Widzisz, istnieje jeszcze coó takiego jak zainteresowania, pasja i chęć pracowania w takim zawodzie, który zawiera w sobie tą pasję właśnie. I jeśli jest coś, co naprawdę cię interesuje i chcesz to robić to wybierasz taki kierunek studiów nie patrząc na to czy jest on trudny. Nigdzie nie napisałam, że praca farmaceuty czy stomatologa jest beznadziejna tylko, że w porównaniu z pracą nauczyciela nauczania początkowego jest to praca dużo cięższa a studia trudniejsze niż pedagogiczne. Wyjaśnię jeszcze raz, łopatologicznie, bo widzę, że nie dociera: to, że praca jest ciężka i wyczerpująca nie znaczy, że jest beznadziejna. Bo nawet praca bardzo ciężka i wyczerpująca jeśli robi się to co lubi może być przyjemna i satysfakcjonująca. Ja wykonuję taką pracę i mimo, że czasem wieczorem dosłownie padam z nóg to nie zamieniłabym jej na żadną inną, bo jest to praca, która daje mi i spełnienie i pieniądze.
Jeśli nie rozumiesz różnicy między technikiem a magistrem i uważasz, że zarówno jeden jak i drugi tylko sprzedaje leki to obnażasz jedynie swoją ignorancję. I nie, nie jestem farmaceutą, jedynie wiem na czym polega ta praca. Jak również doskonałe wiem na czym polega praca nauczyciela bo dwie osoby z najbliższej rodziny wykonują ten zawód.
Myślę, że te bzdury wypisują ci, którzy w szkole mieli problemy. Jaś nie chciał się uczyć, więc dzisiaj pan Jan klepie biedę. No i dobrze. W szkole często słyszałam, że wiedza to droga do lepszego życia, więc uczyłam się, chociaż moi znajomi balowali. Dzisiaj ja mam dobre życie, a niektóre moje koleżanki....pożal się Boże. Takimi wypowiedziami pokazujecie, jakimi jesteście Janami. Jeżeli ktoś napisze, że zdobył wykształcenie i nie zawdzięcza to między innymi nauczycielom, to od razu mu powiem: tere fere.
Nie masz racji. Ja w szkole uczyłam się bardzo dobrze, zdobyłam dobre wykształcenie i mam dobrze płatną pracę ale wcale szkoły i nauczycieli nie wspominam jakoś szczególnie miło. Owszem, kilku z nich było wspaniałych, większość przeciętnych i miernych a niektórzy w ogóle nie powinni pracować z młodzieżą.
Dokładnie, wykształcenie zależy od nas, od naszych predyspozycji i od rodziców, którzy albo nas wspierają albo nie. A nauczyciel być musi, jeden lepszy, drugi gorszy, jednak na pewno nic do mojego życia nie wniosła przedszkolanka, pani w 1-3 czy jakaś tam matematyczka. Uczyłam się w domu, dużo pomagali rodzice, ojciec nauczyciel. Dopiero w Lo jeden jedyny nauczyciel, polonista był osobą, którą można było nazwać mądrą. Ok, studia to troszkę inna bajka ale jak wiemy tam już nie uczą zwykli nauczyciele. Troszkę przeceniasz się trusia. Dobrze, żeby dzisiejszy nauczyciel w nauce nie przeszkadzał. Mam córkę w gimnazjum i nie będę nic złego mówiła na jej dzisiejszych nauczycieli, jednak w podstawówce polonistka pisała na tablicy "rzeński" a jak dzieciaki się śmiały to wpadała w furię. Nauczyciel w 1-3 nie potrafił "skomplikowanego "zadania rozwiązać a jak sięwydało, że dzieciaki to potrafią to się zielenił z nerwów i wyzywał. O życzeniu śmierci, szarpaniu, poniżaniu dzieci nie wspomnę, ale to nazwisko kiedyś tu padnie.
I troszkę pokory życzę. Pomyśl kim przy Tobie jest lekarz? Może troszkę przejrzyj na oczka i zastanów się jakie studia są najtrudniejsze zamiast się przechwalać i podśmiewać z koleżanek. Ale do strajków będziesz pierwsza. To chyba hipokryzja... Znasz znaczenie tego słowa?
