A ja już mam kilka skrzynek gorzałki którą odsprzedam po komercyjnych nocnych cenach. Pozdrawiam myślących inaczej. Ja już przeżyłem zakazy sprzedaży i handel alko od 13.00. Śmiech na sali.
Dołożę do tego chlebka zę smalcem i troszkę cebulki. Nocny barek jak się patrzy. Interesik kwitnie jak za dawnych dobrych lat. Ha ha ha ha
20.38 ktos cie zglosi i masz pd 5 tys w gore, powodzenia
19.56 te patrole debili niech jada legitymowac Romów w Puławach xdxd. W wawie trafia na Gruzinow i sie skonczy
Podobno juz ich usadzili na centralnym
https://archive.ph/fmTSm
https://web.archive.org/web/20260622235313/www.ostrowiecnr1.pl/forum/watek/alko-polacy/s2/?pabz=1
https://wykop.pl/tag/konowal100k
---
"W dniach 10 i 11 września 2010 r. w Sandomierzu odbyła się konferencja szkoleniowa "Świętokrzyskie Dni Psychiatryczne". Pomysł zorganizowania pierwszej psychiatrycznej konferencji w Sandomierzu pojawił się już parę lat temu w Oddziale Kieleckim Świętokrzyskiego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, a koledzy z Sandomierza na czele z panią doktor Renatą Mirowską - Masternak doprowadzili w bieżącym roku do jego realizacji. Środowisko lekarzy psychiatrów w Sandomierzu pragnie w ten sposób uświetnić jubileusz 20-lecia istnienia Oddziału Psychiatrii i Detoksykacji w Sandomierzu. Choć dla pracujących w Ośrodkach o dłuższej tradycji nie jest to imponująca cyfra, ale dla sandomierskiej psychiatrii był to moment przełomowy. (...) Po wygłoszonym wykładzie głos w dyskusji zabrał dr Grigor Szaginian dzieląc się spostrzeżeniami dotyczącymi zmiany obrazu schizofrenii na postać coraz częściej ubogoobjawową i wynikające z tego problemy diagnostyczne. Z kolei dr Andrzej Plutecki podzielił się wątpliwościami dotyczącymi zbyt wczesnego włączania leków psychotropowych, których stosowanie nie jest przecież dla organizmu obojętne. Problemy braku współpracy z pacjentem omówiła w swoim wystąpieniu lekarz naczelny szpitala Tworkowskiego dr n.med. Anna Mosiołek. (...)"
---
16 maja 2013 Niebezpieczne związki, czyli jak firmy farmaceutyczne prosto korumpują lekarzy
W służbie zdrowia łapówkę zalegalizowano. Na każde pieniądze znajdzie się faktura
Z badań NIL wynika, że lekarze nie widzą konfliktu interesów w kontaktach z szeroko pojętym biznesem. Pani przebadała środowisko lekarskie i przemysłu farmaceutycznego.
Jakie są wnioski? Na czym to polega?
Jak przedstawiciele firm sprawdzają, czy dany lekarz rzeczywiście przepisuje dany lek?
Jak traktowany jest w środowisku lekarskim taki mechanizm?
Czy kryzys zmniejszył budżety koncernów na współpracę z lekarzami?
Na czym taka współpraca polega?
To na czym polega problem? Bez badań klinicznych nie byłoby wprowadzanych nowych leków na rynek?
Istnieje coś takiego jak deklaracja o konflikcie interesów, którą lekarze powinni składać, kiedy do czegoś takiego dochodzi?
---
Lekarze a konflikt interesów / DGP
http://img.liczniki.org/20260620/Lekarze_a_konflikt_interesow-1781986452.jpg
https://d77h9w7ysknn4b.archive.ph/8jCYK/075adb6b5da910ace946a14ac69d7a56acd5db63.jpg
---
Paulina Polak, autorka pracy doktorskiej o praktykach korupcyjnych na styku medycyny i biznesu, adiunkt na Uniwersytecie Jagiellońskim / Media / mat prasowe
---
Współpraca lekarzy z firmami farmaceutycznymi pozostaje w sferze niedomówień. Nikt się tym nie chwali, ale także nie uważa takich praktyk za naganne.
Wszystkie praktyki mają być jawne. Przedstawiciele branży farmaceutycznej zapewniają, że od 2016 roku pacjenci będą mogli sprawdzać, z jakimi firmami farmaceutycznymi i w jakim zakresie współpracuje lekarz. Obowiązek jawności wprowadza europejska organizacja zrzeszająca firmy tej branży. W polskim oddziale są zrzeszone 32 międzynarodowe przedsiębiorstwa. Zgodnie z zarządzeniem wszystkie płatności sponsorowane za wykłady, udział w konferencjach, honoraria za szkolenia czy usługi doradcze mają być ujawniane imiennie.
DGP rozmawiał z przedstawicielami środowiska lekarskiego. Pytaliśmy, jak wygląda współczesne korumpowanie. Nasi rozmówcy zastrzegli sobie anonimowość. Ich odpowiedzi dalekie są od wyidealizowanej wizji przedstawianej przez Naczelną Izbę Lekarską i firmy farmaceutyczne.
– Kiedy potrzebuję wyjechać na kongres, zwracam się do firmy, z którą mam dobre kontakty, by opłaciła uczestnictwo – przyznaje jeden ze specjalistów pracujących w dużej klinice w stolicy. Aby uniknąć wątpliwości prawnych, firma niby płaci mu za szkolenie. – Wysyłam im materiał szkoleniowy, choć w praktyce do niczego konkretnego nie dochodzi. Otrzymuję za to pieniądze i z tego potem się rozliczam w PIT – opowiada lekarz. Może sobie na to pozwolić, bo docenia leki firmy, z którą jest w takich układach.
Jedną z popularniejszych metod są tzw. programy obserwacyjne czy też ankietowe. Nazwy tego są różne, ale mechanizm taki sam: lekarze dostają od przedstawiciela medycznego ankiety, w których mają zaznaczać jak pacjenci reagują na dany lek. Za każdą ankietę otrzymują kilkadziesiąt złotych. – Wypełnia się anonimowo informacje dotyczące wieku, schorzenia i wpisuje własne obserwacje, można więc wypełnić 20 od ręki i zarobić 1 tys. zł – mówi jeden z lekarzy. Układ jest jasny: firma nie korzysta z wyników ankiety, lecz chce, by lekarz sprzedawał konkretny lek. – Ja tego nie robię, bo to korupcja, ale koledzy w szpitalu mają po kilka „badań”. Nikt się tym nie chwali, ale i nie wstydzi ani nie uważa za naganne – dodaje. Przedstawiciele medyczni opłacają też pracowników aptek, by mieć dostęp do recept i sprawdzić, którzy lekarze faktycznie z nimi współpracują. – Każdy wie, że badania ankietowo-obserwacyjne są fikcją. Wiele osób się jednak na to godzi – opowiada warszawski psychiatra.
Podobną sprawą zajęła się prokuratura. Było podejrzenie, że lekarze przyjmowali ukryte formy łapówki od przedstawicieli koncernu. Jeden z pracowników GlaxoSmithKline w Łodzi powiadomił centralę, że to może zagrozić bezpieczeństwu pacjentów. Zeznał, że kazano im aktywizować lekarzy specjalistów, by wypisywali więcej recept na konkretne preparaty. Lekarze otrzymywali wynagrodzenie za umowy na „szkolenie pacjentów” i innych lekarzy z zasad przyjmowania takiego leku. Dostawali za to 500 zł brutto.
– Koncerny szkolą już studentów medycyny. Wtedy nie promują konkretnych leków, ale sposób myślenia – irytuje się psychiatra. Np. o schizofrenii mówią, że jest to choroba nieuleczalna, jak cukrzyca – można z nią żyć, ale należy na całe życie ustawić leczenie. – Tymczasem schizofrenię da się wyleczyć w jednej trzeciej przypadków, głównie działa terapia, a nie leki – dodaje.
