacji z Sądu Rejonowego w Warszawie po rozprawie Grzegorz Braun kontra Lecha Wałęsa. Piotr Gulczyński (prezes Instytutu im. Lecha Wałęsy) uderza reportera na sali sądowej - policja nie reaguje nie widząc w całej sytuacji nic nieodpowiedniego. Incydent miał miejsce w 2008 roku. https://www.sadol.pl/cios-prezesa-zobacz-co-tv-bala-sie-wyemitowac-vt103828.htm
-
Nie był to „cios prezesa”, lecz — jak uznał sąd — nieumyślny ruch wynikający z wadliwej „motoryki małej” ręki. A właściwie nie tylko ręki, lecz całego ramienia, a może nawet całego ciała, ponieważ Piotr Gulczyński nie stał w miejscu, lecz poruszał się na nogach. W tej interpretacji uderzenie kamerą w twarz reportera zostało zakwalifikowane jako zwykły ruch odsunięcia sprzętu.
-
To nie był cios prezesa — to była jedynie nieszczęsna „motoryka mała” ręki. A właściwie nie ręki, lecz całego ramienia. Ba, nawet całego ciała, bo przecież Piotr Gulczyński nie stał w miejscu, tylko poruszał się na nogach. W efekcie tego „ruchu odsunięcia kamery” sprzęt uderzył reportera w twarz — zdarzenie, w którym ani policja, ani sąd nie dopatrzyły się niczego niestosownego.
-
Okej, jedziemy naOSTRO, publicystycznie, pod social media — krótko, ironicznie i z czytelnym przekazem. Bez lania wody, z pazurem.
### Wersja bardzo ostra (FB / X / opis do wideo)
To nie był żaden „cios prezesa”.
To była niefortunna motoryka mała ręki. A właściwie nie ręki — ramienia. A właściwie całego ciała, bo Piotr Gulczyński przecież szedł, nie stał.
W wyniku tego niewinnego „ruchu odsunięcia kamery” kamera uderzyła reportera w twarz.
Policja nie zareagowała.
Sąd uznał czyn za nieumyślny.
Reporter zapłacił 2400 zł kosztów sądowych.
Prezes — napisał list z przeprosinami.
Tak wygląda „sprawiedliwość” w praktyce.
### Wersja jeszcze krótsza (X / nagłówek / belka)
„Nie było uderzenia — była motoryka mała całego ciała”.
Reporter dostał kamerą w twarz.
Policja nie widzi problemu.
Sąd widzi nieumyślność.
Reporter płaci 2400 zł.
Prezes pisze list.
Polska. 2011.
### Wersja z mocnym hasłem końcowym
Kamera sama wpadła w twarz reportera.
Ręka tylko pomagała.
Ciało było w ruchu.
Winnego brak.
Rachunek — po stronie ofiary.
Taki był wyrok „niezawisłego” sądu.
---
Paparazzo (l.mn. paparazzi) - fotoreporter specjalizujący się w wykonywaniu zdjęć celebrytów, gwiazd, osób publicznych lub prominentów, z zastosowaniem uporczywej i natrętnej taktyki, jak też zwykle z naruszeniem ich prywatności.
---
Gdy Snickersa zjadasz — już nie gwiazdorzysz,
ziemia ci bliższa, mniej się wynosisz.
Lecz gdy chałwa z targowicy, ta od Ruskich, w rękę wpada,
to nagle z ciebie robi się… mała przesada ;-)
Bo zamiast iść śmiało, jak na bohatera,
ty się oglądasz, gdzie Babcia Kasia cię wspiera.
I tak między kęsem a losem ulicy,
trzymasz się mocno… babcinej spódnicy ;-)
A najlepszy sposób na foto reportera? Pokazać finger-a do kamera xD
"Okej, jedziemy naOSTRO, publicystycznie, pod social media — krótko, ironicznie i z czytelnym przekazem. Bez lania wody, z pazurem."
XD
Ciekawe ile tego przejadają? Na fotkach ciagle jakieś spotkania, imprezki. A kto za to żarcie płaci? Podatnicy.