Dam Wam dobrą radę. Nie Wysyłajcie dzieci do szkoły. Bo Ci nie douczeni nauczyciele i tak Waszym dzieciom nie pomogą. Uczcie ich sami, bo o przecież dzięki Wam się wszystkiego uczą . bo jak to się dzieje,że wszystkich uczy ten sam nauczyciel a jeden uczeń ledwo ciagnie ,a drugi zostaje lekarzem prawnikiem. To na pewno nie zasługa tępego nauczyciela.Bo on tępy a jego uczeń studiuje na trudnych studiach? Jak to wytłumaczyć?To na pewno tylko Wasza zasługa drodzy rodzice.
A co do nauki na różnych etapach. To trudno ,żeby nauczyciel przygotowany do nauki chemii czy matematyki uczył małe dzieci. Bo do małych trzeba dotrzeć trochę innymi metodami niż do starszego ucznia.Uczyć go podstaw , tego co będzie procentować na poszczególnych etapach, i wcale nie tak prosto , jak Wam się wydaje,że wystarczy znać litery i matematykę do 10. Nie oceniajcie trudności pracy na różnych etapach,że z małymi dziećmi to łatwa praca a z dużymi trudna.Dla małych dzieci trzeba być nie tylko nauczycielem, ale również opiekunem. A starszym przekazać wiedzę z danego przedmiotu,i uważać, żeby czymś pana ucznia nie urazić, i oczywiście nie mieć pretensji za bezczelne (nie raz) odzywki. Bo to przecież pan uczeń.Trzeba uważać, żeby zechciał łaskawie do szkoły uczęszczać.
Moim zadaniem dzisiaj 70% pracy z dzieckiem w wieku 7-9 lat wykonują rodzice w domu. W szkole mam wrażenie nauczyciele i dzieci zajmują się nie tym co trzeba tylko jakimiś bzdurami typu przedstawienia, jasełka, próby do tego, do tamtego, a to rekolekcje a to występy a to konkursy...panie nauczycielki ścigają się między sobą, koncentrują na konkursach, które w większości nic nie wnoszą ale można je potem dopisać sobie do awansu zamiast poświęcić czas i energię na rzeczywiste nauczanie wszystkich uczniów, a zwłaszcza tych słabszych.
Mimo, że zgadzam się z pierwszą częścią twojej wypowiedzi to jednak co do występów, jasełek itd jestem za. Wiele dzieci ma naprawdę talent i takie zajęcia pomagają im i rodzicom przekonać się o tym.
Jeśli próby odbywają się kosztem lekcji to nie jest dobrze. To nie przedstawienia i konkursy na najładniejszą pisankę, kolędę czy wierszyk o wiośnie są najważniejsze.
Ale dają coś dzieciom. Ja jestem za. Sama pluję tu na nauczycieli, ponieważ zbyt wiele koszmarów w tym zawodzie widziałam, dziś dzieci o swoich nauczycielkach mówią bardzo dobrze (oczywiście nie o wszystkich) a młodsza uwielbia występy i bardzo sobie cenię zaangażowanie tej nauczycielki. Byle jaki n-l nic nie przygotuje, jeszcze rok temu młodsza córka miała nauczycielkę, której nic się nie chciało poza wyżywaniem się na dzieciach a dziś próby po lekcjach i tu chyba nauczyciel poświęca swój czas a moje dziecko szczęsliwe i nie tylko moje. Dzieciaki lubią śpiewać, recytować, może nie wszystkie, jednak fajnie, że są chętni do tego nauczyciele. Nie siedzą na forum i nie narzekają, nie wywyższają się i nie straszą sądami a robią coś dla dzieci i mają szacunek dzieciaków i rodziców. Jeśli mają coś z tego dla siebie to bardzo się cieszę.
Szukasz na siłę dziury w całym.
Inteligencja dziecka nie jest zasługą rodzica. Geny... Mówi ci to coś? Zdolne dziecko + mądrzy rodzice to cały sukces. Niestety dzieci zdolnych mniej nić tych słabszych i tu mógłby się popisać nauczyciel... Jednak łatwo sobie przypisać zasługi rodzica, dobre geny niż przyznać się, że nic się nie zrobiło, żeby ten słabszy cokolwiek się nauczył. A praca w 1-3 wymaga tylko podejścia do dziecka, wiedzy żadnej nie potrzeba. Zresztą dzieci idące do szkoły już umieją pisać, czytać i wystarczy ich tylko nie zniechęcić do nauki.