Kolejną sferą, w której może dochodzić do nieprawidłowości, są badania kliniczne. – Lekarz prowadzący kilka takich badań może zarobić kilkadziesiąt tysięcy. Czasem cały oddział jest ustawiony pod to, by przyjmować pacjentów do badań klinicznych, innych się nie traktuje poważnie – mówi jedna z lekarek. Jeden z kardiologów przekonuje, że jest duża konkurencja między lekarzami, kto taką pracę otrzyma.
Zwolennicy bliskich relacji środowiska lekarskiego z przemysłem farmaceutycznym przedstawiają swoje kontrargumenty.
– Kontakt z firmami jest potrzebny. Bez badań klinicznych nie powstawałyby nowe leki – mówi Paweł Sztwiertnia, dyrektor Infarmy zrzeszającej firmy innowacyjne. Romuald Krajewski, wiceprezes NIL, podkreśla, że działania nieetyczne na pewno się zdarzają, ale nie dotyczą większości. Samo ministerstwo chce wprowadzić zmiany – jak na razie dla konsultantów krajowych oraz wojewódzkich. Mieliby oni upubliczniać m.in. kongresy za pieniądze firmy farmaceutycznej, wykłady sponsorowane czy prowadzenie własnego gabinetu. Tak aby zarówno ministerstwo, jak i pacjenci mogli zdecydować, czy dany lekarz stoi w konflikcie interesów.
---
Przemysł farmaceutyczny werbuje – doświadczenia zagraniczne
W ubiegłym roku koncern Pfizer w wyniku ugody z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd oraz Departamentem Sprawiedliwości zapłacił 60,2 mln dol. kary za praktyki korupcyjne w Europie Środkowej i Chinach. Między 2003 a 2004 r. Pfizer zorganizował 10 „weekendów edukacyjnych” w kurortach Austrii i Słowacji dla 920 czeskich lekarzy. Lekarze mieli także szansę zwiedzić Australię w trakcie wycieczki do fabryki koncernu w tym kraju. W Bułgarii przedstawiciele handlowi umawiali się z lekarzami na konkretne ilości leków, jakie mieli przepisać w zamian za udział w wycieczkach. W Chinach stworzono dla lekarzy coś na kształt programu lojalnościowego, w którym otrzymywali punkty w zamian za przepisywanie leków producenta. Między 1997 a 2003 r. jeden z lekarzy zatrudniony w chorwackich rządowych komisjach otrzymywał co miesiąc 1200 dol. na konto w austriackim banku. Ponadto kierujący szpitalami otrzymywali procent ze sprzedaży leków Pfizera przepisanych przez daną instytucję. Podobnie było w Rosji, gdzie szpitale otrzymywały 5 proc. wartości zamówionych przez siebie leków. Departament Sprawiedliwości znacznie gorzej potraktował koncern GlaxoSmithKline, który skazano w ubiegłym roku na 3 mld dol. kary. Koncern wysyłał psychiatrów ze Stanów na konferencje do pięciogwiazdkowych hoteli, gdzie otrzymywali po 2,5 tys. dol. za wystąpienie, oprócz tego nurkowali, grali w golfa i łowili ryby. Jeden lekarz, który przy okazji miał własną audycję radiową, otrzymał w sumie 275 tys. dol. za promowanie leków na antenie. Inny za reklamowanie leku na konferencjach zainkasował łącznie 1,5 mln dol. Na tego typu działania regionalni przedstawiciele firmy mieli do dyspozycji roczne budżety w wysokości 600 tys. dol. Niepokojąco prezentuje się też badanie opublikowane w 2007 r. na łamach „New England Journal of Medicine”. Wynika z niego, że 94 proc. lekarzy ma kontakty z przemysłem farmaceutycznym. W większości polegają one na fundowaniu posiłków lub próbek leków. Jednak 35 proc. otrzymało zwrot kosztów związanych z kontynuacją nauki, a 28 proc. otrzymywało wynagrodzenie za konsulting, wystąpienia lub rekrutowanie pacjentów do badań.
---
W służbie zdrowia łapówkę zalegalizowano. Na każde pieniądze znajdzie się faktura
Z badań NIL wynika, że lekarze nie widzą konfliktu interesów w kontaktach z szeroko pojętym biznesem. Pani przebadała środowisko lekarskie i przemysłu farmaceutycznego. Jakie są wnioski?
W kontaktach między przemysłem farmaceutycznym a ochroną zdrowia jest wiele mechanizmów korupcyjnych, ale takich, które są patologiczne i równocześnie legalne. Nie dochodzi do „przekazywania koperty z pieniędzmi” pod stołem za np. przepisywanie leków danego koncernu. Pojawiły się nowe mechanizmy. Nazwałabym to legalizacją łapówek. Wszystkie pieniądze są zafakturowane, zapłacony jest od nich podatek. Kłopot w tym, że nadal jest to forma korupcyjna.
---
Na czym to polega?
Mechanizm jest taki, że firmie najczęściej chodzi o to, by jej lek się dobrze sprzedawał. Daje lekarzowi narzędzie w postaci jakiejś umowy, np. na przeprowadzenie pseudobadania. Polega to na tym, że lekarz wypełnia ankiety dotyczące tego, jak pacjenci reagują na konkretny lek. Dostaje za tę umowę 200, 500 zł, 1 tys. zł. I może mieć kilka takich „badań”. Innym sposobem jest prowadzenie szkoleń. I znowu niektóre mogą być sensowne, ale niektóre są jedynie podkładką za pobranie pieniędzy.
---
Jak przedstawiciele firm sprawdzają, czy dany lekarz rzeczywiście przepisuje dany lek?
Z jednej strony mogą sprawdzać wysokość sprzedaży danego leku na danym obszarze. Takie informacje są dostępne i raportowane przez hurtownie. Wiedzą, z jakimi lekarzami w jakim rejonie są „dogadani” na jakie leki. Ale przedstawiciele medyczni przyznawali, że często mają własne, nieformalne umowy z aptekami. I niektórzy farmaceuci informowali ich o tym, czy dany lek się sprzedaje i w jakiej ilości, a także czy to właśnie dany lekarz go przepisuje. W zamian za to byli w jakiś sposób wynagradzani.
---
Jak traktowany jest w środowisku lekarskim taki mechanizm?
Lekarze się tym nie chwalą. Ale też uważają, że przecież nic złego się nie dzieje, bo i tak np. wypisywaliby dany lek. Albo usprawiedliwiają się, że pacjent przecież może wykupić inny lek (zamiennik) w aptece.
---
Czy kryzys zmniejszył budżety koncernów na współpracę z lekarzami?
Czasy rozbuchanej korupcji na tym najniższym poziomie w relacjach z lekarzami minęły. Kiedyś lekarze przystawiali pieczątkę na recepcie, by leku nie wymieniać na inny. Pieczątki wręcz otrzymywali od firm. Wyjeżdżali na pseudokonferencje na Malediwy. Te czasy się skończyły. Z jednej strony jest większa świadomość. Z drugiej też nowe przepisy regulujące te kontakty. Ale też jest na pewno mniejszy budżet na docieranie do tych zwykłych lekarzy. Istotniejsi są specjaliści. Ci, którzy ustawiają leczenie u pacjentów przewlekle chorych. Taki pacjent zazwyczaj przyzwyczaja się do jednego leku i kupuje go cały czas. Ale obecnie dużo bardziej stawia się na współpracę z liderami opinii. Z tymi, którzy są autorytetami w danej dziedzinie. Na pewno wiąże się to z tytułem profesorskim, uznaniem, z pełnioną przez nich funkcją konsultanta krajowego lub wojewódzkiego, ordynatora czy też zajmowaniem innego stanowiska kierowniczego.
---
Na czym taka współpraca polega?
Tutaj jest to jeszcze mniej przejrzyste. Nie ma jasnego łańcuszka, że ktoś otrzymał wynagrodzenie za konkretne działanie. Sieć powiązań jest o wiele szersza. Z wywiadów, które prowadziłam w trakcie badań, wynikało, że zdarzają się nawet profesorowie, którzy są związani na stałe z jedną firmą. Są jej lojalni. Tylko ona sponsoruje takiej osobie wyjazdy na konferencje, dla niej prowadzi on badania kliniczne, ona sponsoruje mu publikacje książki etc. Trudno jednak wtedy mówić o zupełnej niezależności. Jednym z takich obszarów współpracy są badania kliniczne, które są w Polsce dość tanie, a zarazem poziom merytoryczny lekarzy jest wysoki, więc opłaca się je firmom robić.
