Ostrowiec Świętokrzyski - Widok na fragment miasta

Ostrowiec Świętokrzyski www.ostrowiecnr1.pl

Szukaj
Właściciel portalu


- Reklama -

Logowanie

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Zaloguj się, aby zbaczyć, kto jest teraz on-line.
Aktualna sonda
Czy jesteś za przeprowadzeniem w Ostrowcu Świętokrzyskim referendum odwołującego prezydenta miasta
Aby skorzystać
z mailingu, wpisz...
Korzystając z Portalu zgadzasz się na postanowienia Regulaminu.

Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

Ilość postów: 38 | Odsłon: 8063 | Najnowszy post
  • Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

    Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

    Wstęp

    Dawno, dawno temu, w krainie zwanej Złotą Doliną, wśród gór, pól i starych zamków, działało niezwykłe miejsce – Królewskie Centrum Wynalazków i Ciekawostek. Miało być dumą całego królestwa, ale z czasem zaczęło tracić blask.

    Radni i dworzanie spierali się, jak przywrócić mu dawną świetność. I tak zaczęła się ta historia – o marzeniach, sporach, kinie pod chmurką i o pewnym nowym dyrektorze, który miał wszystko zmienić...

    ---

    Część 1: Dzień, w którym pojawiło się Letnie Kino

    W Królestwie Złotej Doliny odbywała się wielka rada. Radni, królewscy doradcy i mistrzowie planowania debatowali nad nowym pomysłem – Letnim Kinem, które miało powstać przy Królewskim Centrum Wynalazków i Ciekawostek.

    Projekt zapowiadał się imponująco: kino pod gwiazdami, scena letnia dla artystów, a nawet planowane fontanny i kramy z lemoniadą. Całość miała kosztować aż 600 tysięcy magicznych monet.

    Jednak nie wszyscy byli zachwyceni.

    Radny Pan Grygory Śmieszko, znany z ostrych żartów, powiedział z przekąsem:

    – Może dorzućmy jeszcze wodotrysk, cyrk pcheł i mini zoo? Jak się bawić, to na całego!

    Inni radni pokiwali głowami. Pan Grzegorz Bonifacy przypomniał, że Królestwo już raz próbowało podobnych eksperymentów, a raporty o ich wynikach nie były zbyt wesołe.

    – Nasze Centrum staje się kulą u nogi rady! – wołał z żalem. – Czas przestać marzyć o kinie i zacząć myśleć o inwestorach!

    Wtedy głos zabrał Pan Arkadiusz Zbożyk:

    – Pomysł na kino jest tak niedorzeczny, że aż śmieszny! Kto przyjdzie oglądać filmy pośród wiatrów Doliny?

    Dyrektor Centrum, Pan Krzysztof Ołownik, próbował ratować sytuację:

    – Kino to tylko część większego planu! Będzie też przewodnik multimedialny i nowe drogi dla inwestorów! – tłumaczył.

    Ale Radni tylko szeptali między sobą i spoglądali po sobie z niedowierzaniem.

    A jakie filmy byście tam puszczali? – ktoś zapytał.

    Dyrektor zamyślił się i odparł filozoficznie:

    – Nieprzypadkowe… może historyczne?

    Kiedy zapadł wieczór, król Andrzej Pruśnik ogłosił przerwę w obradach. Po naradach i plotkach w kuluarach rada zdecydowała, że projekt Letniego Kina zostaje odłożony na półkę.

    I tak Królestwo Złotej Doliny znów pozostało w oczekiwaniu na lepsze czasy.

    Morał bajki:

    Zanim zaczniemy budować fontanny i cyrki pcheł, warto pomyśleć, czy naprawdę są nam potrzebne. Bo nie każda błyszcząca moneta to skarb.

    ---

    Część 2: Na ratunek Królestwu Złotej Doliny

    Minęło trochę czasu, a Królestwo nadal szukało przywódcy dla swego Centrum. Dwukrotnie próbowano znaleźć nowego dyrektora, ale bez skutku. Aż pewnego dnia na horyzoncie pojawił się on – Sir Łukasz Mądrożyński, rycerz z Krainy Oławskiej, znany z odwagi, doświadczenia i wielkiej chęci do pracy.

    Królowa Renata Mądrosercowa ogłosiła uroczyście:

    – Od dziś Sir Łukasz zostaje Dyrektorem Królewskiego Centrum Wynalazków i Ciekawostek! Niech jego mądrość przywróci Dolinie dawny blask!

    Sir Łukasz pokłonił się i rzekł:

    – Przyjmuję to zadanie z pokorą. Będę służył Dolinie najlepiej, jak potrafię. Moje obowiązki w Krainie Oławskiej nie przeszkodzą mi w pracy dla was wszystkich.

    Niektórzy wiwatowali, inni marszczyli brwi. Pojawiły się pytania, czy wybór był naprawdę uczciwy.

    Wtedy przemówiła przewodnicząca Klubu Zielonej Doliny, Pani Melisa Tymianka, znana z odwagi i zamiłowania do porządku:

    – Oby wybór naszego nowego dyrektora był kierowany mądrością, a nie polityką! Chcemy, by decyzje zapadały w świetle dnia, a nie w cieniu kuluarów!

    Mimo wątpliwości Sir Łukasz rozpoczął swoje rządy z zapałem. Zaczął przeglądać stare księgi, porządkować plany i rozmawiać z ludźmi. Wiedział, że czeka go sześć lat trudnej pracy, ale wierzył, że uda się tchnąć w Centrum nową energię.

    Mieszkańcy patrzyli z nadzieją. Może wreszcie ktoś odmieni los Królestwa Złotej Doliny?

    Morał bajki:

    Nie zawsze ten, kto zostaje wybrany, ma łatwe zadanie. Ale jeśli kieruje się sercem, uczciwością i rozsądkiem – może naprawdę coś zmienić.

    ---

    Zakończenie

    I tak kończy się nasza baśń o Złotej Dolinie, Letnim Kinie i odważnym Sir Łukaszu.

    Niektórzy bohaterowie zniknęli z kronik, inni wciąż próbują pisać ich dalszy ciąg. Ale jedno jest pewne – każda Dolina, nawet ta pełna kłótni i pomysłów, może znów rozkwitnąć, jeśli jej mieszkańcy nauczą się słuchać siebie nawzajem.