Inteligencja dziecka nie jest zasługą nauczyciela...tak miało być i każdy na pewno to wie.
Droga Miss.
Skoro tak zazdrościsz nauczycielom tej "ogromnej" kasy którą zarabiają - to po prostu zostań nauczycielem i dostąpisz w ten sposób tej "gigantycznej fortuny" za nicnierobienie. Kto ci broni zostać nauczycielem ???? Kto ???
A jak już zostaniesz tym nauczycielem , popracujesz w zawodzie , dostąpisz tej fortuny (2 800 zł do ręki!!!) - t o wtedy przyjdź na to forum i podziel się z nami swoim szczęściem.
Od razu cię uprzedzam ,że nauczyciel nie pracuje tylko w szkole ale również w domu gdzie musi przygotować lekcje na kolejne dni , sprawdzać klasówki.
Zostań nauczycielem do zobaczysz jaki to "łatwy chleb".
My Polacy jesteśmy od 25 lat upodlani i upokarzani . Złodzieje i aferzyści zgarniają fortunę a uczciwi ludzie klepią biedę. Nie mają pracy , a jak mają pracę do otrzymują jakieś ochłapy. Człowiek upodlony biedą ,brakiem pracy , widzi te 2 800 zł jako fortunę. Po prostu wielka kasa !!!! A tak naprawdę co to jest te 2 800,0 do ręki??? Jak utrzymać kilkuosobową rodzinę za te "gigantyczne " pieniądze ???
Miss. Ucz się pilnie. Zostań nauczycielem i zarabiaj krocie.
Aha. Sam nie jestem nauczycielem ale mam w rodzinie nauczycielki , i widzę jak wiele czasu muszą poświęcać w domu na przygotowanie kolejnych lekcji w szkole. Twój wątek świadczy tylko o twojej niewiedzy i ignorancji.
Raczej za te 2 800 nie da się utrzymać rodziny, ale dzieci ma się wspólne z mężem/żoną więc dwa razy 2 800 i jest git. Ja mam w rodzinie pedagoga i chyba dzięki niej wszystkich mierzę tą samą miarą. Cała rodzina ma ubaw jak spotykamy się z "mądrym pedagogiem" i naprawdę nie ma o czym porozmawiać. Głupotą powala, własnego dziecka nie potrafi wychować ale najmądrzejsza w swoim mniemaniu. Co do przygotowywania się do lekcji to nie przesadzałabym. Jak się wróci o 12 do domu czasem o 14 ale i po 10 się zdarzy to i tak z tym przygotowaniem wychodzi trochę więcej niż pół etatu. Mogłabym wypisać kilka anegdot na temat zachowań naszej wykształconej kuzynki, ale i tak nikt by nie uwierzył, że piszę prawdę albo, że ktoś taki uczy dzieci. Dodam, że pedagogikę wybrała z braku laku, na inne studia się nie dostała a na pedagogikę się udało i nauka lekko szła nawet jej, choć w LO miała wiecznie problemy. Zresztą angielskiego nie udało jej się nauczyć a opłacała drogie kursy, wiele lat nauki w szkole i nic. Taka zdolna pani nauczycielka.
Szacunek nauczycielowi się należy,jak każdemu innemu człowiekowi. Pytanie tylko, czy powinno się być jakoś szczególnie wdzięcznym nauczycielowi, że uczy dzieci. Przecież jego praca polega właśnie na nauczaniu. Za to bierze pieniądze. My podatnicy oczekujemy, żeby nauczyciel dobrze wykonał swoją pracę, żeby się starał i miał wyniki. Za to go rozliczamy. Czy jest w tym oczekiwaniu coś dziwnego?
Dokładnie, ale w pl nikt nie wymaga szacunku tak jak n-l. Czyżby jakieś kompleksy mieli i tak wołają o szacunek.
Słyszałeś nauczyciela jak to mowisz źądającego szacunku? Bo ja nie. Robią swoje jak wszywcy, a więc o co chodzi z tymi nauczyc8elami?