---
To na czym polega problem? Bez badań klinicznych nie byłoby wprowadzanych nowych leków na rynek?
Wszystko zależy od etyki i sposobu ich prowadzenia. Prowadzący badanie jest finansowany za samo ich prowadzenie. Następnie np. umożliwia mu się publikacje wyników badania w dobrym czasopiśmie, a także zaprasza na konferencje – oczywiście odpłatnie (to może być kilka tysięcy za wykład) – z prezentacją wyników. Sęk w tym, że firmy nie zawsze chcą mówić całą prawdę o wynikach badań klinicznych nad danym lekiem. Opisywane były przypadki, kiedy pomijano jakieś efekty uboczne. Albo nie mówiono o tym, jaka jest naprawdę wartość dodana, czyli różnica w porównaniu z innymi istniejącymi już lekami. Trudno mówić na opłaconym przez firmę wykładzie źle o leku czy badaniach, które finansowała firma. Potem taki autorytet medyczny także opiniuje te leki, np. w przypadku refundacji.
---
Istnieje coś takiego jak deklaracja o konflikcie interesów, którą lekarze powinni składać, kiedy do czegoś takiego dochodzi?
Ponieważ jest duże przyzwolenie środowiska, nie zawsze tak się dzieje. Ale to prawda, że wchodzą nowe przepisy i jest na świecie tendencja, by wprowadzać coraz bardziej przejrzyste zasady. Także firmy farmaceutyczne bronią się przed złym PR-em. Tym bardziej że w ostatnich latach wybuchło wiele afer związanych z sektorem lekowym. Najjaskrawszym przykładem jest sytuacja, w której WHO zmieniła definicję pandemii (wykreślono wymóg dużej liczby ofiar), po czym niemal natychmiast ogłoszono pandemię świńskiej grypy. Wiele państw kupiło szczepionki za setki milionów dolarów, których w większości potem nie wykorzystano.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna https://web.archive.org/web/20210730045634/serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/704569,niebezpieczne-zwiazki-czyli-jak-firmy-farmaceutyczne-prosto-korumpuja-lekarzy.html
___
Powiązane:
Ile kosztuje leczenie schizofrenii | Brakuje szczepionek na grypę | Farmaceuci będą się tłumaczyć ze szkoleń
---
Komentarze(20)
---
Bioetyk 2013-05-16 13:15:57
No! I ten artykuł utwierdził mnie w przekonaniu aby nie szczepić mojej córki na HPV, szczepionki fundowane przez UM. Pytanie, jakie i kto czerpie z tego korzyści? Na pewno nie moja córka jako królik doświadczalny, bo badania nad szczepionką trwają około dziesięciu lat a w tym przypadku zaledwie trzy lata.
Brawo dla autora artykułu za wielką odwagę!!!
---
dkmn 2018-11-01 06:54:26
Kolejny antyszczepionkowiec. W płaską ziemię też wierzysz?
---
michaś 2020-03-26 13:32:52
niech pokarze jakies dowody na swoje twierdzenie skoro jest taka pewna a mi sie wydaje ze w tym jest tylko 30% prawdy reszta to sensacja która daje jej tylko pieniądze a dla pieniędzy ludzie są gotowi wymordować całe rodziny
---
Żona z Krakowa 2014-02-20 15:45:16
Przez te właśnie wycieczki, przez uzależnienie od firm farmaceutycznych mój mąż, lekarz, całkiem stracił poczucie przyzwoitości... przez ostatnie 3 lata prawie nie było go w domu, wycieczka, za wycieczką, to się nazywa "sympozjum naukowe", a że w USA? W Peru, czy innej Brazylii? A co komu do tego? Nasze małżeństwo się właśnie rozpadło z hukiem. Powód? Romans męża z panią doktor, która też umiłowała nade wszystko firmy farmaceutyczne i podobnie jak mój mąż - lata na ich pasku z kraju do kraju i - pewnie z łóżka do łóżka, nieważne, stało się, ale gorycz, smutek, rozpacz i po prostu - rozwalone życie pozostało.
---
MAREK 2017-03-27 12:20:15
chciałem napisać coś od siebie ale wszystko już tu jest. Więc małe zdanko ZAPRZESTAŃCIE PRZYMUSU SZCZEPIEŃ MAŁYCH DZIECI
---
Jacek 2013-12-29 12:59:29
Piszecie o korupcji wśród lekarzy, którzy wzięli pieniądze w kwocie 500, 1000, 2000zł. Zgadzam się - w wielu, a nawet bardzo wielu przypadkach jest to etycznie naganne. Ale dlaczego nikt do tej pory nie zainteresował się np majątkami osób odpowiedzialnych w Ministerstwie Zdrowia z listy leków refundowanych? Tam łapówki wynosiły MILIONY zł za jeden lek. I to jest w porządku? Dlaczego lekarz w przychodni zarabiający mniej niż hydraulik, ponosi odpowiedzialność karną i cywilną za ew błąd w sztuce? Kto mu zrefunduje podręcznik, którego cena to połowa jego miesięcznej pensji? Są wśród lekarzy czarne owce, które należy tępić i poddawać ostracyzmowi. Ale jest wielu uczciwych i ich nie pozwalam obrażać.
---
Były przedstawiciel 2013-05-17 08:42:35
Wszystko w tym artykule jest prawdą ale bardzo delikatnie owiniętą w kołderkę niedomówień. W rzeczywistości proceder "promocji leków" jest o wiele bardziej naszpikowany korupcją oraz działaniami na granicy prawa, a czasami działaniami bezprawnymi.
---
Ula 2017-03-27 21:54:04
Po c wiec byles przedstawicielem skoro to takie zle?
---
Łapa łapę myje 2013-05-16 20:42:24
Najgorsze jest to, że wszyscy o tym wiedzą i nikt nie reaguje, zwłaszcza władza i jej służby.
---
Lutek 2013-06-03 17:27:18
Najbardziej denerwują mnie gostki w długich płaszczach wchodzący do gabinetu lekarza zwyczajnie po chamsku i siedzą w wiadomym celu co najmniej pół godziny. Po takiej wizycie lekarz wypisuje receptę na droższe leki. No i pacjent kupuje te leki np. przez rok.Po pewnym czasie trafia na innego litościwego lekarza (albo nie mającego układu z dilerkiem) - a ten przypisuje istniejący od dawna lek (leki) dużo tańszy. Wraca po pewnym czasie znów do tego skorumpowanego - pierwszego ,a ten patrzy w historię choroby i widzi ,że kolega (koleżanka) sknocił /a/ sprawę i robi okrągłe oczka,że sprawa się rypła. To jak nazwać takie działanie-takich konowałów???.
---
Zdegustowany 2013-05-16 09:52:48
Lekarze to jedne z największych świń - biorą od każdego: od pacjentów, od przedstawicieli firm itd., itp. Dlaczego nikt nie nasyła na nich jakiegoś ABW albo coś? Nie lubię Kaczyńskiego, ale za jego czasów coś w tej sprawie robili.
---
Racjonalista 2013-05-16 18:01:52
"Nie lubię Kaczyńskiego, ale za jego czasów coś w tej sprawie robili."
O tak, np. oskarżyli lekarza o zabójstwo bez żadnych dowodów.
---
Aroniusz bigos 2013-05-18 13:43:57
Taka pani zdolna? Tak lubi śledzić korupcję? A gdzieś ty była paniusiu w roku np. 2002? CMKP organizuje kursy przed specjalizacją, powiedzmy z interny. Kurs atestacyjny kończy się pierwszym egzaminem do specjalizacji, egzaminem testowym. Ponad sto pytań. Bardzo trudnych ale trudnych nie po to żeby wykosić nieuków. Tak trudnych żeby nikt normalny nie zdał. Ma to swój cel: wieczorem przed egzaminem starosta grupy lekarzy zbiera kasę, po 4 lub 5 tysięcy od każdego lekarza. Razy 100 osób daje pól dużej bańki, a jest rok 2002 czy coś koło tego. Starosta jedzie z kimś gdzieś w Warszawie, osiedle strzeżone. Wraca z testami ale bez pół miliona. W nocy testy się rozwiązuje o ile wcześniej nie były rozwiązane. Często były. Egzamin zdają prawie wszyscy, ci co nie zdają szans nie maja . Tak. I gdzieś ty wtedy była paniusiu!? A może o tym pisać się boisz bo Zentara wiadomo jak skończył? Tak sie korumpuje lekarzy. Dobre sobie. To kpiny co tu piszecie i czym się podniecacie. Wiecie tyle co zjecie. I w razie czego to ja nic niewiem i wszystko to sobie zmyslilem. Taka fikcja literacka.