Grok (xAI) powiedział:
Artykuł, z którym się zapoznałem (opublikowany 23 marca 2026 r. na ostrowiecka.pl autorstwa Anny Mroczek), opisuje kontrowersję wokół radnego powiatu ostrowieckiego Mirosława Rogozińskiego (Klub PiS). Radny złożył interpelację dotyczącą wydatków powiatu na działania promocyjne, medialne i reklamowe. Z dokumentów opublikowanych w BIP wynika, że treść interpelacji przygotował i przesłał mu jeden z lokalnych portali (z dopiskiem „prosiłabym, aby złożył Pan interpelację o treści poniżej”), po tym jak sam portal nie uzyskał satysfakcjonujących informacji w trybie dostępu do informacji publicznej. Artykuł przedstawia to jako przykład, w którym radny staje się „skrzynką podawczą” zewnętrznych sił, a nie samodzielnym reprezentantem mieszkańców. Autorzy bronią zarządu powiatu jako demokratycznie wybranych osób, krytykując portal za rzekomą manipulację, budowanie narracji o „nieprawidłowościach” i podsycanie hejtu w mediach społecznościowych. https://ostrowiecka.pl/pl/11_wiadomosci/758_ostrowiec-swietokrzyski/163917_samodzielny-mandat-czy-cudze-instrukcje.html
### Moja obiektywna opinia
Artykuł jest jednostronny i defensywny – broni zarządu powiatu i przedstawia działania portalu jako nieetyczną „nagonkę”, jednocześnie pomijając ewentualne uzasadnione powody zainteresowania wydatkami publicznymi (promocja, media, reklamy to obszar, w którym mieszkańcy mają prawo oczekiwać transparentności). Podnosi jednak ważną kwestię: mandat radnego powinien być samodzielny i oparty na sumieniu, a nie służyć jako narzędzie do realizacji celów trzecich stron (nawet jeśli są to media czy sojusznicy polityczni). W demokracji lokalnej współpraca radnych z mieszkańcami, mediami czy organizacjami jest normalna, ale gdy radny jedynie podpisuje gotowy tekst bez własnej analizy, rodzi to wątpliwości co do autentyczności jego roli. Nie jest to jednak skandal na skalę korupcyjną – to raczej typowa „wojna lokalnych mediów i polityków”, gdzie każda strona oskarża drugą o manipulację.
### Czy takie praktyki zdarzały się w Polsce, UE lub USA?
Tak, i to bardzo często – to standardowy element polityki lokalnej i parlamentarnej.
- W Polsce: Radni rutynowo składają interpelacje „na prośbę mieszkańców”, sołtysów, klubów radnych czy nawet mediów. Przykłady z BIP różnych gmin i powiatów pokazują interpelacje pisane przez chatboty AI, przygotowane przez aktywistów czy dziennikarzy. Prawo samorządowe (art. 24 ustawy o samorządzie gminnym/powiatowym) nie zabrania korzystania z pomocy zewnętrznej przy przygotowaniu tekstu – radny po prostu składa pismo w swoim imieniu i ponosi za nie odpowiedzialność. Nie ma znanych głośnych spraw karnych za samo „podpisanie cudzego tekstu”, o ile nie dochodzi do łapownictwa. https://www.portalsamorzadowy.pl/smart-city/tego-jeszcze-nie-bylo-chatbot-napisal-interpelacje-za-radnego,454418.html
- W krajach UE: W parlamentach narodowych (np. Wielka Brytania, Niemcy, Francja) oraz w Parlamencie Europejskim grupy interesu, lobbyści i media regularnie przygotowują pytania, interpelacje czy zapytania dla posłów. To nazywane jest „planted questions”. Skandale typu „cash for questions” (np. w UK w latach 90.) pokazywały, że gdy dochodzi do płatności – to problem korupcyjny, ale samo przygotowywanie tekstu przez trzecią stronę jest powszechne i legalne.
- W USA: Kongresmeni i senatorowie dostają gotowe projekty pytań, poprawek i ustaw od lobbyistów, think-tanków i dziennikarzy na co dzień. Stafferzy kongresowi i grupy interesu dosłownie piszą teksty. Nie jest to nielegalne – to część systemu lobbingowego regulowanego przez prawo (Lobbying Disclosure Act). Słynne są przypadki, gdy media proszą sympatyzujących kongresmenów o złożenie oficjalnego zapytania (FOIA lub congressional inquiry), bo daje ono większą wagę i szybszą odpowiedź niż zwykły wniosek obywatelski.
### Czy to nielegalne?
Nie jest to nielegalne – ani w Polsce, ani w UE, ani w USA.
W polskim prawie samorządowym nie ma zakazu korzystania z pomocy przy redagowaniu interpelacji. Radny ma prawo (i obowiązek) działać w interesie publicznym, a interpelacja to narzędzie kontrolne, a nie osobista deklaracja ideowa. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdyby udowodniono korupcję, ukrywanie konfliktu interesów lub naruszenie kodeksu etyki radnego (w niektórych gminach istnieją takie kodeksy, ale są one miękkie i rzadko egzekwowane). Podobnie w USA czy UE – samo „ghostwriting” pytań nie jest karalne.