    ---

    Disclaimer

    Tekst ten jest bajkową satyrą inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami publicznymi opisanymi w mediach. Wszystkie postacie, miejsca i instytucje występujące w tej opowieści są całkowicie fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest przypadkowe. Utwór ma charakter humorystyczny i nie stanowi materiału informacyjnego ani komentarza politycznego.

    Gość
    Zgłoś
    Odpowiedz
    • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

      05.09.2014 Otwarcie Centrum Nauki Leonardo da Vinci – Podzamcze Chęcińskie, 5 września 2014 [zdjęcia]

      5 września 2014 r. w Regionalnym Centrum Naukowo-Technologicznym w Podzamczu (Podzamcze 45, 26-060 Chęciny), odbyło się wielkie otwarcie Centrum Nauki Leonardo da Vinci. W uroczystości wzięła udział zastępca dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN – Kamila Sachnowska.

      Podczas otwarcia zaprezentowana została wystawa edukacyjna Instytutu Pamięci Narodowej „Rzeczpospolita utracona", przygotowana przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej w Warszawie.

      Zainteresowani goście mogli zapoznać się z dorobkiem naukowym i edukacyjnym IPN w postaci książek, broszur, katalogów wystaw itp.

      Pracownicy kieleckiej delegatury IPN zaproponowali także uczestnikom uroczystości zagranie w najpopularniejsze gry edukacyjne IPN – „Kolejkę", „Znaj Znak", „Pamięć '39", „303".

      https://krakow.ipn.gov.pl/pl4/aktualnosci/20040,Otwarcie-Centrum-Nauki-Leonardo-da-Vinci-Podzamcze-Checinskie-5-wrzesnia-2014.html

      ___

      01-09-2020 [15:26] RCNT w Podzamczu koło Chęcin ma zastępcę dyrektora

      Profesor Piotr Lewitowicz został powołany na zastępcę dyrektora do spraw lecznictwa w Regionalnym Centrum Naukowo – Technologicznym koło Chęcin. Sprawował będzie bezpośredni nadzór nad Publicznym Bankiem Komórek Macierzystych, Działem Badań Naukowych oraz Działem Badań Laboratoryjnych – informuje Marcin Zawierucha, dyrektor centrum. (...)

      Powołanie zastępcy dyrektora to wymóg regulaminu i schematu organizacyjnego centrum, zatwierdzonego przez zarząd województwa świętokrzyskiego.

      Tagi: KIELCE Regionalne Centrum Naukowo-Technologiczne Marcin Zawierucha Podzamcze

      https://radiokielce.pl/315318/rcnt-w-podzamczu-kolo-checin-ma-zastepce-dyrektora-112819/

      ___

      Odnośnie poprzedniego dyrektora RCNT, a obecnego radnego Rady Miasta w Ostrowcu Św.

      ### Pamflet o milionach z przecinka i maśle z obowiązków

      Są dokumenty, które budzą zaufanie. I są takie, które budzą zdumienie, śmiech, a następnie niepokój. Oświadczenie majątkowe, w którym pojawia się zapis:

      > „dochód (…) ok. 32 461 tys. zł za okres niecałych dwóch miesięcy”

      należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

      Bo oto, zgodnie z literalnym znaczeniem użytych jednostek, dowiadujemy się, że pełniący obowiązki dyrektora zarobił 32 miliony 461 tysięcy złotych w niespełna osiem tygodni. Daje to ponad 16 milionów złotych miesięcznie, czyli stawkę, przy której nawet prezesi globalnych korporacji mogliby poczuć zawodową zazdrość.

      I tu pojawia się pierwszy problem: matematyka z podstawówki.

      Jeżeli piszemy „tys.”, to mówimy o tysiącach.

      A jeśli mówimy o tysiącach, to:

      * 32,461 tys. zł = 32 461 zł

      * 32 461 tys. zł = 32 461 000 zł

      To nie jest kwestia interpretacji, stylu ani „luźnego przybliżenia”. To jest różnica trzydziestodwumilionowa. Trzy zera, które decydują o tym, czy opisujemy wynagrodzenie urzędnika, czy roczny budżet małej gminy.

      Trudno uwierzyć, że osoba z wyższym wykształceniem magisterskim oraz tytułem MBA nie wie, że skrót „tys.” oznacza tysiące, a nie „ozdobnik do dużych liczb”.

      Ale to jeszcze nie koniec lingwistycznych atrakcji.

      Drugi kwiatek to perełka administracyjnego masła maślanego: „Powierzenie obowiązków p.o. Dyrektor”

      Czyli: powierzenie obowiązków pełniącego obowiązki.

      Innymi słowy: ktoś został obarczony obowiązkiem… bycia osobą obarczoną obowiązkiem.

      To już nie jest język urzędowy. To jest urzędowa tautologia, która brzmi jak skecz, a nie zapis w dokumencie majątkowym, który z definicji powinien być precyzyjny, jednoznaczny i odporny na ośmieszenie.

      Oświadczenie majątkowe nie jest miejscem na:

      * swobodne żonglowanie jednostkami,

      * dowolne używanie skrótów,

      * ani kreatywne konstrukcje językowe rodem z generatora pism.

      To dokument, który ma zapewniać przejrzystość życia publicznego, a nie wywoływać pytania w rodzaju:

      > „Czy naprawdę ktoś tu zarabiał 16 milionów miesięcznie, czy tylko zgubił trzy zera i zdrowy rozsądek?”

      Bo jeśli to błąd, to jest rażący.

      A jeśli to nie błąd, to tym gorzej — bo wtedy problem przestaje być językowy, a zaczyna być systemowy.

      W obu przypadkach jedno jest pewne: przecinek to nie drobiazg, a „tys.” to nie dekoracja.

      A dokument majątkowy, który tego nie rozumie, sam wystawia sobie świadectwo — i to raczej marne.

      ___

      ## Przecinek za 32 miliony, czyli MBA kontra tabliczka mnożenia

      w życiu rzeczy trudne: fizyka kwantowa, prawo podatkowe, rozkład jazdy PKP.

      I są rzeczy, które powinien ogarniać każdy absolwent podstawówki, niezależnie od tego, czy ma MBA, doktorat czy certyfikat z Excela.