---
deded 2018-10-27 21:17:02
No to teraz wiadomo skąd tylu konowałów w świecie lekarskim, lekarzy co się na niczym nie znaja i nie umieja leczyć - poprostu kupili egzamin. Ale artykuł jest o czym innym a nie o kupowaniu wykształcenia lekarskiego.
---
Łasica 2017-03-27 09:40:33
Niedawno byłam u lekarza, po leki odrobaczywialas dla rodzinki bo tak to nie chodzimy,wizyta na godzinę zarejestrowana, wchodzę nie ma nikogo więc wolę do gabinetu a tu pani pielęgniarka proszę poczekać bo tam jest pan z firmy. Potem wyszedł pan i zostawił pielegniarce kalendarz na pewno się przyda :-o
---
2013-05-19 11:52:12
PO prostu bezprawie , dlatego złodzieje nie chca PiS tylko KASę
---
tableteczka 2013-05-17 19:37:00
do 4. to jest inna forma prostytucji !
---
Obserwator z Fringe 2017-11-01 20:36:46
Wszyscy wiemy, że takie rzeczy mają miejsce. Nie znamy może skali tego zjawiska, ale co do zasady każdy dorosły Polak wie, że to nic nowego. W rządzie (nie tym, ani nie tamtym - tylko we wszystkich) zasiadają osoby związane z koncernami farmaceutycznymi. Niemal każda osoba w ministerstwie zdrowia czerpie korzyści majątkowe od BIG FARMY (wykłady, granty, itd.). I to też nas nie dziwi. Nie dziwi nas też, że te same osoby występują w mediach w roli ekspertów (są przecież lekarzami). I wszystko byłoby ok. gdyby nie to, że ten sam Polak, dla którego tego typu zjawiska są "normalne" i "powszechne" - zawzięcie będzie uważał, że to dotyczy wszystkich leków, ale broń Boże - szczepień. A ja uważam, że powszechność występowania takiego zjawiska jest wystarczającym powodem, dla którego nie można zmuszać rodzica czy dorosłego (projekt ustawy dot. obowiązkowych szczepień dla dorosłych jest już gotowy) do wstrzykiwania sobie czegokolwiek. Powszechnie znana korupcja powinna mieć dla nas litość i przynajmniej nas nie zmuszać: okay - informacja (rzetelna i pełna o ryzyku i korzyściach), ok- rozmowa, zachęta, a nawet reklama - ale przymus - co to ma być do cholery? Totalitaryzm?
---
ZdegUStowana 2017-03-28 06:45:25
Nie rozumiem jednego. Tego, co pisze Lutek- lekarz może przepisać lek droższy, a ja kupić zamiennik dużo tańszy... No niestety, my widzimy przedstawicieli w garniturku, z walizeczką, ale nie widzimy siebie z kopertą, bijących głową przed panem lekarzem... Albo wchodzących z torbami do gabinetu a wychodzących tylko z torebką, czy piterkiem...
---
deded 2018-10-27 21:19:58
mówisz o sobie i wlasnym doswiadczeniu?
30 lipca 2025 Jedna z największych afer w historii. Zatrzymani lekarze i farmaceuci
Fikcyjne recepty, zawyżone ceny leków i luksusowe życie na koszt podatników - tak działała zorganizowana grupa przestępcza, która w ciągu dwóch lat wyłudziła z Narodowego Funduszu Zdrowia co najmniej 82 mln zł tytułem refundacji za leki recepturowe. Wśród zatrzymanych są lekarze, farmaceuci i przedsiębiorcy z branży medycznej. Śledczy mówią wprost: to jedna z największych afer lekowych w historii.
LIST OTWARTY DO MINISTRA ZDROWIA RP [ Dodane: 2011-08-30 ] autor: Andrzej Gregosiewicz
Leży przede mną ministerialne rozporządzenie w sprawie kryteriów zaliczania produktu leczniczego do poszczególnych kategorii dostępności wraz z uzasadnieniem (Dz.U.08.206.1292). Patrzę na ten dokument i nie wierzę własnym oczom. Potwierdziły się bowiem wszystkie moje obawy, o których przed laty pisałem w kilku artykułach: holistyczny paradygmat postawił w jednym szeregu medycynę opartą na dowodach i szarlatanerię. (...)
https://nil.org.pl/aktualnosci/2280-homeopatia-a-gregosiewicz-ortopeda-lil-w-lublinie
28.06.2018 Temat: Jak lobbyści pracujący dla firm farmaceutycznych próbują naciskać na urzędników Ministerstwa Zdrowia i niszczyć tych, którzy podejmują niekorzystne decyzje dla ich pracodawców (Nisztor pyta/PR24)
W 17 minucie audycji o handlu długami szpitalnymi...
Czarny PR. Jak lobbyści firm farmaceutycznych naciskają na urzędników?
- Zamiast pieniędzy na robienie koło ciebie czarnego PR, taniej będzie wynająć Czeczeńca - usłyszał kilkanaście lat temu jeden z byłych ministrów zdrowia, gdy okazało się, że jeden z leków promowanych przez firmę farmaceutyczną nie znajdzie się na liście refundacyjnej Ministerstwa Zdrowia. W audycji "Nisztor Pyta" o tym, jak lobbyści pracujący dla firm farmaceutycznych próbują naciskać na urzędników ministerstwa zdrowia i niszczyć tych, którzy podejmują niekorzystne decyzje dla ich pracodawców.
Polska jest szczególnie atrakcyjnym rynkiem dla oszustów, ponieważ dzięki refundacji wiele leków jest o wiele tańszych niż za granicą.
Posłuchaj: http://static.prsa.pl/30eb1178-bc0a-447d-9d49-a1ed236a3711.mp3
https://web.archive.org/web/20250624025224/static.prsa.pl/30eb1178-bc0a-447d-9d49-a1ed236a3711.mp3
- Myślę, że czas pokazał, iż w Polsce decyzje refundacyjne można podejmować w sposób przejrzysty. Natomiast kiedyś tak nie było. Kiedyś firmy farmaceutyczne działały bardzo agresywnie. Zresztą takich różnego rodzaju przypadków, że firmy były ukarane miliardowymi karami, było wiele - powiedział Krzysztof Łanda, były wiceminister zdrowia. - Jeśli mogę porównać Polskę przed rokiem 2012, a teraz, to jest niebo a ziemia. Ustawa refundacyjna wypełniła wymogi przejrzystości UE. Moim zdaniem działania korupcyjne lub na granicy korupcji, nie występują. Kiedyś występowały - dodał.
Mariusz Łapiński, były minister zdrowia w latach 2001–2003 zauważył, ze za jego czasów ceny leków były podzielone na ceny umowne, które się negocjowało z Ministerstwem Zdrowia oraz - dla polskich firm - ceny urzędowe, ustalane przez resort. My zmieniliśmy to prawo - powiedział były minister. - Okazywało się, że wiele importowanych leków cenowo było droższych dla Polski. Lek na astmę w Polsce kosztował 26 euro, zaś w Niemczech 20, a w Grecji - 13. Dlatego przyjęliśmy nową listę refundacyjną - dodał Łapiński. Podkreślił, że obawiał się tych zmian. - Obliczyłem, że firmy stracą na tym jakieś 1,2 mld zł zysku rocznie. Bałem się, że to uderzy we mnie. Miałem rację. Gdy już cały ten czarny PR wobec mnie minął, te wszystkie artykuły o tym, że jadam sushi jako socjaldemokratyczny minister, że mam wannę z hydromasażem i szereg innych rzeczy, to okazało się, że firmy farmaceutyczne złożyły się. Moja głowa kosztowała 15 mln złotych. Tyle zapłaciły firmy za czarny PR - dodał były minister.
