Jest godzina ok. 15:40 przejście dla pieszych z wąskiej uliczki na Rynek. Na pasy nagle przed jadące samochody wjeżdża mała ok. 6 letnia dziewczynka, a za nią w odległości kilku metrów przechodzi dwoje młodych ludzi, kobieta jest pewnie matką, która zaczyna wrzeszczeć na dziecko "co robisz itp....... . Krzyczy bardzo głośno jeszcze przez kilkadziesiąt metrów. Dziewczynka odpowiada "nie krzycz na mnie". Zatrzymuje się na rowerze a matka dalej krzyczy pochylona nad nią. Dziewczynka zakrywa sobie buzię rączkami. Po chwili kontynuują podróż. Mężczyzna pozostaje raczej bierny w całej sytuacji. Gdyby dziecko zostało uderzone, na pewno moja reakcja byłaby zdecydowana. Sytuacja działa się w pewnej odległości ode mnie.
Po pierwsze nie wolno wjeżdżać na pasy rowerem, po drugie dziecko na pasach powinno przechodzić z osoba dorosłą. Tak małe dziecko nie musi o tym wiedzieć, bo obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa spoczywa bezwzględnie na rodzicu. Matka powinna odpowiednio wcześniej zatrzymać dziecko i pomóc mu przejść. To kwalifikowało się do mandatu dla matki. Dobrze, że nie stało się nic tragicznego, bo niewiele brakowało. Kuriozalnie wina i kara została przeniesiona na dziewczynkę przez jej matkę.
Obserwacja dzisiejszych młodych matek zmusza mnie do takiego wniosku, że kiedyś matki w stosunku do swoich dzieci były bardziej opiekuńcze, wrażliwe a przede wszystkim poświęcały im więcej czasu i były mniej skoncentrowane na swoim wizerunku. Teraz na spacerze matka zajęta jest "nadawaniem" przez telefon, albo paplaniem o niczym z koleżanką a dziecko zostawia samo sobie.
Przykład z weekendu w parku. Rodzice siadają na ławce okrakiem do siebie. Po środku stawiają puszki z piwem i popijają gaworząc sobie. Chłopiec ok. siedmioletni snuje się pomiędzy urządzeniami do ćwiczeń, ale z niektórymi nie umie sobie poradzić i wyraźnie nudzi się. Mamusia zagrzewa dziecko słowami "nooo ruchy, ruchy ..", zamiast ruszyć 4 litery i spędzić trochę czasu aktywnie, ćwicząc razem z dzieckiem.
Jest taka zasada, która dotyczy każdej sfery życia człowieka, a mianowicie im większa praca, tym większy sukces.
Aż się boję jaki sukces wychowawczy osiągną rodzice, traktując w ten sposób swoje dzieci.
Niestety skutki wychowawczej nieudolności będą dotkliwie odczuwać ich dzieci i to jest najbardziej niesprawiedliwe.
Kochajmy swoje dzieci - mądrze, one tego najbardziej potrzebują na świecie. To takie oczywiste.
Ale to była patologia. Czemu od nich wymagasz, czego nie znają? Rodzice dali im wrzask i wściekłość, gdzie się mieli nauczyć miłości?
Dla Ciebie to oczywiste, bo albo się obudziłaś (w pozytywnym znaczeniu to rozumiej), albo miałaś kochających rodziców.
Zewnętrznie na patologię nie wyglądali. To jest najbardziej smutne, że często ludzie na pozór normalni zachowują się nienormalnie.
Mentalnie patologia. Brak właściwych wzorców zachowań, a w miejsce nich "wgrany" jakiś chory wzór. Patologia w jednym ze znaczeń to po prostu nieprawidłowość. Nie sądź po odzieniu. Ja np. wyglądam jak menel, a jestem jednym z inteligentniejszych ludzi globu.
Święte słowa, ale czy do takiej bezmyślnej mamuśki te słowa coś znaczą?
Idziemy w ślady zachodu gdzie dzieci się hoduje a nie wychowuje,uczy i kocha.Mam znajomych Niemców którzy będąc w Polsce na śląsku koło domu rodzinnego nie odwiedzili rodziców tylko dla tego że nie byli umówieni i zapowiedziani,swoje potrzeby załatwili na Cpn-ie a do rodziców nie weszli -dla nich to coś normalnego,dla mnie nie zrozumiałe.Dziecko opuszczając dom rodzinny staje się jakby obce.Każdy żyje sobie,więzi rodzinne są coraz słabsze,dochodzi niedojrzałość emocjonalna,rywalizacja a uczyć typowo ludzkich coraz mniej.Skoro dzieci maja takie wzorce jaj w/w mama,to nie ma się czemu dziwić że pózniej takie zachowania się potęgują.
Zgadza się 09:11 liczy się kurtuazja, konwenanse a nie potrzeba serca. Jej po prostu nie ma.
Gdyby dziecku coś się stało matka odpowiadałaby karnie.
Skóra mi cierpnie, kiedy widzę matkę z biegnącym kilkadziesiąt metrów przed nią małym dzieckiem chodnikiem przy ruchliwej jezdni. To częsty widok. Dziecko w każdej chwili może wtargnąć na jezdnię i matka nie zdąży zareagować, bo jest zbyt daleko.
Mnie zadziwiają matki z dziećmi w wózku. Staje taka paniusia przed przejściem dla pieszych na chodniku, a wózek już na jezdni i zaczyna się rozglądać czy samochody nie jadą.
Ogólnie to się zgadzam. Mam tylko jedno pytanie. Na jakiej podstawie prawnej sytuacja kwalifikuje się pod mandat dla matki? Według polskiego prawa nie ma możliwości karania osób za przestępstwa i wykroczenia popełnione przez inne osoby (i nie ma tu znaczenia wiek).
To bardzo proste 09:50. Owszem jest podstawa prawna, bo dziecko w wieku 6 lat nie może poruszać się w świetle prawa rodzinnego bez nadzoru rodziców lub prawnych opiekunów lub innych uprawnionych przez nich osób dorosłych poza domem.
W tym przypadku właściwego nadzoru zabrakło i złamano przepisy ruchu dla rowerów.
Poza tym istniało bezpośrednie, realne zagrożenie dla zdrowia i życia dziecka, jak również innych użytkowników ruchu kołowego.
ale przepisy mówią też , że dziecko na rowerze traktowane jest jako pieszy i wolno mu przejeżdżać na pasach. oczywiście mamusia wykazała się ogromną nieodpowiedzialnościa!!
Dziecko na rowerze na dodatkowych kółkach czyli maluszek.
ale w przepisie wyraźnie pisze "KTO" więc nie można ukarać drugiej osoby,opiekuna:)
Tak samo jak za jazdę bez fotelika nie karze się dziecka tylko rodzica, czy osobę z którą dziecko podróżuje.