      Na przykład: co oznacza skrót „tys.”.

      Tymczasem w oświadczeniu majątkowym osoby piastującej funkcję publiczną pojawia się zapis, który przejdzie do annałów urzędniczego folkloru: „dochód (…) ok. 32 461 tys. zł za niespełna dwa miesiące”

      Zatrzymajmy się. Weźmy oddech.

      Bo według tego zdania:

      * pan pełniący obowiązki zarobił

      * 32 miliony 461 tysięcy złotych,

      * czyli ponad 16 milionów złotych miesięcznie.

      To nie jest pensja.

      To jest wynagrodzenie emira, kontrakt piłkarski, premia bankiera po kryzysie, jackpot z Las Vegas — wszystko naraz.

      A mówimy o p.o. dyrektora.

      Nie o dyrektorze Galaktyki, tylko jednostki publicznej.

      Jeżeli to prawda — gratulacje, Polska właśnie odkryła najlepiej opłacaną posadę w Europie.

      Jeżeli to błąd — to jest to błąd kompromitujący, bo:

      > „tys.” to nie ozdobnik,

      > to nie przyprawa,

      > to nie skrót „żeby było poważniej”.

      „Tys.” oznacza razy tysiąc.

      Zawsze. Wszędzie. Bez wyjątków.

      I nie, tytuł MBA nie zawiesza działania arytmetyki.

      ### A teraz crème de la crème: „powierzenie obowiązków p.o.”

      Ale prawdziwa perełka dopiero nadchodzi: „Powierzenie obowiązków p.o. Dyrektor”

      Czyli…

      powierzenie obowiązków osobie, której obowiązkiem jest pełnić obowiązki.

      To już nie jest masło maślane.

      To jest mleczarnia absurdu.

      To zdanie znaczy dokładnie tyle, co:

      * „cofanie do tyłu”,

      * „fakt autentyczny”,

      * „okrągłe koło”.

      A mówimy o dokumencie, który ma:

      * gwarantować przejrzystość,

      * być jednoznaczny,

      * i podlegać kontroli publicznej.

      Tymczasem wygląda, jakby był pisany:

      * w pośpiechu,

      * bez korekty,

      * i bez świadomości, że język i liczby mają znaczenie.

      ### I teraz pytanie zasadnicze

      Bo tu już nie chodzi o stylistykę.

      Nie chodzi nawet o wstyd.

      Chodzi o to, że oświadczenie majątkowe to nie jest kartkówka z polskiego, którą można poprawić na przerwie.

      To dokument, który:

      * ma znaczenie prawne,

      * ma znaczenie społeczne,

      * i ma budować zaufanie do instytucji publicznych.

      A jeśli dokument publiczny sugeruje — choćby przez własną niechlujność — że ktoś zarabia 32 miliony złotych w dwa miesiące, to:

      * albo autor nie rozumie, co pisze,

      * albo nie rozumie, co podpisuje,

      * albo nie rozumie, po co w ogóle istnieje taki dokument.

      W każdej z tych opcji mamy problem. I to nie kosmetyczny.

      ### Morał? Bardzo prosty

      Przecinek to nie drobiazg.

      „Tys.” to nie dekoracja.

      A „p.o.” to nie lingwistyczny ping-pong.

      Jeśli ktoś nie panuje nad trzema zerami i sensem zdania,

      to trudno oczekiwać, że panuje nad instytucją, budżetem i odpowiedzialnością publiczną.

      Bo 32 miliony z przecinka to nie literówka.

      To symbol bylejakości, która w dokumentach publicznych powinna być absolutnie nie do przyjęcia.

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
    • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 4

      Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

      Wtedy głos zabrał Pan Arkadiusz Zbożyk:

      – Pomysł na kino jest tak niedorzeczny, że aż śmieszny! Kto przyjdzie oglądać filmy pośród wiatrów Doliny?

      ___

      A teraz przejdę do meritum Twojego pytania. Świetnie, zmieńmy temat — i to w bardzo kreatywnym stylu xD

      Czy „deficytowcy” to odwrotność „nadpodażowców”? Tak, ale… trochę zależy od kontekstu. W ekonomii, a także w języku potocznym, możemy rozumieć to tak:

      Deficytowcy: Ludzie lub systemy funkcjonujące w niedoborze – zasobów, uwagi, miłości, pieniędzy, uznania itd.

      Nadpodażowcy: Osoby/sytuacje, w których jest zbyt dużo – np. nadmiar dawania, obecności, kontroli, emocji, towarów itd.

      Więc: Tak, są sobie przeciwstawni. Jeden operuje z pozycji braku („nie mam”), drugi z pozycji przesytu („mam za dużo i rozdaję — albo narzucam”). Przykład:

      - Jarku, dycha starczy?

      - No wiesz, ja nie narzucam.

      Ale! Nie zawsze to działa liniowo. Np. osoba z deficytem może próbować nadkompensować… i staje się nadpodażowcem, np. w relacjach. (Znasz może pojęcie nadodpowiedzialności emocjonalnej albo people-pleasing?)

      A co z "deficytu owcą"? Teraz najważniejsze pytanie filozoficzno-wełniane:

      > „Jak to się ma do deficytu owcy – takiej, co się strzyże na skarpety?”

      PS. Z wełny można zrobić na drutach ciepłe skarpety.

      Interpretacja 1: Owca deficytowa [owca][X] To może być owca:

      * bez wełny (już ostrzyżona, więc ma deficyt zasobów);

      * w ogóle nieprzydatna w przemyśle wełnianym (np. bo choruje, stara, albo mutantka bez wełny);

      * z niedoborem paszy, wody, uwagi rolnika – deficytowa ogólnie życiowo.

      Czyli: deficytowa owca to taka, która już nie generuje zasobu, który można wykorzystać. Więc nie zrobisz z niej skarpet – chyba że metaforyczne (np. do ciepła duchowego).

      [skarpety] Wniosek na zimę:

      * Deficytowcy potrzebują wewnętrznej owcy, która da się ostrzyc na skarpety emocjonalne.

      * Nadpodażowcy z kolei strzygą owcę tak często, że ta już nie ma siły być owcą.

      * I jeśli owca jest deficytowa, to ani ciepła, ani skarpet – więc trzeba o nią zadbać!