Tomasz Latos, wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia powiedział, że z obserwacji wynika, iż sytuacja jest bardziej subtelna. Podkreślił, że stara się unikać spotkań z lobbystami firm. - W takiej sytuacji są to zawsze spotkania oficjalne, w Sejmie, z udziałem świadków, kogoś z komisji, ale generalnie staram się unikać takich sytuacji, nie są dla mnie komfortowe - powiedział. Dodał, ze firmy farmaceutyczne czasem oddziałują przez organizacje pacjentów. - Takie, które działają z pełnym zaangażowaniem, naprawdę dla dobra chorych i nie ma powodu by jakąkolwiek z osób zaangażowanych podejrzewać o złe zamiary czy drugie dno. Natomiast niewątpliwie są namawiane te osoby, które mają np. w rodzinie osobę cierpiącą na konkretna chorobę. Są przekonywane do różnego rodzaju działań często sugerując, że ten, nowy lek, to jest ten właściwy, jedyny, dający szanse, można określić, że lobbują. Problem polega na tym, że trzeba mieć kontakt z takimi organizacjami, ale w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek i dystans - podsumował Latos.
Więcej w całej audycji. Gospodarzem programu był Piotr Nisztor.
Polskie Radio 24/zz | Data emisji: 28.06.18, Godzina emisji: 20.06
To wcale nie musiała być rosyjska mafia, a tak tylko ten ktoś się wyraził...
Audycja ze strony:
#farmacja #leki refundowane #Ministerstwo Zdrowia #zdrowie #POLSKA #lekarz
Ile aktualnie w Anglii kosztują leki na receptę, czy każdy lek tyle samo kosztuje niezaleznie od dawki, leki przepisywane przez kardiologów, psychiatrów, lekarzy chorób zakaźnych, antybiotyki, na cukrzycę itp.? Kto w Angli ma leki całkowicie za darmo?
W Anglii (tylko w Anglii – w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej recepty NHS są bezpłatne dla wszystkich) standardowa opłata za lek na receptę NHS wynosi obecnie £9,90 za każdą pozycję na recepcie. ([LegalClarity][1])
### Czy każdy lek kosztuje tyle samo?
Tak. W systemie NHS w Anglii płaci się **za pozycję na recepcie, a nie za wartość leku**.
Przykłady:
* antybiotyk za £2 → pacjent płaci £9,90
* lek kardiologiczny kosztujący NHS £100 → pacjent płaci £9,90
* lek psychiatryczny → £9,90
* lek diabetologiczny → £9,90
* lek od specjalisty chorób zakaźnych → £9,90
Znaczenia nie mają:
* dawka (np. 5 mg czy 50 mg),
* specjalizacja lekarza,
* cena leku dla NHS.
Jeżeli na jednej recepcie są 3 różne leki, zwykle opłata wynosi **3 × £9,90 = £29,70**. ([NHSBSA][2])
### Kto ma leki całkowicie za darmo?
W Anglii bezpłatne recepty NHS przysługują m.in.: ([NHSBSA][3])
#### Ze względu na wiek
* dzieci poniżej 16 lat,
* osoby 16–18 lat uczące się w pełnym wymiarze,
* osoby od 60 roku życia.
#### Kobiety
* w ciąży,
* do 12 miesięcy po porodzie (z odpowiednim certyfikatem).
#### Osoby otrzymujące określone świadczenia socjalne
* niektóre formy Universal Credit,
* Pension Credit (Guarantee Credit),
* Income-related Employment and Support Allowance,
* niektóre inne formy pomocy dochodowej. ([NHSBSA][4])
#### Osoby z certyfikatem niskich dochodów NHS (HC2)
Mogą otrzymywać recepty bezpłatnie. ([Kelvedon & Feering Health Centre][5])
### Czy cukrzycy mają darmowe leki?
Tak, większość osób z cukrzycą kwalifikuje się do **Medical Exemption Certificate**, który daje darmowe recepty NHS. Co ważne, po uzyskaniu tego certyfikatu bezpłatne są nie tylko leki na cukrzycę, ale również inne leki przepisywane na receptę NHS. ([NHSBSA][6])
### Czy osoby z chorobami serca mają darmowe leki?
Zwykle nie. Sama choroba serca, nadciśnienie czy niewydolność serca nie dają automatycznego prawa do darmowych recept. Pacjent płaci £9,90 za każdą pozycję, chyba że spełnia inne kryteria zwolnienia (wiek, dochód, inne uprawnienia). ([NHSBSA][6])
### Czy osoby leczone psychiatrycznie mają darmowe leki?
Zwykle nie. Depresja, zaburzenia lękowe, schizofrenia czy ADHD same w sobie nie zwalniają z opłat za recepty. Mogą jednak istnieć inne podstawy do zwolnienia (np. niskie dochody, wiek, ciąża). ([NHSBSA][6])
### Jeśli ktoś musi stale brać wiele leków
Może wykupić tzw. Prescription Prepayment Certificate (PPC) – coś w rodzaju abonamentu na recepty. Roczny PPC kosztuje £114,50 i pozwala otrzymywać nieograniczoną liczbę recept NHS bez dodatkowych opłat przez 12 miesięcy. Dla osób przyjmujących kilka leków miesięcznie jest to zwykle znacznie tańsze niż płacenie £9,90 za każdą pozycję. ([LegalClarity][1])
Jeśli chcesz, mogę też podać dokładną listę schorzeń, które uprawniają do Medical Exemption Certificate (darmowych recept z powodów medycznych).
[1]: https://legalclarity.org/nhs-prescription-charges-what-you-pay-and-whos-exempt/ "NHS Prescription Charges: What You Pay and Who’s Exempt - LegalClarity"
[2]: https://www.nhsbsa.nhs.uk/help-nhs-prescription-costs "Help with NHS prescription costs | NHSBSA"
[3]: https://www.nhsbsa.nhs.uk/help-nhs-prescription-costs/free-nhs-prescriptions "Free NHS prescriptions | NHSBSA"
[4]: https://www.nhsbsa.nhs.uk/dont-get-caught-out-penalty-charges "Don't get caught out by penalty charges | NHSBSA"
[5]: https://www.kelvedonandfeeringhc.nhs.uk/care-and-support/free-prescription-advice/ "Free Prescription Advice – Kelvedon & Feering Health Centre"
[6]: https://www.nhsbsa.nhs.uk/check-if-you-have-nhs-exemption/medical-exemption-certificates "Medical exemption certificates | NHSBSA"
W Niemczech system działa inaczej niż w Anglii. Nie ma jednej stałej opłaty za receptę.
Jeśli jesteś w publicznym ubezpieczeniu zdrowotnym (gesetzliche Krankenversicherung – GKV), za większość leków na receptę płacisz 10% ceny leku, ale nie mniej niż 5 € i nie więcej niż 10 € za opakowanie. Jeśli lek kosztuje mniej niż 5 €, płacisz jego pełną cenę. ([medizinfo.de][1])
Przykłady:
* lek kosztuje 20 € → płacisz 5 €,
* lek kosztuje 60 € → płacisz 6 €,
* lek kosztuje 200 € → płacisz 10 €,
* lek kosztuje 4 € → płacisz 4 €. ([medizinfo.de][1])
### Czy specjalizacja lekarza ma znaczenie?
Nie. Tak samo jak w Anglii:
* leki od kardiologa,
* psychiatry,
* diabetologa,
* specjalisty chorób zakaźnych,
* antybiotyki,
podlegają tym samym zasadom dopłaty. Liczy się lek i jego cena, a nie specjalizacja lekarza. ([Gesundheitsportal][2])
### Czy można dostać leki całkowicie za darmo?
Tak, w kilku sytuacjach.