### O czym to świadczy?
Świadczy o normalnej, choć czasem brzydkiej dynamice demokracji lokalnej:
- Media pełnią rolę „psa łańcuchowego” i szukają sposobów na uzyskanie informacji, gdy zwykła droga (ustawa o dostępie do informacji publicznej) nie działa wystarczająco szybko lub jest blokowana.
- Radni opozycyjni często stają się narzędziem kontroli większości – to klasyczny mechanizm checks and balances.
- Jednocześnie pokazuje ryzyko „prywatyzacji mandatu”: wyborcy głosują na konkretną osobę, a nie na „skrzynkę podawczą” portalu czy partii. Gdy takie praktyki się mnożą, spada zaufanie do samorządu i rośnie wrażenie, że lokalna polityka to gra mediów i kliknięć, a nie troska o mieszkańców.
- W szerszym kontekście to objaw polaryzacji i „wojen medialnych” w małych społecznościach – każda strona buduje narrację „my vs oni”, co osłabia spójność społeczną, ale jednocześnie wymusza większą transparentność wydatków publicznych.
Podsumowując: praktyka jest legalna i powszechna, ale etycznie budzi wątpliwości, gdy radny traci autonomię. Artykuł słusznie sygnalizuje problem, ale robi to w sposób stronniczy, broniąc jednej strony konfliktu. W demokracji lepiej jest, gdy takie interpelacje padają (nawet jeśli ktoś je „podpowiada”), niż gdy nikt nie kontroluje wydatków publicznych. Ostatecznie liczy się odpowiedź na interpelację i to, czy pieniądze są wydawane rozsądnie. https://grok.com/share/c2hhcmQtMg_6b530e09-4127-4045-873b-9bff58faafc6
A inne redakcje w Ostrowcu to nie składają wniosków w trybie dostępu do informacji publicznej? Nie jest to dziwne że nie maja pytań?
Gościu 16:06; tu Mroczek, tam Mroczek. Mroczków ci u nas dostatek:)
Dlaczego w lokalnej prasie nie ma artykułów krytycznych pod adresem powiatu? Czy to nie dziwne? Ludzie narzekają, piszą negatywne komentarze, a prasa jakoś milczy. Może ich tam tuczą tymi ciastkami?
„Ballada o ostatnim ciastku budżetowym”
-
W sali narad, gdzie echo uchwał drży,
Gdzie pieczęć ciężka spada niczym głaz,
Na stole stało – jak wyrzut sumienia –
Ostatnie ciastko. I nastał czas.
-
Nie byle jakie, nie kruche z domu,
Lecz z fakturą, co pieczęci miała trzy,
Z paragrafami, co w rubrykach spały,
I z podpisami – poważnymi aż do łzy.
-
Bo przecież było „na spotkanie robocze”,
„Dla gości”, „w ramach reprezentacji”,
I choć herbata już dawno wystygła,
Ciastko trwało w administracji.
-
Patrzyli na nie radni zmęczeni,
Sekretarz westchnął, skarbnik zbladł,
„Czy wolno jeszcze?” – ktoś cicho zapytał,
A protokolant coś w notatkach skradł.
-
Bo czasy przyszły – surowe, czujne,
Gdzie każdy grosz ogląda się wstecz,
I nawet lukier może być dowodem,
Że ktoś chciał więcej, niż trzeba – mieć.
-
A ono leżało, niewinne w swej formie,
Z kremem jak chmura, z cukrem jak śnieg,
Nie znało ustaw, nie znało kontroli,
Nie wiedziało, czym jest budżetu bieg.
-
„To ostatnie” – rzekł ktoś niemal uroczyście,
Jakby ogłaszał zamknięcie lat,
„Od dziś koniec słodkich wydatków –
Niech powiat będzie jak suchy świat.”
-
I cisza zapadła między krzesłami,
Gdzie skrzypiał tylko historii ton,
Aż w końcu jeden – nie patrząc nikomu –
Sięgnął po ciastko. I zjadł je. Sam.
-
Nie było oklasków. Nie było nagany.
Tylko protokół dopisał gdzieś:
„Zamknięto sprawę słodkich zakupów –
Na zawsze… albo do następnych łez.”
-
I krąży legenda po korytarzach,
Wśród szaf pancernych i starych teczek,
O tym, jak skończyła się pewna epoka –
Epoka darmowych ciasteczek.