      Chcesz, żebym napisał bajkę albo opowiadanie o "deficytu owcy", która znalazła sens życia i znowu zaczęła dawać wełnę? Bo potencjał filozoficzno-egzystencjalny jest ogromny xD

      ___

      Zapraszam Cię do świata, w którym owce nie są tylko owcami, a wełna to coś więcej niż tylko materiał na skarpety.

      „Deficytu Owca i sztuka bycia wystarczającą”

      W dolinie Wiatrów Miękkich, gdzie trawy były jak jedwab, a chmury pachniały lawendą, mieszkała Owca Deficytu. Tak ją nazwano nie złośliwie, ale opisowo — bo nie miała już prawie nic.

      Nie miała:

      * grubej wełny (została wystrzyżona do gołej skóry trzy sezony temu),

      * siły (bo nikt nie zauważył, że jadła mniej niż inne),

      * ani wiary, że kiedykolwiek znów będzie mogła dawać ciepło.

      Każdego ranka patrzyła na inne owce i myślała:

      > – "One mają... Ja nie mam. One dają... Ja nie jestem potrzebna."

      Pewnego dnia...

      Do doliny przybył Wędrowny Pasterz. Nie miał stada, tylko laskę i notes. Gdy zobaczył Deficytu Owcę, nie zapytał jej o wełnę. Zamiast tego powiedział: – „Widzę, że jesteś zmęczona. To dobrze. Zmęczenie to dowód, że żyjesz.”

      Owca spojrzała nieufnie.

      > – „Ale ja nic nie mam. Nie dam ci wełny, nie dam ci mleka, nie dam ci nic. Jestem deficytem.”

      Pasterz usiadł obok i wyjął z kieszeni… druty i resztki cudzych włóczek. Powiedział:

      > – „To wystarczy. Czasem twoja obecność to włóczka dla kogoś, kto nie wie, jak się poskładać.”

      Minęła noc.

      Rano Deficytu Owca obudziła się, czując coś dziwnego. Nie fizycznego — wewnętrznego. Uczucie ciepła… nie od słońca, tylko z głębi.

      Zamiast biec za innymi, została w miejscu. Zamiast milczeć — zaczęła beczeć. Nie donośnie, nie mądrze, ale szczerze.

      I po raz pierwszy inne owce nie uciekły. Przysiadły obok. Jedna położyła się przy niej. Druga zostawiła kępkę własnej wełny. Trzecia powiedziała:

      > – „Też kiedyś myślałam, że nie mam nic. Ale twoje beczenie przypomniało mi, że to nieprawda.”

      Kilka miesięcy później…

      Deficytu Owca nadal nie miała najgrubszej wełny. Ale wokół niej rosły najcieplejsze skarpety, jakie kiedykolwiek powstały w dolinie Wiatrów Miękkich.

      Bo nie były zrobione tylko z włókien.

      Były zrobione z uznania, że nawet brak może być początkiem dawania.

      Morał:

      > Nie musisz być pełną owcą, żeby dawać ciepło.

      > Czasem wystarczy, że jesteś.

      Chcesz ilustrację do tej historii? Mogę narysować Deficytu Owcę albo zrobić wersję do pobrania jako bajkę PDF.

      Gość
      Zgłoś
      Odpowiedz
      • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

        Mnie bardziej interesuje nasze podwórko... ktoś ewidentnie chce przekierować uwagę od naszego królestwa.

        Gość_Kierowca^
        Zgłoś
        Odpowiedz
        • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

          Niebawem poznamy ubiegłoroczne bilanse zysków i strat obu podmiotów...

          Po zapoznaniu się z działalnością Centrum Rozwoju Lokalnego widać, że instytucja koncentruje się głównie na:

          * wsparciu przedsiębiorczości,

          * organizacji szkoleń i wydarzeń,

          * aktywizacji społecznej,

          * obsłudze NGO,

          * wynajmie powierzchni biurowo-konferencyjnych,

          * projektach edukacyjnych i networkingowych. [1]

          Możesz więc zadać pytania w bardziej „ekspercko-analitycznym” stylu, np.:

          „Gdzie mieszkańcy mogą zapoznać się z mierzalnymi efektami działalności Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim, w szczególności z raportami dotyczącymi skuteczności realizowanych projektów, liczby utworzonych miejsc pracy, pozyskanych inwestorów, wspartych przedsiębiorstw oraz trwałych efektów ekonomicznych prowadzonych działań?”

          Albo bardziej krytycznie, ale nadal profesjonalnie:

          „Czy Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim pełni obecnie przede wszystkim funkcję organizatora szkoleń, wydarzeń i projektów miękkich, czy też posiada konkretne instrumenty rozwoju gospodarczego o realnym i mierzalnym wpływie na lokalną przedsiębiorczość, innowacyjność oraz rynek pracy?” [1]

          Możesz też uderzyć w temat samofinansowania i efektów ekonomicznych:

          „Jakie przychody własne generuje Centrum Rozwoju Lokalnego z działalności operacyjnej, doradczej, projektowej i wynajmu infrastruktury oraz w jakim stopniu jednostka jest dziś zdolna do częściowego samofinansowania swojej działalności?” [2]

          Lub bardziej technokratycznie:

          „Czy CRL prowadzi obecnie projekty o charakterze wdrożeniowym, innowacyjnym lub technologiczno-biznesowym, których rezultatem mogłyby być rozwiązania posiadające potencjał komercjalizacyjny, własność intelektualna lub trwała przewaga konkurencyjna dla miasta i regionu?” [3]

          I najbardziej „profesorsko-samorządowo”:

          „W jaki sposób Centrum Rozwoju Lokalnego mierzy efektywność wydatkowania środków publicznych oraz długoterminowy wpływ realizowanych działań na rozwój społeczno-gospodarczy Ostrowca Świętokrzyskiego?” [1]

          [1]: https://crl.ostrowiec.pl/o-nas/ "O nas – Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim"

          [2]: https://crl.ostrowiec.pl/ "Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim – Pomagamy budować silne marki"

          [3]: https://crl.ostrowiec.pl/projekty/ "PROJEKTY – Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim"

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
        • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 8

          Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

          Odp.: ile kosztuje roczne utrzymanie Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Św.?