Dzieci i młodzież do 18. roku życia zasadniczo nie płacą dopłat za leki na receptę. ([Gesundheitsportal][2])
Ponadto istnieje limit rocznych dopłat. Gdy suma wszystkich dopłat medycznych przekroczy:
* 2% rocznego dochodu brutto gospodarstwa domowego, albo
* 1% dochodu w przypadku osób przewlekle chorych,
można uzyskać zwolnienie z dalszych dopłat do końca roku. ([Ubezpieczenie zdrowotne w Niemczech][3])
### A cukrzycy?
Osoby z cukrzycą zwykle płacą standardowe dopłaty 5–10 €, ale jeśli są uznane za przewlekle chore i osiągną limit 1% dochodu, mogą zostać zwolnione z dalszych dopłat. ([Ubezpieczenie zdrowotne w Niemczech][3])
### Czym Niemcy różnią się od Anglii?
| Sytuacja | Anglia | Niemcy |
| Standardowa opłata za receptę | £9,90 za pozycję | 10% ceny leku (5–10 €) |
| Cena leku wpływa na dopłatę | Nie | Tak |
| Dzieci | Za darmo | Za darmo |
| Seniorzy | Od 60 r.ż. za darmo | Nie ma automatycznego zwolnienia ze względu na wiek |
| Choroby przewlekłe | Zwykle nie dają automatycznie darmowych recept (wyjątek m.in. niektóre schorzenia jak cukrzyca z certyfikatem) | Limit dopłat 1% dochodu dla przewlekle chorych |
| Wszystkie recepty za darmo dla wszystkich | Nie | Nie |
W praktyce osoba przyjmująca wiele drogich leków (na serce, cukrzycę, psychiatrycznych itp.) jest zwykle finansowo lepiej chroniona w Niemczech niż w Anglii, ponieważ po osiągnięciu ustawowego limitu dopłat może przestać płacić za recepty do końca roku. ([Ubezpieczenie zdrowotne w Niemczech][3])
[1]: https://www.medizinfo.de/arzneimittel/rezepte/rezeptgebuehr.shtml "MedizInfo®: Rezeptgebühr - Gesetzliche Zuzahlung bei Arzneimitteln"
[2]: https://gesund.bund.de/en/arzneimittel-kostenuebernahme-und-zuzahlung "Medication costs – reimbursement and co-payment"
[3]: https://www.health-insurance.de/statutory-health-insurance/benefits/mandatory/co-payments/ "Co-Payments and Exemption from Co-Payments"
Dziennikarze WP | 7 października 2025 | 284 komentarze
"Patoposłowie" w sejmowym hotelu. Politycy o problemie: Burdy, przekleństwa, pijaństwo
Coraz głośniej mówi się o ekscesach polityków w Domu Poselskim. Grupa tzw. "patoposłów" ma się zachowywać głośno i wulgarnie, a sytuacja jest przez to, jak deklaruje minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL, nie do zniesienia. Dziennikarz Wirtualnej Polski Filip Kowalewski zapytał polityków w Sejmie, co naprawdę dzieje się w hotelu poselskim.
- Wyrabiają się rzeczy nierealne, burdy, przekleństwa, pijaństwo, rzeczy które są niegodne mandatu poselskiego... Konsekwencje powinny zostać wyciągnięte. Ten cały katalog rzeczy, które wymieniłem ma jedno nazwisko: Dariusz Matecki - stwierdził Łukasz Michnik z Nowej Lewicy. - To pewnie ci pijani z tych partii opozycyjnych, ale ja źle o nich mówił nie będę. Ja alkoholu nie spożywam, alkohol jest zły - tłumaczył Mariusz Gosek z Prawa i Sprawiedliwości. - To są jakieś bzdury, to jest bardzo spokojny człowiek. Nigdy nie widziałem, żeby komuś zaszkodził komukolwiek - potwierdzał o Dariuszu Mateckim kolega z partii Michał Wójcik. - Nie widziałem, nie spotkałem się, żeby ktokolwiek zakłócał ciszę nocną. U mnie na piętrze panuje Ciechocinek, kompletna cisza - zapewnił Adrian Witczak z Koalicji Obywatelskiej.
Incydenty w hotelu poselskim
O awanturach, pijaństwie lub nietypowych zdarzeniach w budynkach sejmowych głośno jest od kilku miesięcy. W maju w restauracji miał miejsce incydent z udziałem posłów Dariusza Mateckiego i Krzysztofa Ciecióry oraz aktora Jacka Kopczyńskiego. 6 sierpnia doszło do awantury między grupą senatorów Koalicji Obywatelskiej a grupą posłów PiS świętujących zaprzysiężenie prezydenta Nawrockiego. 6 października minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL powiedział Radiu Zet, że po sześciu latach opuszcza hotel sejmowy. Wszystko przez "patoposłów", którzy zakłócają spokój. Nie podał jednak nazwisk. Do sprawy odniósł się we wtorek marszałek Sejmu Szymon Hołownia, wyrażając "stanowcze nie" wobec "patoposłów", apelując o przedstawienie szczegółów, by podjąć interwencję.
Dziennikarz WP zapytał w Sejmie kto powinien ponieść konsekwencje za takie zachowanie? - Sami posłowie powinni wykazać się odpowiedzialnością i kulturą. Jeżeli ktoś chce zrobić "burdę" to zrobi ją wszędzie. Nie traktujmy posłów jak dzieci - skomentował Radosław Fogiel z Prawa i Sprawiedliwości. - Czas alkoholu w Sejmie dawno powinien się skończyć. W kancelarii Sejmu nie powinno być alkoholu - dodał Łukasz Michnik z Nowej Lewicy.
- Jestem sportowcem, dużo biegam, alkoholu nie mam ujętego przez dietetyka. Ja żadnego pijaństwa nie widziałem. Tu jest jedna taka jedna dominująca partia, która od lat podtrzymuje takie tradycje. Ja nic do tego nie mam, grzecznie idę spać, żyję sobie normalnie. To że ktoś sobie pośpiewa po pracy... Kiedy mają śpiewać? Robić od razu taką aferę o "patoposłach"? Nie ma z czego robić afery - bronił Mariusz Gosek z PiS.
- Z tego co wiem, śpiewanie piosenek nie jest jeszcze zakazane. Ja wiem, że Polska Donalda Tuska zmierza ku totalitaryzmowi... - rzucił Radosław Fogiel z PiS. Więcej wypowiedzi posłów w materiale wideo.
F. Kowalewski, G. Bielecki, K. Sadurska https://wiadomosci.wp.pl/patoposlowie-w-sejmowym-hotelu-politycy-o-problemie-burdy-przeklenstwa-pijanstwo-7208306998875777v
17 czerwca 2026 Afera z posłem PiS na lotnisku. Niespodziewany finał sprawy w Sejmie
W Sejmie zapadła decyzja w sprawie posła PiS Marcina Porzucka po incydencie na lotnisku Chopina. Komisja Etyki Poselskiej nie podejmie działań wobec polityka. — Okazało się, że nie wpłynął żaden wniosek. W tej sytuacji stwierdziliśmy, że skoro przeprasza publicznie, to nie podejmujemy żadnej inicjatywy — mówi w "Fakcie" Ewa Schaedler, szefowa Komisji Etyki Poselskiej.
Przypomnijmy, jak informowaliśmy pod koniec maja, służby na Lotnisku Chopina w Warszawie interweniowały wobec posła Marcina Porzucka, który nie był w stanie samodzielnie opuścić pokładu samolotu. Polityk był pod wpływem alkoholu. Jak relacjonował czytelnik, poseł spał na pokładzie tak głęboko, że załoga nie mogła go dobudzić, a ostatecznie został wyniesiony z samolotu po zakończeniu wysiadania pasażerów.
Komisja Etyki Poselskiej o zachowaniu posła PiS
W rozmowie z "Faktem" polityk PiS przekonywał, że sytuacja miała związek z jego problemami zdrowotnymi. — Czekam na rezonans magnetyczny i czasami mam po prostu trudności z chodzeniem. Zresztą każdy, kto obserwuje mnie od wielu tygodni, widzi, że jest taki problem — mówił.
Kilka dni później opublikował oświadczenie, w którym przyznał, że połączenie alkoholu z lekami przeciwbólowymi było nieodpowiedzialne. Przeprosił za zdarzenie i zapewnił, że taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy.