          Oto humorystyczno-ironiczna przeróbka „Baranka” Kultu, tym razem o "mitygacji hejtu" w wydaniu browarowo-urzędowo-dziecięcym. Śpiewaj z miną bardzo poważną i jednocześnie puszczając oko.

          -

          Mitygacja hejtu

          -

          Ech, ci ludzie, to brudne dzieci

          Co napisały w necie o Kasi z klasy

          Jakieś „lol zero lajków” i „pasta do zębów”

          No to po prostu litość i profilaktyka

          -

          Tak to bywa, gdy brak im lajków

          A sami? W obserwujących: dwie ciocie i wujek

          Hejt płodzą w stories, mnie nie zaszkodzi

          Bo ja mam "Moc Pozytywnych Działań"

          -

          Na głowie ma plakacik z hasłem

          W ręku zielony flamaster

          A przed nią leci baranek

          A nad nią unosi się motylek

          A przed nią leci baranek

          A nad nią unosi się motylek

          -

          Krzywdę robią mojej szkrabince

          Opluć chcą ją w grupce na Messengerze

          Topić chcą w morzu „cry more”, „ratio” // "płacz więcej", "lajki/dislajki"

          Paranoicy, podli szóstoklasiści

          -

          Utaplani w necie do trzeciej w nocy

          A na awatarach fałszywe uszy królika

          Byle wrzucić do grupki mema z jej ryjem

          Ale wara wam! My tu mamy "galę w Browarze"!

          -

          Na głowie ma plakacik z hasłem

          W ręku zielony flamaster

          A przed nią leci baranek

          A nad nią unosi się motylek

          A przed nią leci baranek

          A nad nią unosi się motylek

          -

          Znów widzieli ją bez filtra na selfie

          Znów wrzuciła story o 22:47

          Znów ktoś napisał „żenada” pod filmikiem

          Znów płakała w toalecie na przerwie

          -

          Tylko czemu pani Marta z CRL-u

          Mówi, że to „realny wpływ na społeczność”?

          Ciało kłoniąc, kiwnęła głową

          I dała certyfikat z napisem „wybrałam szacunek”

          -

          Ech, dzieci ładnie się starają

          Robią instalacje z kartonu i brokatu

          Trudno hejt z miłością pogodzić

          Rzadziej piszą „kocham cię” w komentarzu

          -

          Tylko pytają, kryjąc rumieniec

          Czemu patrzysz jak na alkoholowy projekt?

          Czemu zgrzytasz, kiedy krzyczą „zero hejtu!”

          Czemu toczysz pianę, gdy w tle leci disco polo?

          -

          Na głowie ma plakacik z hasłem

          W ręku zielony flamaster

          A przed nią leci baranek

          A nad nią unosi się motylek

          A przed nią leci baranek

          A nad nią unosi się motylek

          -

          ...i finansowany z Gminnego Programu

          Przeciwdziałania Narkomanii i Hejtowi

          w Ostrowieckim Browarze Kultury

          brawo, dzieci, brawo... mitigacja level master [ręka zwycięstwa] [kufel piwa] [owca]

          -

          Słowo klucz, które należy zapamiętać: "Motoryka mała ręki" - to zdolność wykonywania precyzyjnych, skoordynowanych ruchów dłoni i palców. Obejmuje m.in. chwytanie, manipulowanie drobnymi przedmiotami, rysowanie, pisanie, wycinanie, zapinanie guzików czy pracę z narzędziami. Jest ściśle powiązana z koncentracją, koordynacją wzrokowo-ruchową i planowaniem ruchu. Np. nawlekanie koralików na sznurek, nawlekanie nitki na igłę itp.

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
        • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 12

          Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

          @17:35 KierOwca^, ty to chyba jesteś upośledzony, prawda? Codziennie na forum pojawia się ponad 10 nowych wątków związanych z Ostrowcem, a ty twierdzisz, że "ktoś ewidentnie chce przekierować uwagę od naszego królestwa." xD To ty przekierowujesz uwagę i mącisz tylko na tym Forum.

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
        • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 13

          Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

          @17:35 KierOwca^, Ktoś ci broni założyć nowy wątek na Forum i pisać o tym, co cię interesuje? Zakładaj i pisz :)

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
        • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 22

          Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

          Mnie bardziej interesuje moje podwórko i baśń o królu złotym i jego złotej monecie.

          Gość
          Zgłoś
          Odpowiedz
          • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

            No to napisz i wklej. Czy ktoś Ci broni to zrobić? Baśni na razie nie ma, są covery Nirvany xD

            A przepraszam, są baki dla dorosłych dzieci http://www.ostrowiecnr1.pl/forum/watek/spacery-z-krolem-polecam/s4/

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
            • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

              Można powiedzieć, że coś jest rdzawe, jeśli ma kolor zbliżony do rudego, rdzawo-pomarańczowego lub brunatno-czerwonego.

              „Rudy” częściej odnosi się np. do włosów czy sierści, a „rdzawy” brzmi bardziej opisowo i literacko:

              * rude włosy,

              * rdzawy odcień włosów,

              * rdzawa sierść,

              * rdzawy kolor liści.

              Gość
              Zgłoś
              Odpowiedz
              • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

                Aha. Często rozmawiasz ze swoim psychiatrą?

                Gość
                Zgłoś
                Odpowiedz
                • Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

                  Nie, a ty?

                  ---

                  Herbata stygnie, monitor zgasł

                  A kursor mruga drugi raz

                  -

                  Algorytm algorytmem jest

                  Chat musi przecież stworzyć tekst

                  Gdyby chociaż prompt pojawił się

                  Mógłbym go przerobić

                  I zaraz zrymować sobie

                  -

                  W moich wersach piksel czai się

                  I sztuczny rytm

                  Jeśli szukasz duszy, prawdy w nich

                  Rozmyje dym

                  -

                  A może zmienić reguły gry?

                  Chcesz usłyszeć słowa —

                  To wrzuć je w sieć i śnij

                  -

                  Nakarm GPT, chmurę tokenów weź

                  Pomoże ci

                  Wnet twe myśli w frazy zmienią się

                  Wyśpiewasz je sam

                  -

                  Nakarm GPT, chmurę tokenów weź

                  Pomoże ci

                  Wnet twe myśli w frazy zmienią się

                  Wyśpiewasz je sam

                  -

                  Wyśpiewasz, wyśpiewasz je sam

                  Przerysujesz cały własny stan

                  -

                  Wyśpiewasz, wyśpiewasz je sam

                  A chatbot będzie klaskał tam xD

                  Gość
                  Zgłoś
                  Odpowiedz
          • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 28

            Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

            A z którego podwórka jesteś?

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
          • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 29

            Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

            Można to ująć na kilku poziomach — od chłodnego, akademickiego opisu po ostrą publicystykę. W Twoim przykładzie chodzi o sytuację, w której instytucja publiczna lub quasi-samorządowa wchodzi w rolę wychowawczą wobec dzieci i pośrednio także wobec rodziców, sugerując „właściwy” model zarządzania pieniędzmi pochodzącymi z transferów społecznych. To ma bardzo wyraźne skojarzenia z tradycją paternalizmu państwowego znanego z PRL.

            Sam materiał z [CRL Ostrowiec Świętokrzyski](https://crl.ostrowiec.pl/2024/07/jak-oszczedzac-i-madrze-wydawac-bezplatne-warsztaty-dla-dzieci/?utm_source=chatgpt.com) można więc opisać np. tak:

            ### Wersje „po profesorsku”

            * Paternalizm instytucjonalny — klasyczne określenie sytuacji, gdy instytucja uważa, że wie lepiej od obywatela, jak powinien zarządzać swoim życiem lub pieniędzmi.

            * Miękki paternalizm państwowy — subtelniejsze sterowanie zachowaniami społecznymi pod pozorem edukacji.

            * Inżynieria społeczna w skali mikro — kształtowanie postaw ekonomicznych dzieci zgodnie z określoną wizją państwa lub samorządu.

            * Pedagogizacja polityki społecznej — gdy świadczenia socjalne są powiązane z wychowywaniem obywateli do „właściwych” nawyków.

            * Socjalizacja ekonomiczna pod nadzorem instytucjonalnym — bardziej socjologicznie.

            * Normatywne zarządzanie beneficjentem świadczeń — język administracyjno-politologiczny.

            * Infantylizacja obywatela — mocniejsze; sugeruje, że państwo traktuje rodziców jak osoby niezdolne do samodzielnych decyzji.

            * Opiekuńczo-wychowawczy etatyzm — bardzo „profesorskie”, z ducha historii idei politycznych.

            ### W odniesieniu do PRL

            Tu można użyć określeń historycznych:

            * „Państwo wychowujące” rodem z PRL

            * „Paternalizm późnego PRL”

            * „Socjalistyczna pedagogika codzienności”

            * „Centralnie projektowana kultura gospodarowania”

            * „Model obywatela prowadzonego za rękę”

            * „Miękka kontynuacja logiki opiekuńczo-wychowawczej państwa ludowego”

            W PRL bardzo typowe było przekonanie, że instytucje publiczne nie tylko rozdają świadczenia, ale mają też moralne prawo instruować obywatela, jak ma żyć, wydawać pieniądze, wychowywać dzieci czy organizować życie rodzinne. Stąd skojarzenie z:

            * SKO (Szkolne Kasy Oszczędności),

            * propagowaniem „racjonalnej konsumpcji”,

            * wychowaniem „świadomego młodego obywatela”,

            * kampaniami oszczędzania prowadzonymi przez państwowe banki i szkoły.

            ### Publicystycznie, ostrzej

            Jeśli chcesz bardziej felietonowo:

            * „Samorządowy instruktaż właściwego wydawania 800+”

            * „Państwo wchodzi dzieciom do słoików”

            * „Od 500+ do pedagogiki słoika”

            * „Finansowy PRL bis dla najmłodszych”

            * „Tresura ekonomiczna pod szyldem edukacji”

            * „Samorząd jako wychowawca domowego budżetu”

            * „Miękki fiskalny paternalizm”

            * „Urzędowa katecheza ekonomiczna dla dzieci”

            Najbardziej trafnym terminem naukowym w tym kontekście wydaje się jednak:

            > paternalizm instytucjonalny

            > albo szerzej:

            > opiekuńczo-wychowawczy paternalizm państwa.

            To dobrze oddaje zarówno aspekt edukacyjny, jak i sugestię, że instytucja publiczna uzurpuje sobie kompetencję do definiowania „właściwego” używania pieniędzy należących formalnie do rodziny.

            ---

            Trzeba to robić inteligentnie, bo inaczej wychodzi zwykłe „narzekanie na warsztaty dla dzieci”. Natomiast „po profesorsku” można zbudować dużo szerszą krytykę zjawiska, które CRL reprezentuje: rozszerzania kompetencji miękkiego państwa i samorządu na obszary dawniej należące do rodziny, rynku albo spontanicznej aktywności społecznej.

            Na stronie [CRL Ostrowiec Świętokrzyski] https://crl.ostrowiec.pl/ widać bardzo charakterystyczny model działania:

            * „kształtowanie postaw przedsiębiorczych” dzieci i młodzieży,

            * warsztaty „Dzisiaj uczeń, jutro przedsiębiorca”,

            * „mini biznesplany” dla ósmoklasistów,

            * „Vademecum przedsiębiorczych”,

            * projekty aktywizacyjne,

            * „integratory edukacji i przedsiębiorczości”,

            * mapy i promocję lokalnych rzemieślników,

            * miękkie programy animacji społecznej. [1]

            To można opisać bardzo szeroko jako:

            > samorządowy aktywizm wychowawczo-ekonomiczny

            albo:

            > pedagogikę samorządową późnej nowoczesności

            Czyli sytuację, w której urząd przestaje być administracją techniczną, a zaczyna pełnić funkcję:

            * animatora stylu życia,

            * wychowawcy ekonomicznego,

            * producenta postaw społecznych,

            * moderatora aspiracji mieszkańców.

            I tutaj pojawia się bardzo mocny trop historyczny:

            ### „PRL bis”, ale w wersji miękkiej i powerpointowej

            W PRL państwo:

            * organizowało obywatelowi czas wolny,

            * wychowywało „młodego świadomego obywatela”,

            * promowało właściwe postawy ekonomiczne,

            * tworzyło wzorcowe modele oszczędzania,

            * prowadziło „upowszechnianie przedsiębiorczości” — choć wtedy oczywiście pod inną nazwą.