Incydent wywołał szerokie komentarze i oburzenie opinii publicznej, a także pytania o możliwe konsekwencje w Sejmie. 17 czerwca "Fakt" rozmawiał z szefową Komisji Etyki Poselskiej Ewą Schaedler.
Okazało się, że nie wpłynął żaden wniosek w sprawie pana posła. W tej sytuacji stwierdziliśmy, że skoro przeprasza publicznie i wykonał zdecydowany gest, to nie podejmujemy żadnej inicjatywy
Podkreśliła, że "wbrew pojawiającym się informacjom w przestrzeni ulicznej, wniosek nie znalazł się na biurko komisji, a należy przypomnieć że mógł go złożyć każdy".
— My w komisji. nawet jeśli poseł zrobił źle i nie zgadzamy się z jego zachowaniem, ale przyszła z jego strony refleksja, że popełnił błąd, to staramy się nie podejmować dalszych kroków. Uważamy, że cel osiągnęliśmy skoro poseł publicznie przyznał się do błędu. Mamy nadzieję, że wyciągnie wnioski na przyszłość — podsumowała przewodnicząca sejmowej komisji.
26 października 2010 Poseł PSL przeprasza za to, że był kompletnie pijany | 109 komentarzy
Poseł PSL Andrzej Pałys przeprosił za swoje piątkowe zachowanie przed Domem Poselskim w Warszawie. Dziennikarz TVN 24 nakręcił wtedy film, z którego mogło wynikać, że poseł był pijany - informuje TVN 24.
W oświadczeniu przesłanym mediom poseł przeprasza "wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej", a także "swoją rodzinę, przyjaciół oraz wszystkich członków Polskiego Stronnictwa Ludowego za niegodne zachowanie".
"Nie zamierzam zaprzeczać faktom. Jest mi niezmiernie przykro, że musieliście Państwo obserwować mnie w tym stanie" - dodaje Pałys w oświadczeniu.
Poseł pisze także, że z godnością przyjmuje decyzję Prezesa Zarządu Wojewódzkiego Polskiego Stronnictwa Ludowego Adama Jarubasa o pozbawieniu go funkcji Wiceprezesa Partii w regionie oraz Szefa Sztabu Wyborów Samorządowych 2010. "Jestem świadomy, że muszę ponieść karę" - stwierdza.
Wyraża także nadzieję, że "ten incydent" nie zaprzepaści jego wieloletniej działalności publicznej. "Liczę również, że swoją przyszłą pracą będę mógł udowodnić, iż zaufanie którym mnie obdarzono, nie okazało się bezpodstawne" - kończy.
Na filmie, który w piątek nakręcił dziennikarz TVN24 widać, jak Pałys bardzo dziwnie się zachowuje. Odpowiadając na pytania dziennikarza, bełkocze. Poseł mówi też, że "czuje się się dobrze".
https://wiadomosci.wp.pl/posel-psl-przeprasza-za-to-ze-byl-kompletnie-pijany-6032736015844481a
Zabierzcie tych debili z tego forum. Przecież to same zjeby zaśmiecające .
Lekarz leżał pijany na holu w sejmowym hotelu. Zobacz zdjęcia:
https://tvn24.pl/_e/i/najnowsze/cdn-zdjeciefaa4e45996a2481732fff4b086c98baf-grzegorek-w-rozmowie-z-faktem-przyznal-ze-wypil-ph3632215/alternates/WEBP_LANDSCAPE_1620
https://tvn24.pl/_e/i/najnowsze/cdn-zdjecied41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e-gosiewski-pan-grzegorek-niewiele-dawal-oznak-zycia-na-tym-zdjeciu-fot-fakt-ph3632217/alternates/WEBP_LANDSCAPE_1620
https://tvn24.pl/_e/i/najnowsze/cdn-zdjecied41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e-posel-przeprosil-za-swoje-naganne-zachowanie-fot-fakt-ph3632219/alternates/WEBP_LANDSCAPE_1620
30 stycznia 2009 Zarzuty dla byłego wiceministra rządu Tuska
Jest już akt oskarżenia przeciw byłemu wiceministrowi zdrowia w rządzie Donalda Tuska - Krzysztofowi G. Postawiono mu aż siedem zarzutów, w tym cztery dotyczące korupcji. Krzysztof G. sam odszedł z rządu w czerwcu 2008 roku, po tym jak dziennikarze oskarżyli go o wzięcie łapówki.
"Chodzi o przestępstwo o charakterze korupcyjnym w służbie zdrowia" - mówi rzeczniczka prokuratury w Radomiu Małgorzata Chrabąszcz.
Krzysztofowi G. postawiono cztery zarzuty o charakterze korupcyjnym i trzy dotyczące nakłaniania do poświadczenia nieprawdy. Sprawa dotyczy okresu, w którym oskarżony pracował w szpitalu w Skarżysku-Kamiennej - od lipca 2001 r. do listopada 2003 r.
"To był prosty deal: jako dyrektor szpitala G. zamawiał sprzęt. Był członkiem komisji przetargowej. Umowa była taka, że firma Johnson & Johnson zapłaci pieniądze firmie turystycznej za usługę, której ta nigdy nie wykonała. Pieniądze potem były wypłacane w gotówce Grzegorkowi" - tłumaczył w czerwcu ubiegłego roku Jarosław Jabrzyk, dziennikarz śledczy TVN.
Na początku czerwca 2008 roku Krzysztof G. sam podał się do dymisji ze stanowiska wiceministra zdrowia. W lipcu zrezygnował z immunitetu poselskiego. Wcześniej zawiesił członkostwo w Platformie Obywatelskiej i klubie parlamentarnym tej partii.
Minister zdrowia, Ewa Kopacz, tłumaczyła, że nie widziała nic o tym, że jej zastępca był uwikłany w sprawę o charakterze korupcyjnym. Dziennikarze TVN twierdzili wtedy, że o całej sprawie Ewa Kopacz dowiedziała się dwa tygodnie przed dymisją G., ale nic z tym nie zrobiła. "Nie podjęła żadnych kroków, informacji nie przekazała dalej" - stwierdził Bertold Kittel z TVN.
Prokuratura Okręgowa w Radomiu od września 2006 r. prowadzi śledztwo dotyczące przyjmowana korzyści majątkowych od firmy Johnson&Johnson i innych firm medycznych przez dyrektorów, ordynatorów i innych pracowników ponad 100 szpitali w Polsce.
24.11.2008 Pijany poseł zasnął w... Sejmie?
Krzysztof Grzegorek, były wiceminister zdrowia w rządzie PO, pijany zasnął na korytarzu poselskiego hotelu. Dzisiejszy "Fakt" publikuje zdjęcia posła. Grzegorek w rozmowie z "Faktem" przyznał, że wypił. Za swoje naganne zachowanie przeprosił. (...) https://tvn24.pl/polska/pijany-posel-zasnal-w-sejmie-ra77746-ls3720042
W 1986 ukończył studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Łodzi. W pierwszej połowie lat 90. uzyskał specjalizację drugiego stopnia w zakresie położnictwa i ginekologii i stopień doktora nauk medycznych. Od ukończenia studiów pracował na oddziale położniczo-ginekologicznym w Zespole Opieki Zdrowotnej w Skarżysku-Kamiennej. W 1998 został ordynatorem oddziału, w 2005 dyrektorem całej placówki.
Krzysztof Józef Grzegorek (ur. 5 maja 1961 w Sieradzu) – polski polityk i lekarz, poseł na Sejm V i VI kadencji, w latach 2007–2008 sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.
Życiorys
W 1986 ukończył studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Łodzi. W pierwszej połowie lat 90. uzyskał specjalizację drugiego stopnia w zakresie położnictwa i ginekologii i stopień doktora nauk medycznych. Od ukończenia studiów pracował na oddziale położniczo-ginekologicznym w Zespole Opieki Zdrowotnej w Skarżysku-Kamiennej. W 1998 został ordynatorem oddziału, w 2005 dyrektorem całej placówki.
W 1993 wstąpił do Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform, a w 2001 do Platformy Obywatelskiej. W latach przystępowania do tych ugrupowań bez powodzenia kandydował z ich listy do Sejmu, a w 2004 z ramienia PO do Parlamentu Europejskiego. Bezskutecznie ubiegał się o mandat radnego sejmiku świętokrzyskiego w 1998 z listy Unii Wolności[1] i w 2002 z ramienia koalicji POPiS[2]. W 2005 został wybrany na posła V kadencji w okręgu kieleckim. W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 18 874 głosy.
21 listopada 2007 został powołany na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia, złożył dymisję 2 czerwca 2008[3]. Dymisja została przyjęta następnego dnia. Krzysztof Grzegorek zrzekł się immunitetu i wystąpił z partii oraz z jej klubu parlamentarnego.
W kwietniu 2009 w Sądzie Rejonowym w Skarżysku-Kamiennej rozpoczął się jego proces karny. Prokurator przedstawił mu siedem zarzutów, w tym cztery korupcyjne[4], w którym nie przyznawał się do popełnienia tych czynów. W listopadzie tego samego roku w pierwszej instancji został uznany za winnego i skazany na karę 1 roku i 10 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 4 lat i na karę grzywny, zakazano mu także pełnienia funkcji kierowniczych w placówkach służby zdrowia[5]. Wyrok ten został utrzymany w mocy przez Sąd Okręgowy w Kielcach w styczniu 2011[6].
W 2007 mógł objąć mandat posła do Parlamentu Europejskiego, zwolniony przez Bogdana Klicha, lecz odmówił, motywując to chęcią dalszego pozostania posłem na Sejm. W 2011 nie ubiegał się o reelekcję do krajowego parlamentu, powracając do pracy zawodowej. https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Grzegorek
Trójmiasto nad Kamienną: Ostrowiec - Skarżysko-Kamienna - Starachowice
Chodzi o tzw. aferę starachowicką, która wybuchła w 2003 roku. Nie była to klasyczna afera łapówkarska, lecz sprawa ujawnienia tajnych informacji o planowanej akcji policji przeciwko grupie przestępczej i powiązanym z nią samorządowcom w Starachowicach.
### Co się wydarzyło?
W marcu 2003 r. Centralne Biuro Śledcze przygotowywało akcję zatrzymań osób podejrzewanych o związki z lokalną grupą przestępczą. Według ustaleń śledztwa informacja o planowanych aresztowaniach wyciekła z kierownictwa resortu spraw wewnętrznych. Została przekazana przez ówczesnego wiceministra MSWiA Zbigniewa Sobotkę, następnie przez posła Henryka Długosza, a dalej przez posła Andrzeja Jagiełłę do działaczy samorządowych w Starachowicach.
Afera była bardzo głośna, ponieważ sugerowała, że politycy rządzącego wówczas ugrupowania ostrzegli osoby mogące mieć związki ze światem przestępczym przed działaniami policji. ([Tygodnik Powszechny][2])
### Jak zakończyła się sprawa?
W styczniu 2005 r. sąd w Kielcach skazał głównych oskarżonych:
* Zbigniew Sobotka – 3,5 roku więzienia,
* Henryk Długosz – 2 lata więzienia,
* Andrzej Jagiełło – 1,5 roku więzienia. ([Bankier.pl][3])
Później sprawa przeszła przez kolejne instancje. Największe kontrowersje wywołało to, że pod koniec swojej kadencji prezydent Aleksander Kwaśniewski zastosował wobec Sobotki prawo łaski, znacząco łagodząc skutki wyroku.
### Dlaczego była ważna?
Afera starachowicka stała się jednym z symboli kryzysu rządzącego wtedy Sojuszu Lewicy Demokratycznej i przyczyniła się do spadku zaufania do władz w pierwszej połowie lat 2000.
Jeśli chcesz, mogę też opisać lokalne tło sprawy w Starachowicach (kto był powiązany z grupą przestępczą i dlaczego miasto znalazło się w centrum skandalu).
[1]: https://bliskopolski.pl/iii-rp/afery/afera-starachowicka/ "Afera Starachowicka (2003) – Blisko Polski"
[2]: https://www.tygodnikpowszechny.pl/afera-starachowicka-tak-zle-tak-gorzej-a-tak-najgorzej-122715 "Afera starachowicka: tak źle, tak gorzej, a tak najgorzej | Tygodnik Powszechny"
[3]: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Afera-starachowicka-Sad-wydal-wyroki-skazujace-1247530.html "Afera starachowicka: Sąd wydał wyroki skazujące - Bankier.pl"
Lokalne tło afery starachowickiej jest często pomijane, a właśnie ono tłumaczy, dlaczego sprawa stała się tak głośna.
### Co działo się w Starachowicach?
Na początku lat 2000. CBŚ prowadziło operację o kryptonimie „Elita”, wymierzoną w lokalną grupę przestępczą kierowaną przez Leszka S. Według prokuratury grupa zajmowała się m.in. handlem bronią, amunicją i narkotykami, wymuszeniami, haraczami oraz innymi przestępstwami kryminalnymi.
Największy problem polegał na tym, że śledczy podejrzewali, iż część lokalnych polityków i samorządowców utrzymywała kontakty z ludźmi z tego środowiska. Dlatego planowane zatrzymania miały objąć nie tylko gangsterów, ale również niektórych działaczy samorządowych.
### Kto był powiązany z grupą?
W centrum zainteresowania śledczych znaleźli się m.in.:
* były starosta powiatu starachowickiego Mieczysław S.,
* były wiceprzewodniczący rady powiatu Marek B.
Prokuratura zarzucała im różne przestępstwa gospodarcze i korupcyjne oraz współpracę z ludźmi ze środowiska przestępczego. Według śledczych obaj utrzymywali bliskie kontakty z Leszkiem S., uznawanym za przywódcę lokalnej grupy przestępczej.
W późniejszych procesach samorządowcy zostali skazani za konkretne przestępstwa, takie jak wyłudzenia odszkodowań czy łapówkarstwo, natomiast medialny obraz „samorządowej mafii” był znacznie szerszy niż to, co ostatecznie potwierdziły wyroki.
### Dlaczego wybuchł skandal polityczny?
Kluczowe było to, że ostrzeżenie o akcji CBŚ nie miało trafić wyłącznie do lokalnych działaczy partyjnych. Sąd uznał, że informacja o planowanych działaniach policji dotarła także do osób związanych z grupą Leszka S. Oznaczało to ryzyko udaremnienia operacji i zagrożenie dla funkcjonariuszy działających pod przykryciem.
Według ustaleń śledztwa informacja przeszła następującą drogę:
wiceminister MSWiA Zbigniew Sobotka → poseł Henryk Długosz → poseł Andrzej Jagiełło → starachowiccy działacze samorządowi.
### Dlaczego sprawa była tak ważna?
Nie chodziło tylko o sam przeciek. Afera pokazała możliwość przenikania się trzech środowisk:
1. lokalnej polityki,
2. samorządu,
3. świata przestępczego.
To właśnie podejrzenie, że politycy partii rządzącej mogli ostrzegać osoby powiązane z przestępcami przed działaniami policji, wywołało ogólnokrajowy skandal i stało się jednym z największych kryzysów politycznych rządu Sojuszu Lewicy Demokratycznej w latach 2003–2004.
Warto też pamiętać, że sama „afera starachowicka” i proces gangu Leszka S. były formalnie odrębnymi postępowaniami. Afera dotyczyła przede wszystkim wycieku tajnych informacji o planowanej akcji policji, a nie wszystkich przestępstw zarzucanych grupie przestępczej. ([binek.pl][5])
[1]: https://cdn.ug.edu.pl/110053/afera-starachowicka-ostatnie-rozliczenie-politykow/ "Afera starachowicka – ostatnie rozliczenie polityków - CDN"
[2]: https://bliskopolski.pl/iii-rp/afery/afera-starachowicka/ "Afera Starachowicka (2003) – Blisko Polski"
[3]: https://www.rmf24.pl/fakty/news-starachowice-akt-oskarzenia-ws-samorzadowcow,nId,153458 "Starachowice: Akt oskarżenia ws. samorządowców - RMF 24"
[4]: https://www.wprost.pl/kraj/82938/afera-starachowicka-wyrok-za-tydzien.html "Afera starachowicka: wyrok za tydzień – Wprost"
[5]: https://www.binek.pl/6_x6.htm "Publicystyka"