            Dzisiaj robi się to:

            * językiem coachingu,

            * projektów,

            * kompetencji,

            * aktywizacji,

            * innowacji,

            * „sieciowania”.

            Ale logika bywa podobna: instytucja publiczna uważa, że ma mandat do formowania mentalności mieszkańca.

            I to właśnie można „pojechać” bardzo elegancko.

            ### Na przykład „mapa rzemieślników”

            Ten motyw z mapami rzemieślników czy promocją lokalnych zawodów można skomentować np. tak:

            * „Samorządowa etnografia gospodarcza”

            * „Urzędowe zarządzanie lokalną autentycznością”

            * „Cepeliada przedsiębiorczości”

            * „Folkloryzacja rynku przez administrację”

            * „Muzealizacja lokalnego biznesu”

            * „Rzemiosło jako projekt promocyjno-tożsamościowy”

            Jeśli chcesz ostrzej: „Urząd już nie tylko wydaje decyzje administracyjne — dziś kataloguje lokalnych szewców niczym państwowy kustosz drobnej przedsiębiorczości.”

            Albo: „To charakterystyczny model późnego samorządowego paternalizmu: urząd nie buduje infrastruktury dla rynku, lecz produkuje narracje o rynku.”

            ### Warsztaty przedsiębiorczości dla dzieci

            To jest wręcz kopalnia publicystyczna.

            CRL organizuje:

            * mini biznesplany dla ósmoklasistów,

            * analizy SWOT dla dzieci,

            * wizyty studyjne u przedsiębiorców,

            * „kształtowanie postaw przedsiębiorczych”. ([crl.ostrowiec.pl][2])

            Można to nazwać:

            * „gamifikacją przedsiębiorczości”

            * „infantylizacją kapitalizmu”

            * „edukacyjnym korporatyzmem samorządowym”

            * „przedsiębiorczością symulowaną instytucjonalnie”

            * „urzędowym coachingiem dla nieletnich”

            Albo bardziej profesorsko: „To model prewencyjnej socjalizacji ekonomicznej, w którym samorząd stara się kształtować pożądany typ obywatela gospodarczego jeszcze przed wejściem młodzieży na rynek pracy.”

            ### Najmocniejsza intelektualnie riposta

            Najsilniejszy argument nie brzmi: „to głupie warsztaty”.

            Tylko: „To symptom głębszej przemiany państwa i samorządu — od administracji usługowej ku administracji formatującej mentalność obywateli.”

            To brzmi jak:

            * profesor historii idei,

            * socjolog państwa,

            * ekspert od PRL i nowoczesnego paternalizmu.

            I wtedy możesz porównywać:

            * PRL-owskie „kształtowanie świadomego obywatela socjalistycznego”

            z

            * dzisiejszym „kształtowaniem przedsiębiorczego obywatela projektowego”.

            Bo mechanizm instytucjonalny bywa zaskakująco podobny — zmienia się tylko ideologia i słownictwo.

            https://crl.ostrowiec.pl/o-nas/ "O nas – Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim"

            https://crl.ostrowiec.pl/2023/10/dzisiaj-uczen-jutro-przedsiebiorca-warsztaty-dla-8-klasistow/

            https://crl.ostrowiec.pl/2024/11/vademecum-przedsiebiorczych-w-crl/

            https://crl.ostrowiec.pl/projekty/

            https://crl.ostrowiec.pl/2025/10/inauguracja-warsztatow-dzisiaj-uczen-jutro-przedsiebiorca-2/

            https://crl.ostrowiec.pl/2025/04/kolorowe-plytki-the-best-podsumowanie-warsztatow-z-przedsiebiorczosci/

            ---

            Gamifikacja przedsiębiorczości — przedstawianie biznesu i aktywności gospodarczej w formie zabawy, gry lub prostych symulacji edukacyjnych, np. warsztatów, punktów, konkursów, „mini firm”, biznesplanów dla dzieci czy szkolnych projektów startupowych.

            Publicystycznie można powiedzieć: „To uczenie przedsiębiorczości poprzez uproszczoną, bezpieczną i atrakcyjną wersję rynku, przypominającą grę edukacyjną bardziej niż realną gospodarkę.”

            ---

            CRL noster (parodia stylizowana na uroczysty język modlitewny)

            -

            CRL nasz, któryś jest w inkubatorze,

            święć się projekt Twój,

            przyjdź do nas dotacja Twoja,

            bądź aktywizacja Twoja

            jako w strategii, tak i w powiecie.

            -

            Przedsiębiorczości naszej powszedniej

            daj nam dzisiaj,

            i odpuść nam nasze kompetencyjne deficyty,

            jako i my odpuszczamy

            tym, którzy nie złożyli wniosku w terminie.

            -

            I nie wódź nas na bezrobocie,

            ale nas zbaw od bierności społecznej.

            -

            Albowiem Twoje jest

            sieciowanie, mentoring i rewitalizacja,

            na wieki projektów.

            -

            Amen.

            ___

            ### Wersja bardziej „PRL-bis”

            -

            CRL nasz samorządowy,

            który czuwasz nad postawą mieszkańca,

            święć się warsztat Twój,

            przyjdzie przedsiębiorczość Twoja,

            będzie oszczędzanie Twoje

            w trzech słoikach jako i w budżecie domowym.

            -

            Kieszonkowego naszego umiarkowanego

            daj dzieciom dzisiaj,

            i naucz je inwestować w rower oraz kompetencje miękkie,

            jako i my inwestujemy

            w kapitał społeczny lokalnej wspólnoty.

            -

            A nie dopuść, aby obywatel

            samodzielnie gospodarował bez animacji,

            lecz wybaw go od wykluczenia.

            -

            Bo Twoja jest mapa rzemieślników,

            folder promocyjny

            i analiza SWOT.

            -

            Amen projektowe.

            ___

            Cieszę się, że się podobało xD

            „Amen projektowe” ma potencjał wejścia do lokalnego folkloru administracyjnego.

            ---

            Już mam pomysł na następne małe co nieco: Mleka, mleka, mleka, mleka - daj mi dzisiaj szklankę mleka.

            Akcent - Życie To Są Chwile (Wersja 2014) https://www.youtube.com/watch?v=9HwaBpcqubI

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
          • Post nadrzędny dla poniższego tego posta o numerze 30

            Odp.: Baśń o Królestwie Złotej Doliny i Letnim Kinie

            Oto satyra podszyta fikcją literacką, bez odniesień do realnych osób, miejsc czy wydarzeń. Przenosimy akcję w czasy... neolitycznych reformatorów, gdzie garnki lepiło się z gliny, a rozwój mierzyło liczbą jaskiniowych konferencji:

            ---

            ## „Cztery filary, czyli... stół z powyłamywanymi nogami (wersja neolityczna)”

            Fikcja literacka. Wszelkie podobieństwa do osób i wydarzeń są przypadkowe lub celowo przerysowane w celu artystycznym.

            W pradawnej osadzie Zgrzytoszczęk, położonej między dwiema rzekami i jednym nieczynnym wulkanem, nastały czasy wielkiego zrywu cywilizacyjnego. Starszyzna plemienna zebrała się w kręgu ogniska, otoczona świętym sznurem z włosia mamuta, by ogłosić nowy plan rozwoju lokalnego.

            Na czoło wystąpił wódz Arbur Łukopierz, znany z tego, że w dzieciństwie samodzielnie wymyślił słowo „infrastruktura”, nie mając pojęcia, co oznacza. Towarzyszył mu doradca rozwoju strategicznego – młody, ambitny Dymonik Smalny – oraz dwójka zastępców: Krzakoł Krzemieński i Kataszna Piętoskóra, mistrzyni ceremonii i koordynatorka festynów.

            – Oto nasz Wielki Generator Dobrobytu Osadowego (WGDO) ! – zakrzyknął Arbur, prezentując malowidło naskalne przedstawiające stół z czterema nogami i napisem: „Nowe jutro, dziś!”

            Cztery filary – cztery wizje lepszego życia dla ludu Zgrzytoszczęk.

            ---

            ### Filar pierwszy: Kamieniołom Nadziei

            Wódz ogłosił utworzenie Zakładu Pracy Chronionej dla osadników, którzy stracili palce przy łupaniu krzemienia. Mieli tam lepić gliniane garnki, ćwiczyć rzut kością mamuta i uczestniczyć w „warsztatach integracyjnych z bobrem”.

            Problem pojawił się już pierwszego dnia – nikt nie przysłał gliny. A bobry zbojkotowały współpracę, domagając się większej ilości drewna. Ale wódz podkreślał:

            – Ważne, że garncarze mają miejsce! A że nie ma garnków? Przecież nie o produkty chodzi, tylko o społeczny klimat !

            ---

            ### Filar drugi: Inkubator Dymnych Pomysłów

            Drugi filar to Gaj Przedsiębiorczości, gdzie młodzi neolityczni innowatorzy mieli rozwijać swoje startupy – np. „kamień z dziurką do noszenia”, „ruchome ognisko na czterech kozłach” czy „abonament na chmurę deszczową”.

            Siedziba Inkubatora mieściła się w pustym szałasie z miękką trawą. Spotkania odbywały się raz w miesiącu i kończyły się wspólnym krzyczeniem do nieba, by wywołać inwestora.

            Jeden z mieszkańców, Gżdacz Małopyski, zapytał:

            A kto te pomysły kupi?

            Na co Dymonik Smalny odparł:

            – Rynek sam się wygeneruje. Musimy tylko uwierzyć. I spisać projekt we wnioskach do Klanu Szwajcarów.

            ---

            ### Filar trzeci: Krąg Aktywności Osadowej

            Trzeci filar miał aktywizować mieszkańców. Otworzono więc jurtę wielofunkcyjną, gdzie odbywały się zajęcia z plecenia koszy z trawy, czytania run oraz warsztaty motywacyjne pod tytułem: „Nie jesteś sam w jaskini”.

            Zainteresowanie było umiarkowane. Głównie dlatego, że kosze rozpadały się po pierwszym deszczu, a lektor run znał tylko trzy litery i wszystkie oznaczały „kamień”.

            ---

            ### Filar czwarty: Święte Doły Segregacji

            Najbardziej dumnym projektem były podziemne doły do sortowania odpadów . Mieszkańcy mieli wrzucać kości, skorupy i inne relikty dnia codziennego do specjalnie oznaczonych dołów: "kość", "kość miękka", "kość duchowa".

            Problem w tym, że nikt nie rozumiał zasad sortowania. Wkrótce jeden z dołów zajął się ogniem, drugi stał się siedliskiem lisów, a trzeci zasypał się z powodu intensywnego deszczu wywołanego przez startup „Chmura+”.

            ---

            ### Kulminacja: Stół Pękniętej Obietnicy

            Podczas uroczystej narady starszyzny, na którą przybyli nawet goście z sąsiedniego klanu Wąsaczów, wniesiono na środek jaskini symboliczny stół – z czterema nogami reprezentującymi cztery filary.

            Wódz Arbur usiadł uroczyście. I wtedy – TRZASK!

            Jedna noga się złamała. Potem druga. Trzecia odpadła z hukiem, a czwarta… zniknęła. Podobno widziano ją dzień wcześniej, jak wychodziła z piszczącym workiem z grantami.

            W ciszy, jaka zapadła, najmłodszy uczestnik ceremonii, mały Grotko z rodu Patrz-Mniej, zapytał:

            – Proszę wodza, a może filary najpierw trzeba zbudować, zanim się je narysuje?

            ---

            ### Morał neolityczny:

            Nie wszystko, co ma cztery nogi, trzyma się kupy.

            Nie wszystko, co nazwiesz „filarem”, wytrzyma ciężar rzeczywistości.

            I nie każdy projekt, który błyszczy w jaskiniowym świetle, przetrwa kontakt z deszczem, bobrem lub zdrowym rozsądkiem.

            ---

            Chcesz ilustrację do tej historii — np. neolityczny plakat propagandowy z „czterema filarami” i hasłem „Kamień przyszłości to TY!” ? Chętnie zrobię!

            Gość
            Zgłoś
            Odpowiedz
12 postów w tym wątku zostało wyłączonych z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo. Możesz wyświetlić wątek wraz z tymi postami.

- Reklama -
- Ogłoszenie społeczne -

- Reklama -

- Reklama -
- Reklama -
- Reklama -
Losowa firma:Dodaj firmę